|
LVT - La Maddalena - dzień 1 |
|
22.05.2010. |
|
Wczoraj wieczorem odbyło się uroczyste otwarcie regat a po nim konferencja prasowa skipperow. Wszyscy byli zgodni co do tego, ze będą to bardzo długie i trudne regaty a poziom sportowy jest bardzo wysoki. Do ośmiu zespołów dołączyli zwycięzcy Pucharu Ameryki, BOR z Jimim Spithillem za sterem oraz włoska Luna Rossa z Edem Bairdem za kołem sterowym. Krótka trasa, bardzo skomplikowane warunki wietrzne nie będą ułatwiać nam żeglowania. Nowo wybudowany zespół portowo - hotelowy jeszcze nie jest do końca wykończony, ale z powodzeniem mogłyby tu się zmieścić bazy 10 teamów przygotowujących się do startu w Pucharze Ameryki. Rząd włoski wydał ok. 500 mln Euro na tę wspaniałą lokalizację... warto by było zbudować coś takiego w Polsce, trochę w mniejszej skali i mniejszym nakładem finansowym.
 Port La Maddalena W ciągu ostatnich dwudziestu lat podobnie do większości innych żeglarzy, przepływałem wielokrotnie koło tej wyspy ścigając się na wielkich jachtach, ale po raz pierwszy mam możliwość przebywania na niej. La Maddalena jest na prawdę urocza i widać, że życie tu płynie trochę wolniej. Mam nadzieję, że będę miał trochę czasu wolnego, aby ją dokładniej poznać. Doskonałe jedzenie, a szczególnie owoce morza i mili ludzie, co więcej potrzeba do szczęścia. Woda jest niestety jeszcze zimna, temperatura 16 - 18 stopni nie zachęca do kąpieli... ale od dwóch dni przynajmniej już nie pada...
SOBOTA DZIEŃ 1. Nerwowo zaczął się pierwszy dzień regat, w którym do tej pory przy bardzo słabym wietrze rozegrano tylko 1 flight. W pierwszym meczu, na pierwszym kursie z wiatrem, Team Origin stracił w miarę komfortowe prowadzenie, kiedy podczas zwrotu przez rufę genaker zakręcił się wokół sztagu. Żeglujący za nim francuski jacht z Bertrandem Pace za sterem, wykorzystał błąd rywala i wygrał inauguracyjny wyścig. W drugim meczu zmierzyły się dwa włoskie zespoły. Team Azzurra z Francesco Brunim za sterem wpłynął 2 sekundy za wcześnie do strefy przedstartowej, za co otrzymał penalty. Błąd ten najwyrażniej wybił z rytmu tego bardzo doświadczonego żeglarza, co ułatwiło przejęcie inicjatywy Gavinowi Brady, skipperowi Mascalzone Latino Audio Team, który zdecydowanie wygrał start i cały wyścig.  My w naszym pierwszym meczu mieliśmy zmierzyć się z Mascalzone Latino, ale co wydarzy się jutro poznamy dopiero dzisiaj wieczorem. Najprawdopodobniej "rozkład jazdy" ulegnie zmianie. Pozdrawiam z La Maddalena, Karol Jabłoński
|
|
|
19.05.2010. |
|
Właśnie wróciłem do hotelu po popołudniowej, godzinnej sesji treningowej. W momencie jak weszliśmy na jacht, zaczęło potężnie padać a potem i wiać. Wszyscy przemokliśmy do suchej nitki i zmarzliśmy okropnie, bo nowo zakupione sztormiaki znanej włoskiej firmy zupełnie nie spełniają swojego zadania. Jeżeli taka pogoda się utrzyma, to będziemy mieli wielkie problemy, aby wytrzymać na wodzie kilka godzin i być w stanie optymalnie pracować na jachcie podczas intensywnych wyścigów.
