|
Cartagena - Audi MedCup 2010 |
|
31.08.2010. |
|
Cartagena - dzień ostatni regat, w którym rozegraliśmy 3 wyścigi w trudnych do rozszyfrowania warunkach pogodowych. Sztuką było dobre uplasowanie jachtu w takim miejscu, aby później przez dłuższy okres czasu profitować z korzystnego prądu i cyklicznie zmieniającego się kierunku wiatru. Nam udało się to w wyścigach 2 i 3, w których finiszowaliśmy na drugim i czwartym miejscu, dającym nam awans na 6 miejsce w punktacji generalnej.
W pierwszym, kiedy pożeglowaliśmy w prawą stronę trasy, dosłownie o 100 metrów za wcześnie zrobiliśmy zwrot na prawy hals, który miał nas doprowadzić do górnej boi. ETNZ, którego "przepuściliśmy" przed dziobem "przełożył" się na prawy hals dosłownie 30 sekund później, ale to im wystarczyło, by wszyscy rywale przeszli im za rufą. My utknęliśmy w walce o miejsce pod koniec stawki a wszystko tak super wyglądało... Byliśmy lekko sfrustrowani takim obrotem sprawy, do tego zniszczeniu uległ tzw. deckman, czyli ekran - komputer, na którym nawigator ma wszystkie informacje dotyczące pozycji jachtu na trasie regat, czasu do poszczególnych boi, kierunku i siły prądu, itd. W fazie przedstartowej otrzymywane informacje o lay line do znaku lub statku komisji regatowej oraz czasu do linii startu pomagają mi odpowiednio uplasować jacht, tak aby wystartować poprawnie. W wyścigu drugim naszym celem było wygranie tzw. pinu, czyli startu spod boi, ponieważ chcieliśmy pożeglować w lewą stronę trasy, która wydawała nam się korzystna. Zadanie to wykonałem idealnie i poprawna żegluga bez większych błędów (W KOŃCU !!!!) dała nam bardzo dobre 2 miejsce. Przed ostatnim wyścigiem mieliśmy 0,5 punktu straty do królewskiego Bribona i 3.5 do Luna Rossy. Musieliśmy popłynąć dobry wyścig, aby mieć szansę na awans. Nie było tu mowy o jakimś match racingu lub krótkim kryciu rywala. W tak ciasno ścigającej się flocie jachtów każdy dodatkowy manewr, strata kilku metrów, pozbawia szansy na czołową lokatę. A przecież najłatwiej żegluję się się z przodu :). Ponownie wygrałem pin, ale tym razem przekraczając linię startu nasz jacht nie miał optymalnej szybkości. Do tego, w przeciwieństwie do poprzedniego wyścigu, wiatr zaczął się skręcać w prawo, co jeszcze bardziej pogarszało naszą sytuację. Mimo to górny znak okrążyliśmy na 6. miejscu tuż za Bribonem i dwa miejsca przed załogą włoską. Na kursie z wiatrem surfowaliśmy odrobinę szybciej od naszych rywali, ale do kluczowej sytuacji doszło tuż przed "gatem" czyli dwoma dolnymi bojami. Żeglując prawym halsem dosłownie w ostatnim momencie, tuż przed lewym znakiem (patrząc w dół trasy) udało nam się zmusić do zwrotu na prawy hals hiszpański jacht i okrążyć boję przed nimi na czystym wietrze. Tym razem załoga rosyjska spisała się dobrze i mimo późno rozpoczętego manewru, genaker wciągnięty został pod pokład bardzo sprawnie a fok i grot wybrany w momencie ostrzenia na wiatr. Czyli było tak jak powinno być za każdym razem!!! Ostatnia halsówka to bardzo skoncentrowana i mądra żegluga, która pozwoliła nam okrążyć górny znak na 4 miejscu. Walczyliśmy o każdy metr, bo mieliśmy również szansę nadrobić stratę do Luna Rossy, która żeglowała na 8 miejscu. Na plecach czułem oddech Kiwi i jachtu portugalskiego Bigamist, który jest niezwykle szybki na kursach wolnych. Tym razem jednak to my byliśmy królami szybkości, trymerzy i grinderzy dali z siebie wszystko, aby jacht surfował na każdej fali. Ich mordercza praca pozwoliła nam przekroczyć metę na 4 pozycji, która dała nam awans na 6 miejsce w regatach. Wygraliśmy tzw. drugą a właściwie trzecią grupę. Kiwi są niewątpliwie najlepszym zespołem, grupę drugą tworzą Quantum, Team Origin, Matador i Artemis z Paulem Cayardem za sterem, który miał szokujący ostatni dzień regat, zajmując końcowe miejsca w ostatnich trzech wyścigach! All4one, Bribon, Cristabela, Bigamist, Luna Rossa i Synergy tworzymy tę grupę, która walczy o lokaty od 6 w dół. 
