LVT - La Maddalena - dzień 4
27.05.2010.

ImageDzisiaj ponownie mieliśmy długi i intensywny dzień na wodzie. Rozegraliśmy dwa wyścigi w bardzo mocno zmieniających się w warunkach wietrznych. Pierwszy z Teamem Origin przegraliśmy o dosłownie 7 sekund. Fazę przedstartową kontrolowałem od samego początku, bo tym razem wpłynąłem z prawej strony linii startowej. Na 1.40 sekund przed startem Ben Ainslie żeglując lewym halsem zaryzykował  zrobienie zwrotu przez rufę przed moim dziobem, musiałem bardzo mocno wyostrzyć, aby uniknąć zderzenia. Odległość między kadłubami była w miarę bezpieczna ale maszty minęły się bardzo blisko. Za taki manewr wykonany przez nas sędziowie na pewno daliby nam penalty, ale w tej odwrotnej sytuacji pokazali zieloną flagę, tzn. że wszystko było OK.  
Wystartowaliśmy po nawietrznej stronie rywala na pełnej szybkości, ale po pewnym czasie  byliśmy zmuszeni do zrobienia zwrotu przez sztag i pożeglowania w prawo, co było naszym przedstartowym założeniem taktycznym. Niestety górny znak okrążyliśmy za naszymi rywalami, którzy dostali korzystną zmianę z lewej strony :(. Na pierwszym kursie z wiatrem po wykonaniu kilku dobrych zwrotów przez rufę w odpowiednich miejscach, udało nam się skomplikować naszemu rywalowi okrążenie  prawej dolnej boi, by pożeglować z pełną szybkością do przeciwnego znaku. Odrobiliśmy straty i na ostatnim kursie z wiatrem byliśmy tuż za rywalem, który wykonał dobrą pracę broniąc prowadzenia. Tuż przed metą, kiedy wydawało się, że będziemy w stanie objąć prowadzenie, wiatr skręcił w prawo, co ułatwiło Teamowi Origin przekroczenia linii mety z przewagą 7 sekund.
Był to kolejny minimalnie przegrany wyścig, ale po bardzo dobrej żegludze, świadczący o tym, że jesteśmy w miarę solidnym zespołem.
ImageImageImageImage

Image
Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com


Drugi wyścig z francuskim Alephem, to wygrany start i trochę nerwowa żegluga w bardzo loteryjnych warunkach wietrznych. Solidnie broniliśmy prowadzenia do mety nie popełniając większych błędów.

 3 wygrane i 3 przegrane zostawiają nam duże szanse na dobrą lokatę w tych regatach. Aby wejść do półfinałów musimy wygrać  jeszcze "tylko" 3 wyścigi.

pozdrowienia,

Karol Jabłoński

 
LVT - La Maddalena - dzień 3
26.05.2010.

ImageDzisiaj przy wietrze dochodzącym do 18 węzłów rozegraliśmy dwa dobre wyścigi z Mascalzone Latino i Emirates Team New Zealand. Niestety oba minimalnie przegraliśmy. W pierwszym wyścigu sędziowie ukradli nam zwycięstwo na krótko przed metą nakładając na nas karę za żeglugę powyżej kursu właściwego, co absolutnie było ich błędną interpretacją sytuacji, w której mieliśmy pełną kontrolę nad rywalem pozbawionym praktycznie wszystkich szans na wyprzedzenie nas. Niestety, "ściany" pomagają gospodarzom również w naszym sporcie.

