|
20.06.2010. |
|
Mistral zdominował ostatnie dwa dni regat. Wczoraj mieliśmy jeszcze małą nadzieję, że odbędą się trzy wyścigi, ale bardzo wysoka i stroma fala uniemożliwiała wyjście jachtom z portu. Siła wiatru dochodziła do 30 węzłów i w przeszłości, w takich warunkach wietrznych, komisja regatowa nie wahała się z kontynuowaniem rywalizacji. Dzisiaj wiało 10 węzłów więcej i wiadomo było, że jest to koniec regat w Marsylii. Szkoda, że komisja regatowa znając prognozę pogody, nie zdecydowała się na zmianę planu i rozegranie trzech wyścigów w piątek zamiast jednego 30 milowego. Nasze 6 miejsce jest obecnie wszystkim na co nas stać i bez zmiany w składzie załogi oraz dodatkowych treningów trudno będzie walczyć o lepsze lokaty. Żeglarze większości zespołów w przeciwieństwie do naszego, ścigają się w LVT, w klasie RC 44 i TP 52. W naszym składzie mam 8 Rosjan, a tylko 3 z nich żegluje na jachcie klasy AC i brało udział w regatach LVT. 5-ciu pozostałych ściga się tylko na TP 52, co oznacza 7 dni na wodzie w miesiącu!!! To jest zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę ich obecny poziom wyszkolenia technicznego i trudno się też dziwić, że popełniają jeszcze sporo błędów. Mam nadzieję, że szefostwo teamu skłonne będzie zaakceptować zaproponowane przeze mnie zmiany. Nie jestem jednak tego pewien, ponieważ na początku sezonu jeden z właścicieli konkretnie powiedział, że dla niego ważniejsza jest ilość rosyjskich żeglarzy w załodze niż walka o czołowe lokaty. Następne regaty odbędą się w drugiej połowie lipca w Barcelonie. W końcu nadszedł czas na dłuższy odpoczynek :) Pozdrawiam, Karol Jabłoński
 Wyniki 20/06/10 |
|
|
18.06.2010. |
|
Dzisiejszy trwający ponad 5 godzin długi wyścig odbył się przy wietrze dochodzącym do 28 węzłów i bardzo dużej fali. Wygrał go zespół Quantum racing z Thierry Hutchinsonem za sterem, zwycięzca ubiegłorocznej edycji MedCup.
 Audi MedCup / Photo copyright: Carlo Borlenghi Drudzy byli Kiwi a na trzecim miejscu przekroczył metę jacht prowadzony przez Jochena Schumana z załogą All4One. My ukończyliśmy naszą walkę z rywalami i własnym jachtem na dobrym ale frustrującym 5 miejscu. Nie ukrywam, że spokojnie powinniśmy dopłynąć na 3 miejscu, ale podstawowe błędy rosyjskiej części załogi, regularnie doprowadzały do straty dystansu i pozycji. Frustrujący, ponieważ było gorzej jak podczas rozegranego w podobnych warunkach wietrznych wyścigu w Cascais. Problem polega na tym, że te same błędy są powtarzane przez te same osoby i nadszedł chyba czas na małą "rewolucję" czerwcową. Zobaczymy jak zareaguje na nią szefostwo teamu, ale w tej konstelacji nie widzę szans na równorzędną rywalizację z innymi jachtami, których załogi tworzą doświadczeni żeglarze zawodowi. Jutro mamy zaplanowane rozegranie pozostałych 3 wyścigów, ponieważ na niedzielę zapowiedziany jest bardzo silny mistral. Jutro też będzie wiało i mam nadzieję, że się nie "pozabijamy". Pozdrawiam strasznie zmęczony z Marsylii, Karol Jabłoński PS AKTUALNE WYNIKI: http://www.medcup.org/results/venue.php?trophy=2 |
|
|
Marsylia - AUDI MED CUP - dzień 2 |
|
17.06.2010. |
|
Dzisiaj rozegraliśmy 2 wyścigi przy słabym wietrze. W pierwszym wszystko wskazywało na to, że na górny znak wpłyniemy na 2 miejscu ale dosłownie na krótko przed nim, spora zmiana wiatru z prawej strony spowodowała, że musieliśmy się podłożyć bardzo ciasno poniżej lay line jachtom żeglującym prawym halsem. Aby okrążyć boję musiałem wyostrzyć do wiatru i jacht stracił sporo szybkości, przez co straciliśmy 2 pozycje. Ale to i tak nie było źle, bo manewr odpadnięcia za rufą innych jachtów spowodowałby stratę wielu miejsc. Niestety postawiony gennaker A2 okazał się zbyt wolnym przy słabnącym wietrze, co wpłynęło na stratę dalszych kilku pozycji. Na metę wpłynęliśmy na siódmym miejscu, trochę sfrustrowani ale też zadowoleni, bo w międzyczasie żeglowaliśmy dużo dalej i nadrobiliśmy sporo dystansu. Wyścig wygrał Matador z Francesco Brunim pełniącym funkcję taktyka na argentyńskim jachcie, który jest niezwykle szybki w tych warunkach wietrznych.