Za 3 tygodnie ścigamy się ponownie w Cagliari. Będą to już ostatnie regaty wchodzące w cyklu Audi MEDCUP 2010. Po 4 imprezach jesteśmy szóści, bez realnych szans na awans. Za nami jest natomiast bardzo ciasno i będzie to decydujące starcie. Szkoda, że w Cartagenie nie wykorzystaliśmy wielu możliwości na dużo lepszy wynik, ale może w Cagliari w końcu unikniemy robienia podstawowych, prostych błędów i zaowocuje to dobrym rezultatem, przed zaplanowanymi na początek października mistrzostwami świata, które mają się odbyć w Walencji. W międzyczasie wystartuję na 148 stopowym jachcie Saudade na Maxi Cup. Już w piątek lecę do Porto Cervo, gdzie od soboty trenujemy. Pozdrawiam już z Łupstycha, Karol Jabłoński
Wyniki po 4 imprezach: |
|
|
Cartagena - Audi MedCup 2010 - dzień 4 |
|
29.08.2010. |
|
Cartagena, dzień 4 Dzisiaj rozegraliśmy przy bardzo silnym wietrze dwa wyścigi, pierwszy krótki a drugi tzw. coastal race o długości ponad dwudziestu mil. W tych warunkach nasz jacht żegluje równo z innymi na halsie lewym ale na prawym jesteśmy wolniejsi. Zauważyliśmy już to podczas pierwszych regat w Portugalii i tu się to ponownie potwierdziło. Nie jest to tak widoczne a zarazem bolesne dla nas przy małej fali, ale przy krótkiej i wysokiej nie mamy najmniejszych szans aby po starcie żeglować z porównywalną szybkością z innymi jachtami. Najprawdopodobniej kil i bomba są asymetryczne, ale to będziemy mogli sprawdzić dokładnie po tych regatach. W pierwszym wyścigu, mimo dobrego startu, na pierwszej halsówce musieliśmy zrobić dużo wcześniej zwrot nas lewy hals niż chcieliśmy, co miało wpływ na naszą dalszą pozycję na górnym znaku. Lewa strona trasy była bardzo korzystna o czym wszyscy wiedzieli i jachty, które wygrały tzw. wyścig do skał zajmowały czołowe miejsca. Brak szybkości był bardzo wyraźny i mimo regularnych zmian sposobu trymowania żagli trudno było odrobić straty. Na ostatnim kursie z wiatrem pożeglowaliśmy dobrze i awansowaliśmy o kilka pozycji finiszując na 7 miejscu.
 Więcej zdjęć na www.medcup.org/gallery/ Siódmi też byliśmy w długim wyścigu, mimo tego, że górną boję okrążyliśmy na... pierwszym miejscu ! Niestety "normalna" praca załogi rosyjskiej miała duży wpływ na regularną stratę dystansu. Bardzo wolne postawienie genakera i jego późne "odpalenie" spowodowało to, że ETNZ i Artemis wyprzedzili nas. Dolny znak okrążaliśmy ok 20 m. za Kiwi, ale niestety genaker wpadł do wody i zaparkowaliśmy na dłużej, tracąc wiele cennych metrów. Po ok. 6 milowej halsówce górny znak okrążyliśmy na 9 pozycji, ale ponownie mądra żegluga na pełnym pozwoliła nam awansować na 5 miejsce. Na ostatnim kilkumilowym kursie do mety na lewym halsie wszystkie jachty płynęły bardzo blisko skał a spadające potężne szkwały wymagały odpowiedniej, szybkiej reakcji trymerów i reszty załogi. To niestety nie jest naszą mocną stroną i straciliśmy dalsze dwie pozycje. Był to kolejny frustrujący dzień w biurze, ale niestety bez większych zmian w "personelu" będzie ich jeszcze wiele.
Pozdrowienia, Karol Jabłoński WYNIKI: |
|
|
Cartagena - Audi MedCup 2010 - dzień 2&3 |
|
28.08.2010. |
|
Cartagena dzień 2. Z powodu słabego wiatru wyścigi nie odbyły się. Spędziliśmy kilka godzin na wodzie czekając na przyjście bryzy, ale około godziny 17 zrobiła się kompletna flauta i wróciliśmy do portu, gdzie wszyscy mówią o tym, że następny Puchar Ameryki będzie rozgrywany na ... katamaranach, Cartagena dzień 3. Dzień ten, w którym rozegraliśmy 3 wyścigi, był dniem nie wykorzystanych szans i nie można tu mówić o pechu ale o wyraźnych błędach. Warunki wietrzne, 8 - 11 węzłów, co prawda nie faworyzowały naszego jachtu, ale mogliśmy zdecydowanie lepiej pożeglować i awansować w generalnej klasyfikacji.
