|
14.05.2010. |
|
Po 5 wyścigach rozegranych w bardzo skomplikowanych warunkach pogodowych zajmujemy doskonałe 3 miejsce. Z przewagą dwóch punktów nad nami i Teamem New Zealand prowadzi Team Origin. Za nami jest bardzo ciasno a do rozegrania zostało jeszcze 5 wyścigów, w tym jutrzejszy długi, który punktowany jest podwójnie.
 Photo copyright: medcup.org Zmiany w kierunku bardzo szkwalistego, silnego wiatru dochodzą do 5o stopni, co sprawia, że taktycy nie mają lekkiej pracy. Sytuacja między jachtami zmienia się bardzo szybko, ale na sukces decydujący wpływ ma wybór prawidłowej strony trasy na pierwszej halsówce, później nie ma już dużych możliwości na odrobienie strat, bo wszyscy żeglują konserwatywniej, konsekwentnie pilnując rywali. Do klasyfikacji końcowej tych regat a także całorocznej serii Audi MedCup liczy się każdy wyścig, co powoduje, że walczy się tu do końca o każdy punkt. Wszystkie wyścigi pokazały, że przed naszą załogą jeszcze długa droga do tego, aby bez większych problemów opłynąć trasę wyścigu. Departament rosyjski ma jeszcze spore problemy z opanowaniem zmienionego sposobu wykonywania niektórych manewrów po modyfikacji jachtu. Do tego nasz masztowy Mikołaj, który jest zdecydowanie najlepszy, skręcił wczoraj staw skokowy i z nogą w gipsie dzisiaj leci do domu. Nie mamy kim go zastąpić, a to zdecydowanie wpłynie na nasze możliwości rywalizowania o czołowe miejsce w tych regatach. Photo copyright: medcup.org
Dzisiaj dalsze dwa a może trzy trudne wyścigi. Warunki pogodowe podobne, ale z przewagą jeszcze większych zmian wiatru i większych opadów deszczu. pozdrowienia z Cascais
Karol Jabłoński 
Zobacz wyniki poszczególnych wyścigów: http://www.medcup.org/results/venue.php?trophy=1
|
|
|
12.05.2010. |
|
Dzisiaj rozpoczynają się pierwsze regaty w klasie TP 52, wchodzące w cykl 5 imprez Audi MedCup Circuit. W tym sezonie rywalizować będzie ze sobą 11 teamów, a większość z nich to zespoły mające na celu start w 34 Pucharze Ameryki. Z całą pewnością można stwierdzić, że faworytem jest Emirates Team New Zealand ale bardzo trudno jest określić, kto będzie żaglował na końcu. Rywalizacja będzie na pewno bardzo zacięta a o końcowym wyniku będzie decydowała równa żegluga w czołówce bez większych wpadek, których trudno będzie uniknąć. Do klasyfikacji końcowej regat i sezonu zalicza się bowiem każdy wyścig, nie ma tzw. "odrzutek". Moja załoga składa się z 8 żeglarzy rosyjskich, Włocha pełniącego funkcję nawigatora i dwóch Nowezelanczyków. Rod Dawson jest taktykiem a Chris Main doskonałym trymerem grota. Na początku kwietnia trenowaliśmy przez tydzień w Walencji, pracując przede wszystkim nad optymalizacją pracy załogi i poprawą komunikacji, która nadal jest dużym problemem.
 Photo: www.medcup.org
W okresie zimowym jachty te zostały zmodyfikowane, zwiększono powierzchnie żagli, zmniejszono do 12 osób liczbę załogi, zamiast bomów genakera zamontowano bugszpryty. Zmiany te wpłynęły korzystnie na szybkość, szczególnie na kursach z wiatrem, gdzie przy silnym wietrze surfujemy z prędkością 25-30 węzłów.
Od niedzieli wszystkie teamy trenują w Cascais na północ od Lizbony. Bardzo dokładnie sprecyzowane przepisy, pozwalają m.in. tylko na 2 dni treningowe na akwenie regat przed ich rozpoczęciem. Wczorajszy oficjalny próbny wyścig pokazał doskonale jak ciasno będzie na trasie, a szczególnie podczas startu, który w flocie 11 jachtów będzie jednym z ważniejszych elementów każdego wyścigu.
Nie ukrywam, że dla mnie będą to bardzo trudne regaty. W krótkim czasie muszę dokładnie poznać specyfikę jachtu a szczególnie jego zachowania w bardzo małej odległości od innych jachtów. W ostatnich latach żeglowałem na maszynach regatowych posiadających ruchomą końcówkę kilu tzw. trimtab, zmniejszający dryfowanie jachtu. Bez niego TP 52 zachowuje się odmiennie, szczególnie podczas rozpędzania, zwrotów i trzymania odpowiedniego dystansu do jachtu zawietrznego.