To co się działa na wodzie odzwierciedlają najlepiej wyniki poszczególnych wyścigów i spore przetasowania na trasie regat. Teoretycznie ,,mała" flota 10 jachtów klasy TP 52 i to, że wszystkie wyścigi zaliczają się do punktacji generalnej regat i całego sezonu, mają duży wpływ na specyficzną taktykę i strategię obieraną przez większość zespołów. Każdy broni zaciekle swojego miejsca i wykorzystuje każdą okazję, aby utrudnić "życie" rywalom. Tu nie ma łatwych wyścigów i sytuacji, tu odbywa się taki match race z udziałem większej ilości jachtów. Drugi wyścig rozegrany przy sporej loterii wietrznej ukończyliśmy na 4 miejscu, Matador przypłynął ostatni mimo tego, że na ostatni kurs na wiatr wpłynął na 3 pozycji. Wszyscy "tęsknią" powoli za silniejszym i stabilniejszym wiatrem, ponieważ panujące warunki wietrzne kosztują sporo nerwów i sił wszystkich żeglarzy. W klasyfikacji generalnej zajmujemy nadal 6 miejsce ze stratą kilku punktów do trzeciego i mam nadzieję, że uda nam się powalczyć o wyższą lokatę. Jest jak zwykle bardzo ciasno a jutro zaplanowane jest rozegranie długiego wyścigu. Pozdrawiam z Marsylii
Karol Jabłoński
|
|
|
17.06.2010. |
|
Od niedzieli jestem już w Marsylii, gdzie odbywają się drugie w tym sezonie regaty zaliczane do Audi MedCup Circuit. Uczestniczy w nich 10 zespołów i zaplanowane jest rozegranie 10 wyścigów. Poziom tegorocznej rywalizacji w klasie TP 52 jest bardzo wysoki, ponieważ dla większości teamów mających na celu start w Pucharze Ameryki jest to idealna możliwość doskonalenia umiejętności żeglarskich, a dla projektantów regaty są idealnym poligonem doświadczalnym do sprawdzenia w "warunkach bojowych" najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych. Pierwsze trzy dni poświęcone były na treningi a wczoraj przy bardzo zmiennych warunkach wietrznych odbyły się już trzy wyścigi. Zajmując odpowiednio 9, 2, 6 miejsce można powiedzieć, że wyszliśmy obronną ręką i ten dzień możemy zaliczyć do udanych. Nasz jacht nie żegluje najszybciej przy małym wietrze i sporej fali. Za nami w generalnej klasyfikacji są Team Origin, Luna Rossa Emirates Team New Zealand i Artemis, a więc same największe zespoły !
 Wyniki 17/06/10 Zapraszam do oglądania wyścigów na http://www.medcup.org
Karol Jabłoński
PS Dzisiaj ponownie mały wiatr ale od jutra ma już zacząć wiać mistral.