W pierwszym wyścigu na pierwszym kursie na wiatr, kiedy wszystko wskazywało na to, że na górny znak wpłyniemy na drugim lub nawet pierwszym miejscu, spadł nam nowy fok. Nie wytrzymała obciążenia lina, mocująca fał foka z jego rogiem fałowym... Bardzo długo też trwała "akcja" ponownego postawienia tego żagla. Górny znak okrążyliśmy na ostatnim miejscu, ale żeglując skoncentrowanie odrobiliśmy kilka miejsc, co w tej flocie nie jest łatwym zadaniem. Wyścig drugi to ponownie bardzo dobry start i szansa okrążenia górnego znaku na 1 lub 3 miejscu, bo odległość między jachtami była bardzo mała. Niestety błąd taktyczny uniemożliwiający dobre uplasowanie jachtu na lay line spowodowało, że przy sporym prądzie do okrążenia boi zabrakło dosłownie kilka metrów i zmuszony byłem wykonać zwrot przez rufę i pożeglować za rufami wszystkich jachtów... Podobny błąd kosztował nas sporo miejsc w pierwszym wyścigu regat, ale tym razem jednak nie udało nam się wyprzedzić żadnego z naszych rywali i na metę przypłynęliśmy na ostatnim miejscu. W obu tych wyścigach żeglowaliśmy na nowym, odrobinę głębszym foku i brakowało nam trochę ostrości. Na pierwszej halsówce często jedna długość jachtu decyduje o losach wyścigu i nam zabrakło jej już kilka razy, aby znależć się w lepszej sytuacji. Team Origin jest zdecydowanie najszybszym jachtem w tych warunkach, co ma wyrażne odzwierciedlenie w wynikach. W wyścigu trzecim po mniej udanym starcie, żeglowaliśmy na dobrej 5 - 6 pozycji, ale na ostatnim kursie na wiatr znależliśmy się w skomplikowanej sytuacji uniemożliwiającej nam popłynięcie w korzystną, prawą stronę trasy, co skutkowało stratą kilku miejsc. Na trasie regat jest bardzo ciasno i liczy się każdy metr, nie ma na niej "przyjaciół" i każdy o tym wie. Ufff, to był bardzo ciężki dzień, po którym musimy się pozbierać i ponownie zmobilizować. Niewiele przecież brakowało do tego, aby wszystko mogło wyglądać dużo lepiej. Mam nadzieję, że limit tych prostych błędów wykorzystaliśmy w tym jednym dniu i teraz będziemy żeglować mądrzej. Pozdrawiam, Karol Jabłoński |
|
|
Cartagena - Audi MedCup 2010 |
|
26.08.2010. |
|
Już od soboty jestem w Cartagenie, gdzie od wczoraj rozgrywane są kolejne regaty z cyklu Audi MedCup 2010, w których bierze udział 11 zespołów. Pierwsze trzy dni są jak zwykle poświęcone na treningi, podczas których testujemy szybkość jachtu, sprawdzamy nowe żagle i staramy się optymalnie poznać warunki wietrzne panujące na tym akwenie. Dużym zaskoczeniem dla wszystkich jest spory prąd wodny, zmieniający często kierunek, którego siła dochodzi nawet do 2 węzłów. Cartagena 1 dzień Rozegraliśmy dwa wyścigi przy wietrze 12 - 16 węzłów i sporym prądzie, powodującym, że prawa strona trasy była tą, w którą wszyscy chcieli pożeglować. Taka sytuacja powoduje zaciętą walkę przed startem o najlepszą pozycję przy statku komisji regatowej. Prąd miał kierunek przeciwny do kierunku wiatru, co powodowało, że fala była krótka i wysoka. W takich warunkach bardzo trudne jest uplasowanie jachtu we właściwym miejscu na około 2 minuty przed startem. Ja wybrałem wariant bardziej konserwatywny, tzn. start ze środka linii startu, który zaowocował dobrym miejscem na około 200 metrów przed górnym znakiem. Niestety mały błąd taktyczny spowodował, że znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji i zamiast okrążyć go na 5 pozycji to straciliśmy wszystko próbując wykonać ryzykowny manewr, który był praktycznie nie do zrealizowania przy tym silnym wietrze. Próba odpadnięcia za rufą żeglującego prawym halsem jachtowi Quantum Racing nie wyszła, ponieważ nie poluzowany obciągacz bomu grota spowodował, że straciłem kontrolę nad jachtem i musiałem ratować sytuację, próbując uniknąć kolizji, robiąc tzw. crash tack. Rywal protestował, a my wykonaliśmy karę. Pozytywnym aspektem tego wyścigu było to, że z ostatniego miejsca udało nam się jeszcze awansować o trzy pozycje finiszując na 8 miejscu. Drugi wyścig to bardzo dobry start, po którym do ostatniego zwrotu przez rufę na ostatnim kursie do mety żeglowaliśmy na drugiej pozycji tuż przed Emirates Team New Zealand. Niestety prosty błąd obu rosyjskich trymerów, spowodował, że podczas wykonywania tego manewru nowy zawietrzny szot wpadł po dziób i straciliśmy bardzo dużo dystansu. Udało nam się obronić trzecie miejsce odpierając atak argentyńskiego jachtu Matador, na którym żeglują Francesco Bruni i Vasco Vascotto. Po dwóch wyścigach zajmujemy przyzwoite 5 miejsce, ale to dopiero początek rywalizacji w tych długich regatach.
Pozdrowienia, Karol Jabłoński |
|
|