Image
Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com
 


Drugi wyścig przegraliśmy o 4 sekundy po bardzo wyrównanym meczu, który pokazał, że czeka nas jeszcze długa droga, aby być w stanie w ciasnych sytuacjach przy tak silnym wietrze zrealizować wszystkie założenia taktyczne. Mieliśmy bowiem duże szanse na wyprzedzenie "Kiwi" tuż przed metą, ale ostatni zwrot przez rufę nie wyszedł nam zupełnie. Komunikacja, zgranie, koncentracja, przewidywanie ruchów przeciwnika i odpowiednie przygotowanie się do właściwej riposty całej załogi, a szczególnie grinderów, to dziedziny, nad którymi musimy jeszcze sporo popracować. Te jachty nie wybaczają nawet najmniejszych błędów i do wykonywania perfekcyjnych manewrów potrzebna jest doskonale zgrana, doświadczona 17 osobowa załoga, a na wyszkolenie takiej potrzeba kilka lat... Nie wolno nam zapomnieć, że w składzie mamy 5 "świeżych" żeglarzy rosyjskich, dla których to jest zupełnie nowa gra. Poza tym inni doskonale wiedzą, że mogą wykonywać swoją pracę dużo lepiej.
    Do rozegrania pozostało nam jeszcze 5 wyścigów i mimo tego, że dzisiaj przegraliśmy dwa wyścigi, optymistycznie patrzymy na następne mecze.  W porównaniu z regatami w Auckland jesteśmy dużo silniejszym teamem, co pokazał dzisiejszy, wyrównany mecz z Teamem New Zealand.

Jutro zmierzymy się z Teamem Origin,  w którym żegluje Paweł Bielecki, jeden z najsilniejszych grinderów na świecie (przydałaby się jego siła i doświadczenie na naszym jachcie :) ) oraz z francuskim zespołem Aleph.

Pozdrowienia ze słonecznej Sardynii,

Karol Jabłoński

 
LVT - La Maddalena - dzień 2
25.05.2010.

ImageMam za sobą kolejny długi dzień ,,w biurze" i ,,tylko" jeden bardzo ważny, wygrany wyścig  z włoską Luna Rossa, której sternikiem jest Ed Baird, zwycięzca Pucharu Ameryki z Teamem Alinghi w roku 2007.
W fazie przedstartowej musiałem wykonać sporo manewrów, aby uzyskać możliwość dobrego uplasowania jachtu i wystartowania z nawietrznej strony rywala, co było naszym założeniem taktycznym.  Przy silnym wietrze start taki daje lepszą możliwość kontroli przebiegu wyścigu, a że nie jest to żadną tajemnicą i taki cel mają obaj sternicy, tym trudniej jest go osiągnąć. Do kluczowej sytuacji doszło przed górnym znakiem, będąc na kolizyjnym kursie my żeglowaliśmy prawym halsem a Luna Rossa lewym. Aby go okrążyć ja musiałem wykonać zwrot przez sztag, a Ed, doświadczony lis, wykorzystałby tę sytuację do zajęcia korzystnej pozycji, która dałaby mu kontrolę nad wyścigiem ewentualnie do sprowokowania sytuacji protestowej, w której nie miałbym szansy na obronę prowadzenia.
    Kiedy oba jachty znajdowały się w odległości ok. 100 metrów od boi, on wyostrzył do wiatru, aby zwolnić zająć optymalną pozycję do przepłynięcia między moją rufą a boją. Ja też wyostrzyłem jachtem i odrobinę zwolniłem, aby dosłownie kilka sekund póżniej odpaść do półwiatru i przyjąć kurs na jacht rywala i zmusić go do zwrotu przez sztag. Ten mój ruch był dużym zaskoczeniem dla włoskiego teamu, który wykonał chaotyczny zwrot przez sztag bez wybierania genuy i stracił dużo szybkości. My natomiast wykonaliśmy bardzo płynny manewr wyostrzenia do wiatru i zrobiliśmy zwrot na pełnej szybkości, co dało nam komfortową przewagę po postawieniu gennakera. Od tej pory kontrowaliśmy już przebieg wyścigu, wykonując bardzo dobre zwroty przez rufę i pozostałe manewry.
    Przy wietrze dochodzącym do 20 węzłów, na tych jachtach wymagane jest perfekcyjne zgranie załogi oraz pełna koncentracja. Najmniejszy błąd kosztuje stratę dystansu i jednocześnie szansy na zwycięstwo. Moja załoga do tej pory pracuje wspaniale, czujemy się w miarę komfortowo, ale jeszcze długa przed nami w tych regatach.

ImageImage

Image
Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com
Image 


Jak trudno manewrować tymi maszynami regatowymi i jak łatwo stracić kontrolę nad nimi jest dzisiejsza potężna kolizja spowodowana przez jacht sterowany przez bardzo doświadczonego skippera Bernarda Pace. Na 30 sekund przed startem, próbował odpaść za rufą jachtu rywala i niestety zabrakło mu ok. 1 metra. W jego jachcie brakuje około 50 cm dziobu, a  w drugim uszkodzona jest rufa. Naprawa dwóch jachtów BMW Oracle potrwa bardzo długo i najprawdopodobniej nie będziemy mogli już żeglować na nich w tych regatach.