|
|
|
LVT - La Maddalena - FINAŁ |
|
08.06.2010. |
|
Ostatnie dni były nieprawdopodobnie długie i intensywne. Nie miałem możliwości napisania na bieżąco relacji z naszych pojedynków półfinałowych w All 4 One i finałowych z ETNZ. Wczoraj rano przyjechałem prosto do Porto Cervo, gdzie w środę rozpoczynają się regaty Loro Piana Superyacht Regatta 2010. O 9.30 byłem już na potężnym 148’ jachcie Saudade i rozpoczęliśmy trening, który potrwał do 17. Do hotelu wróciłem po 19, prysznic, kolacja, a z zaśnięciem po takim dniu nie ma problemów. Dzisiaj ponownie ,,powtórka z rozrywki’’. Po regatach LVT dostałem bardzo dużo gratulacji od moich kibiców z Polski i innych krajów. Dziękuje bardzo, bo jest to na prawdę budujące, dodaje sił i motywacji do dalszej ciężkiej pracy. Wspaniale, że powoli następuje duży przełom w pokazywaniu regat żeglarskich w mediach. Larry Elisson planuje otwarcie nowego kanału telewizyjnego America’s Cup. Nie ukrywam, że nam wszystkim zależy na tym, aby pokazać jak piękne, pasjonujące i skomplikowane jest ściganie się na dużych jachtach. Mim tego, że w finale LVT przegraliśmy z Emirates Team New Zealand 3:2, regaty te były niewątpliwie wielkim sukcesem mojego teamu. Mam wielką satysfakcję z tego, że w tak krótkim czasie udało mi się stworzyć tak solidny zespół, który po raz kolejny zaskoczył wszystkich wysokim poziomem wyszkolenia technicznego. Wszyscy podkreślali, że w tych regatach byliśmy jedynym teamem, który żeglował bardzo równo i jeżeli przegrywał wyścigi to tylko z minimalną stratą po zaciętej walce.  Po dwóch wygranych meczach z All 4 One awansowaliśmy do finału i jeszcze tego samego dnia rozegraliśmy pierwszy wyścig z ETNZ, który wygraliśmy, obejmując prowadzenie na drugiej halsówce. To już była mała sensacja... Drugi mecz wygrany przez nas w niedzielę przybliżył nas znacznie do wygrania tych regat. Potrzebne było jeszcze jedno zwycięstwo, tylko jedno czy aż jedno??? W rywalizacji z tak renomowanym rywalem jest to zazwyczaj "aż jedno", bo nie wolno zapominać, że trzeba wygrać 3 razy !!! W trzecim wyścigu ,,trochę zakręciłem’’ Deana przed samym startem, dzięki czemu uzyskaliśmy kontrolę nad nim i na górnym znaku byliśmy pierwsi mając przewagę ok 2-3 długości, która w stabilnych warunkach wietrznych jest zazwyczaj komfortowa. Niestety akurat w tym wyścigu stało się tak, że silniejszy wiatr przyszedł z tyłu, co powodowało, że nasz rywal zbliżał się i zajmował coraz mocniejszą pozycję przed zrobieniem zwrotu na prawy hals prowadzącym do "gate'u", czyli dwóch dolnych boi.
 W ostatnim możliwym momencie, na ok. minutę przed layline zrobiliśmy zwrot przez rufę a Kiwi pożeglowali dalej, robiąc zwrot ok. 40 sekund później. Nasz problem polegał na tym, że żeglowaliśmy w strefę mniejszego wiatru, a bezpośrednio za nami "stał" szkwał, który niestety nie zbliżył się wystarczająco szybko. To kosztowało nas utratę możliwości okrążenia korzystnej lewej boi (patrząc w dół trasy), do tego decyzja o zmianie planu została podjęta późno, co doprowadziło do sporego chaosu podczas zrzucania gennakera.
 Ale w tym momencie i tak już było po wyścigu, bo Kiwi pożeglowali w stronę silnych szkwałów. To był moment przełomowy finałów. ETNZ wygrał potem kolejne dwa wyścigi, które odbyły się już przy silnym, stabilnym wietrze. W ostatnim mieliśmy super pozycję do ataku, ale na zwrocie przez rufę porwał nam się gennaker. Nie ukrywam, że na początku cała załoga była lekko sfrustrowana faktem, że nie udało nam się wygrać tych regat mimo tego, że byliśmy już tak blisko. W sporcie na tak wysokim poziomie detale decydują o porażce lub zwycięstwie. Robiąc mały błąd w 3 wyścigu daliśmy naszemu rywalowi szansę do nabrania rozpędu i ponownej wiary w siebie i w wygraną.  
Kolejne LVT odbędzie się w listopadzie w Dubaju, Pozdrawiam z Porto Cervo,
Karol Jabłoński
|
|
|