Dzisiaj planowane jest rozegranie 3 wyścigów, sporo jak na pierwszy dzień. Zapraszam do śledzenia rywalizacji na stronie: www.medcup.org W miarę możliwości czasowych będę pisał krótkie relacje z każdego dnia regat, najprawdopodobniej następnego ranka, ponieważ wyścigi będą się kończyć ok. 18-19.
Pozdrawiam z Cascais,
Karol Jabłoński
|
|
|
16.04.2010. |
|
Za 4 tygodnie rozpoczyna się kolejny cykl regat Audi MedCup Curcuit, rozgrywany na jachtach klasy TP 52. W tym sezonie zaplanowanych jest 5 imprez i weźmie w nich udział 11 zespołów, których jednym z ważniejszych celów jest optymalne przygotowanie do startu w Pucharze Ameryki.
1. Portugal Trophy, Cascais Cascais (Portugal), May 11-16
2. Marseille Trophy Marseille (France), June 15-20
3. Conde de Godó City of Barcelona Trophy Barcelona (Spain), July 20-25
4. Caja Mediterráneo Region of Murcia Trophy Cartagena (Spain), August 24-29
5. Region of Sardinia Trophy Cagliari (Italy), September 20-25
OFICJALNA STRONA REGAT: http://www.medcup.org
Obecnie trenuję w Walencji z rosyjskim teamem Synergy. 12 osobowa załoga składa się z ośmiu żeglarzy rosyjskich, dwóch z Nowej Zelandii i jednego z Włoch i Polski. Mimo tego, że nadal mamy do pokonania barierę językową, w ciągu kilku ciężko przepracowanych dni zrobiliśmy bardzo duże postępy. Naszym sparing partnerem jest włoski team Luna Rosa, który w tym sezonie dołączył do tej bardzo zaawansowanej technologicznie klasy. Dużo czasu poświęciliśmy na testowanie nowych żagli i różnych sposobów ich trymowania, ale naszym priorytetem jest trenowanie manewrów. Ja szczególnie koncentruję się na poznaniu specyfiki jachtu, minęło sporo lat od momentu kiedy sterowałem jacht z rumplem i potrzebuję więcej godzin na wodzie by czuć perfekcyjnie jacht. Dlatego każda godzina przepływana jest bardzo ważna. Inne teamy trenują też bardzo intensywnie i rywalizacja zapowiada się bardzo interesująco.
Pozdrowienia z Walencji,
Karol Jabłoński
|
|
|
ETZ wygrywa Louis Vuitton Trophy |
|
24.03.2010. |
Emirates Team New Zealand miał bardzo dużo szczęścia w półfinałowym pojedynku z włoską Azzurrą. W rywalizacji do 2 wygranych wyścigów, po przegraniu pierwszego, w drugim mieli do wykonania karę i zwyciężyli dosłownie o 1 sekundę !!! To im dało szanse na 3, decydujący mecz, który w miarę spokojnie wygrali następnego dnia. W drugim półfinale włoski Mascalzone Latino pokonał 2:0 skipperowany przez P. Cayarda team Artemis. Finał LVT wygrał TNZ 2:0. Słabe starty Gavina Brady, ułatwiły znacznie zadanie gospodarzom regat, którzy kontrolowali przebieg obu wyścigów od startu do mety. Mały finał to wygrana 1:0 Azzurry. Francesco Bruni wykorzystał w fazie przedstartowej atut prawego halsu i błąd sternika jachtu Terriego Hutchinsona podczas tzw. dial up-u, co zaowocowało penalty dla “szwedzkiego” zespołu. Włosi żeglowali bardzo poprawnie w warunkach słabowiatrowych, ich manewry i sposób trymowania były bardzo płynne. Wyraźnie widać , że ten team spędził już ze sobą bardzo wiele godzin podczas ciężkich treningów. Te regaty wyraźnie pokazały, jak przy silnym wietrze trudne do ujarzmienia są jachty klasy AC. TNZ złamał 2 bomy genackera, jokey pole i praktycznie wszystkie załogi miały jakieś poważne “przygody”. Następna impreza z cyklu Louis Vuitton Trophy odbędzie się w maju na Sardynii w La Maddalena i wszystko wskazuje na to, że wystartuje tam 10 lub nawet 11 teamów. Do rywalizacji na pewno dołączą BMW Oracle z Jimim Spithillem oraz włoska Luna Rosa. Tym razem będziemy mieli do dyspozycji 4 jachty, po dwa z Teamu Mascalzone Latino i BMW Oracle.