 Photo copyright: Paul Todd/OUTSIDEIMAGES.CO.NZ
Każdy z 10 teamów ma zaplanowane cztery jednogodzinne treningi, do dyspozycji mamy po dwa jachty włoskiego teamu Mascalzone Latino i BMW Oracle. Czasu nie ma zbyt wiele na zapoznanie się ze specyfiką zachowania się na wodzie tych wyżyłowanych maszyn regatowych oraz odmiennych systemów hydraulicznych i mechanicznych, których tylko prawidłowa obsługa umożliwia poprawne wykonanie bardzo skomplikowanych manewrów. Dzisiaj mieliśmy przyjemność pościgania się z BOR, którego sternikiem jest Jimi Spithill a taktykiem John Kostecki, zwycięzcy Pucharu Ameryki. Wykonaliśmy 2 starty i dwa pełne okrążenia, bo tylko na tyle czas pozwala. Żeglowaliśmy bardzo blisko rywala nie dając mu chwili na odpoczynek, nasze manewry były bardzo dobre :), szybkość też. W startach 1:1, pierwszy wygrał Jimi kontrolując fazę przedstartową a w drugim zrewanżowałem się tym samym mojemu rywalowi. Do zbliżających się regat jesteśmy w miarę dobrze przygotowani. Na początku maja trenowaliśmy bowiem w Walencji z zespołem Luna Rosa, którego sternikiem jest Ed Baird, ex Alinghi. Kilka intensywnych dni na wodzie pomogło nam dopracować pracę załogi, w której mamy kilka nowych ,,twarzy". W końcu udało mi się zatrudnić trenera, którym jest bardzo doświadczony francuski żeglarz Thierry Pepponet. Teraz wspominamy stare czasy, kiedy w latach osiemdziesiątych ścigaliśmy się na 470, co prawda on wtedy wygrywał a ja czasami ,,dobijałem" się do pierwszej dziesiątki. Jego uwagi są bardzo pomocne podczas analiz każdej fazy treningu i wyścigu. W sobotę rozpoczyna się seria Round Robin, w której każdy będzie żeglował z każdym. Po niej dwie ostatnie załogi ,,jadą" do domu a reszta kontynuuje walkę o dalszy awans. Format drugiego etapu regat będzie zależał od pogody, która jest bardzo kapryśna... pozdrawiam, Karol Jabłoński PS: Oficjalna strona regat: www.louisvuittontrophy.com
|
|
|
Cascais - AUDI MED CUP - dzień 5 |
|
18.05.2010. |
|
W niedzielę przy wietrze wiejącym z siłą do 25 węzłów i dużej fali rozegraliśmy dwa ostatnie wyścigi. W tych warunkach prawa strona trasy była korzystniejsza i w fazie przedstartowej trwała spora walka o najlepszą pozycję do wystartowania w pobliżu statku komisji regatowej. W pierwszym wyścigu do 20 sekund przed startem wszystko wskazywało, że będziemy mieli perfekcyjny start, który umożliwi nam natychmiastowy zwrot na lewy hals i pożeglowanie w stronę brzegu. Niestety, nie spodziewałem się, że Paul Cayard, sterujący jachtem Artemis znajdującym się po mojej zawietrznej stronie, na ok. 10 sekund przed sygnałem startu wyostrzy do linii wiatru i dosłowonie zaparkuje przy statku komisji regatowej zamykając mi drogę. W momencie startu jego jego jacht żeglował z szybkością ok. 2 - węzłów a ja niestety musiałem wykonać dwa zwroty przez sztag, aby wystartować. W międzyczasie wszyscy rywale odpłynęli bardzo daleko. Paul osiągnął swój mały cel, ale stracił też szanse na dobrą lokatę w tym wyścigu. Byłem bardzo zły na siebie, że nie przewidziałem takiego posunięcia, które jest bardzo typowe w regatach meczowych lub w decydujących o zwycięstwie wyścigach flotowych. Na metę przypłynęliśmy na miejscu 11, chociaż na ostatnim kursie z wiatrem żeglowała za nami załoga teamu Origin, którego sternikiem jest Ben Ainslie. Nie mogliśmy wykonać zwrotu przez rufę, bo mieliśmy podczepiony tylko 1 szot genakera... Drugi wyścig to dobry start, dobra taktyka i w miarę poprawna praca załogi. Na ostatnim kursie do mety straciliśmy 1 pozycję i przekroczyliśmy ją na 4 miejscu. Powodem była mniejsza szybkość, bo zmuszeni byliśmy żeglować dużo pełniej i wolniej na mniej optymalnym genakerze A2. A4 rozerwał się w kawałki na 1 kursie z wiatrem...  Photo copyright: Studio Borlenghi/Audi MedCup W punktacji generalnej regat zajęliśmy 7 miejsce, zaprzepaszczając szansę na lepszą lokatę. Dwa zupełnie nieudane wyścigi w tym wybornym gronie były bardzo kosztowne. Dobrą wiadomością jest to, że między jachtem 8 a 2 jest nieduża różnica punktowa, którą będzie można nadrobić w następnych regatach. Do klasyfikacji całego MedCup circuit zalicza się bowiem punkty z wszystkich wyścigów tego sezonu. Walka o każde miejsce będzie więc zacięta. Dzisiaj o godzinie 10.30 przyleciałem z Lizbony wraz z większością innych żeglarzy wyczarterowanym samolotem do Olbii na Sardynii. Od jutra zaczynamy oficjalne treningi na jachtach klasy AC, by przygotować się do kolejnych regat Louis Vuitton Trophy. Wszystkie Teamy mieszkają na wyspie La Maddalena, gdzie znajduje się główna baza logistyczna regat. pozdrawiam z bardzo wietrznej Sardynii
Karol Jabłoński,
|
|
|
Cascais - AUDI MED CUP - dzień 4 |
|
16.05.2010. |
|
Wczorajszy 35 milowy wyścig wyraźnie pokazał jak wiele musimy jeszcze trenować, aby być w stanie rywalizować z bardzo doświadczonymi i zgranymi zespołami, które tworzą żeglarze zawodowi. Seria błędów zaczęła się już na pierwszym zwrocie przez sztag, który ukończyliśmy na nie wybranym bagsztagu, co przy wietrze o sile 24 węzłów powoduje stratę ok. 2- 3 długości jachtu i w tak ciasno żeglującej flocie ma decydujące znaczenie na możliwość realizacji planów taktycznych.
