DRAGON GOLD CUP,

Od 25 sierpnia do 2 września brałem udział w specyficznych regatach Dragon Gold Cup, które odbyły się w na północy Danii w Hornbeak, gdzie Bałtyk łączy się z morzem Północnym. Oresund w tym miejscu  jest akwenem bardzo trudnym ze względu na zmieniające się ciągle prądy wodne.  Regaty te odróżniają się od innych długością trasy i czasem trwania wyścigu. Dystans między bojami wynosi minimum 2,5 mili morskiej a na trasę wyścigu składają się dwa pełne okrążenia i halsówka. Wolno żeglujące Dragony potrzebują ponad 3 godziny aby pokonać tak spory dystans. Linia startu jest bardzo długa tak, aby 75 Dragonów teoretycznie miało wystarczająco miejsca do startu. W rzeczywistości i tak cała flota wybierała korzystną stronę , co skutkowało sporą ilością falstartów oraz kolizjami jachtów.

Same wyścigi były bardzo trudne taktycznie a szybkość jachtów miała spore znaczenie w osiągnięciu dobrego rezultatu.  Start z pierwszej linii i utrzymanie tzw. laying, czyli mo żeglugi prawym lub lewym halsem bez konieczności zrobienia zwrotu były kluczem do dobrego wyniku. My mieliśmy ,,tak” tylko raz i wtedy zajęliśmy doskonałe 4 miejsce. W pozostałych po starcie musieliśmy szukać miejsca do zwrotu, bo zostaliśmy wzięci w ,,sandwich”, a wtedy można było ,,zapomnieć” o  założeniach taktycznych i dobrym rezultacie, chyba że …. się miało dużo szczęścia, którego nam w tych regatach też zabrakło.

Planowo powinniśmy mieć tylko 1 wyścig dziennie, co i tak jest już wyczerpujące ale w związku z tym, że ,,straciliśmy’’ dwa dni z powodu za silnego i za słabego wiatru, żeglowaliśmy po dwa wyścigi.  Dni regatowe były bardzo długie, bo z portu wypływaliśmy przed 9 rano a wracaliśmy przed 18.  Dragony są jachtami bardzo ,,mokrymi’’, nawet przy małym wietrze  fale przelewają się przez pokład, a sama ,,obsługa’’ szotów, bagsztagów i innych regulacji wymaga bardzo dużo siły. Balastowanie w pozycji ,,skręconej’’ na jednej nodze zahaczonej  ,,o coś’’ obciąża bardzo mocno kręgosłup. Podczas tych regat poczułem spore bóle, które przypomniały mi czasy kiedy żeglowałem na Tornado przygotowując się do IO w Sydney.  Wtedy cudem udało mi się uniknąć operacji. To dało mi dużo do myślenia i biorąc pod uwagę fakt, że w przyszłym roku mistrzostwa świata i przygotowania do nich będą się odbywać w bardzo wietrznym portugalskim Cascais podjąłem decyzję o tym, że nie będę już więcej żeglował na Dragonie, bo ryzyko utraty zdrowia jest zbyt duże.

W regatach tych zajęliśmy 16 miejsce wyraźnie pokazało dystans dzielący nas od czołowych załóg, które w ostatnich latach zainwestowały w nowy sprzęt i bardzo dużo trenowały.

Z Danii przyleciałem prosto do Porto Cervo na Maxi Rolex Cup, gdzie startuję na nowym 115 stopowym Swanie Highland Fling. Co za zmiana…. Inna pogoda, inne jachty, inne żeglowanie ;-)

pozdrawiam z Porto Cervo

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.