Pozdrawiam już z domu, zmęczony po ponad 40 godzinnej podróży... |
|
|
18.03.2010. |
|
Dla teamu Synergy udział w regatach LVT już się zakończył. W walce o wejście do ćwierćfinału żeglowaliśmy ponownie z TNZ, z którym dzień wcześniej rozegraliśmy ostatni wyścig roundy round robin. Niestety ponownie, po wygranym starcie i sporej przewadze, w połowie pierwszej halsówki przy bardzo zmiennym wietrze, zaprzepaściliśmy szansę na zwycięstwo. Wdaliśmy się za mocno w bezpośrednią walkę, zamiast pożeglować swoje, czyli wykorzystać optymalnie zmiany w kierunku wiatru, które dochodziły do 40 stopni.  Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com Wczorajszy wyścig rozegraliśmy przy bardzo silnym wietrze, co znacznie faworyzowało team Kiwi, żeglujący ze sobą od wielu lat i znający doskonale te jachty. Dla nas był to mecz ostatniej szansy i przystąpiliśmy do niego bardzo zmotywowani. Mimo tego, że Dean Barker startował z prawej strony, co mu dawało sporą możliwość kontroli fazy przedstartowej, na 1.30 przed sygnałem startu wykonałem spektakularny manewr zamiany stron, który pozwolił nam wystartować na pełnej szybkości po nawietrznej stronie rywala i pożeglowanie w korzystną prawą stronę trasy. (Po wyścigu usłyszałem od wielu, że trzeba mieć “duże jaja”, żeby zrobić coś takiego przy 25 węzłach wiatru). Górny znak okrążyliśmy z przewagą 7 sekund i wszystko teraz zależało od szybkości postawienia genakera. Niestety, mieliśmy spore problemy. Koniec bomu genakera, który zamontowany jest na szynie na maszcie poleciał do góry co spowodowało, że drugi koniec prawie wylądował w wodzie... Po opanowaniu tej sytuacji i odpaleniu genakera, nasz rywal był już po zawietrznej i teraz musieliśmy czekać, aż zrobi on zwrot przez rufę, aby razem z nim pożeglować w stronę dolnych znaków. W międzyczasie okazało, że nasz nawietrzny szot genakera jest pod dziobem i musieliśmy poczekać około minuty z wykonaniem zwrotu. Te problemy kosztowały nas utratę szansy na zwycięstwo i prawo walki o półfinał. Dalszą część wyścigu żeglowaliśmy bardzo dobrze i linię mety przekroczyliśmy tylko ok. 15 sekund za TNZ. To był nasz zdecydowanie najlepszy pojedynek, ale szkoda, że ostatni...
Rezultat osiągnięty tutaj jest adekwatny do naszych “przygotowań” i nie jest dla mnie oraz większości załogi żadnym zaskoczeniem. Wiedzieliśmy doskonale, że przed tymi regatami musimy trenować i wzmocnić skład kilkoma silnymi grinderami. Niestety wszystkie te propozycje zostały skreślone przez rosyjskich właścicieli zespołu i mam tylko nadzieję, że wyciągnęli odpowiednie wnioski z tej porażki. Do rywalizacji z najlepszymi załogami świata, które mają na celu start w Pucharze Ameryki, trzeba być odpowiednio przygotowanym i nie ma tu drogi na skróty. Mieliśmy realne możliwości wygrania kilku wyścigów, które prowadziliśmy po dobrych startach. Po prostu zabrakło opływania...
W półfinale TNZ zmierzy się z włoską Azzurrą, a w drugiej parze szwedzki Artemis będzie walczył z Mascalzone Lattino.
Azzurra w ćwierćfinale pokonała niemiecko - francuski zespół All for One 1:0 a Artemis wygrał z faworytem tych regat Teamem Origin z Wielkiej Brytanii.
Rywalizacja zakończy się w niedzielę a dyskusja na temat formatu tych regat będzie trwała jeszcze długo.
 Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com
Następne regaty z cyklu LVT odbędą się w maju na Sardynii, w których wystartujemy w nieco zmienionym, silniejszym składzie. Mam nadzieję, że zostanie on zaakceptowany przez właścicieli, którym nadal bardzo zależy, aby na jachcie żeglowało jak najwięcej Rosjan. Mamy zaplanowany również kilkudniowy trening w Walencji na początku maja, ale to też musi przejść drogę służbową...
Pozdrowienia, Karol Jabłoński |
|
|