 Photo copyright: www.medcup.org/gallery Nasz "departament rosyjski", który składa się z amatorów, w ciasnych sytuacjach, których nie brakuje na trasie a przede wszystkim podczas okrążania znaków popełnia jeszcze dużo błędów. Wszystkie manewry trwają dużo dłużej niż u innych załóg, za długo, co wczoraj skutkowało stratą miejsc i pozbawieniem szans na wyrównaną walkę o czołowe lokaty. Do tego dochodzi jeszcze kompromis w wyborze odpowiedniego genakera. Wczoraj idealnym byłby tzw. A 4, niestety, nasz porwany nie nadawał się już do reperacji, a zapasowego nie ma. Byliśmy zmuszeni żeglować na A3, dużo mniejszym, co negatywnie przekłada się na szybkość. Nie mogliśmy postawić dużego A2, bo mógłby się porwać i wtedy nie mielibyśmy na czym żeglować dzisiaj... Zamówione zapasowe genakery utknęły gdzieś w transporcie.... to są realia, w których obecnie jesteśmy zmuszeni rywalizować z najlepszymi teamami na świecie. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam, że i tak tutaj w miarę dobrze żeglujemy. Ten długi wyścig zakończyliśmy na 10 miejscu, co zepchnęło nas na 5 miejsce w klasyfikacji generalniej. Przed dzisiejszym ostatnimi wyścigami wszystkie jachty z wyjątkiem prowadzącego Teamu New Zealand dzieli mała różnica punktowa i wiele może się jeszcze zmienić. pozdrawiam Karol Jabłoński |
|
|
Cascais - AUDI MED CUP - dzień 3 |
|
15.05.2010. |
|
Z wczorajszego dnia wyszliśmy obronną ręką. Przed startem do pierwszego wyścigu treningowy fok wyleciał nam z tzw. owiewki, zrobionej z włókna węglowego, którą najprawdopodobniej uszkodziliśmy poprzedniego dnia stawiając genakera po niewłaściwej stronie sztagu. Nie było czasu na wymianę i całą nadzieję mieliśmy w tym, że liklina w nowym foku będzie odrobinę grubsza, co zapobiegnie ponownemu wyrwaniu tego żagla. Silny, szkwalisty wiatr, sporo deszczu, temperatura odczuwalna w granicach +10 stopni, spore fale były szczególnym wyzwaniem dla wszystkich załóg. W takich warunkach pogodowych jachty klasy TP 52 wymagają perfekcyjnej pracy załogi podczas wszystkich manewrów. W pierwszym wyścigu po dobrym starcie i doskonałej pracy naszego taktyka górny znak okrążyliśmy na 3 miejscu, Podczas wykonywania zwrotu przez rufę, za szybko poluzowany szot genakera zrobił w nim małą dziurę, która niestety spowodowała, że żagiel ten eksplodował. Mało doświadczeni żeglarze rosyjscy nie byli w stanie szybko opanować sytuacji i na postawienie nowego zabrakło już czasu. Metę przekroczyliśmy na 8 miejscu.
 Photo copyright: Borlenghi Studio Drugi wyścig był ponownie bardzo trudny ale po zaciętej walce wywalczyliśmy 3 miejsce i takie zajmujemy w klasyfikacji generalnej po 7 wyścigach. Team Origin i Emirates Team New Zealand żeglują bardzo szybko i trudno jest z nimi rywalizować jeżeli nie popełnią większych błędów, co czasami też im się zdarza. Za nami jest nadal bardzo ciasno a dzisiaj żeglujemy długi wyścig. Wieje ponownie potężnie i będzie to trudny dzień. Pozdrowienia, Karol Jabłoński
Więcej na www.medcup.org
|
|
|