Jutro zaczynamy już o godzinie 9, tzn. w porcie musimy być o 7.15. Wszystko wskazuje na to że rozegramy trzy wyścigi, na pewno z Mascalzone Latino i Team New Zealand,

Pozdrowienia,

Karol Jabłoński

 
LVT - nasz 1 dzień
24.05.2010.

ImagePo długim czekaniu na wiatr w końcu rozegraliśmy nasz pierwszy mecz w tych regatach.
Nie ukrywam, że cała załoga była lekko podekscytowana tym bardziej, że zespół All for One wygrał już jeden wyścig z włoską Azzurrą a my ruszaliśmy do boju po kilku dniach przerwy.
Lewa strona krótkiej trasy była korzystniejsza pod względem wiatru i w fazie przedstartowej walczyliśmy o start z boi. My co prawda wygraliśmy "pin" ale wystartowaliśmy z nieco mniejszą prędkością niż nasz rywal, który przekroczył linię startu lewym halsem za naszą rufą. Lekka zmiana kierunku wiatru w prawo pozwoliła mu utrzymać kontrolującą pozycję do górnego znaku, który okrążyliśmy kilka sekund za nim.
Image

ImageImageImageImage

Image
Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com

Na kursie z wiatrem oba jachty  walczyły o lewą boję, po kilku zwrotach przez rufę i dobrym uplasowaniu jachtu mieliśmy lepszą pozycję do okrążenia lewego znaku, co było momentem przełomowym tego wyścigu. Sebastian Col zmuszony został do okrążenia prawego znaku, który był bardziej oddalony od osi trasy. Po tym super manewrze objęliśmy prowadzenie i kontrowaliśmy przebieg wyścigu.

Załoga wykonała dzisiaj super pracę, jacht żeglował szybko, manewry były bardzo dobre a Rod Dawson i Johan Barne - nasz nowy nawigator idealnie interpretowali zmiany wiatru.


Jutro czeka nasz bardzo ciężki dzień. Ma powiać mocniej i istnieje duża szansa że rozegramy 3 wyścigi.

Pozdrawiam,

Karol Jabłoński

 
LVT - La Maddalena - dzień 2
23.05.2010.

ImageDzisiaj mieliśmy się zmierzyć z włoską Azzurrą, która do tej pory przegrała dwa wyścigi, ale z powodu słabnącego  wiatru, nasz pojedynek został przerwany zaraz po sygnale startu. Dobrze, że przynajmniej mieliśmy możliwość pożeglowania kilkudziesięciu minut, jesteśmy bowiem z Emirates Team New Zealand jedynymi zespołami, które jeszcze  w tych regatach nie ścigały się i taka sytuacja nie ułatwia nam zadania.

Jutro rano w pierwszym wyścigu zmierzymy się z All for one. Prognoza nie jest zbyt optymistyczna, ale mamy nadzieję, że do południa przynajmniej trochę powieje i w końcu pościgamy się.

W dzisiejszych meczach dużym zaskoczeniem była przegrana BMW Oracle z francuskim zespołem Aleph. Team Origin miał dużego pecha w fazie przedstartowej  zahaczając o linę rybacką, co ułatwiło drogę do zwycięstwa załodze jachtu Artemis, sterowanego przez Terry  Hutchinsona. Druga przegrana z rzędu tego pretendującego do grona faworytów zespołu stawia ich w trudniejszej sytuacji, chociaż to dopiero początek rywalizacji.

W tej chwili bardzo trudno jest wskazać dwa zespoły, które zakończą rywalizację w tych regatach po tej rundzie Round Robin. Poziom jest wyrównany i każdy może wygrać z każdym, szczególnie przy tym słabym i zmiennym w kierunku wietrze, gdzie odrobina szczęścia zawsze pomaga w zwycięstwie.

Pozdrawiam,

Karol Jabłoński

 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 21 - 25 z 209