|
15.03.2010. |
|
Dzisiaj z powodu bardzo silnego wiatru nie żeglowaliśmy naszego wyścigu z francusko-niemieckim teamem All for one.
W rannym pojedynku Francuski team Bertranda Pace wygrał z niepokonanym do tej pory zespołem Kiwi. Po doskonałym starcie w zdecydowanie faworyzowaną lewą stronę trasy, na górnym znaku Francuzi mieli ok 30 sekund przewagi nad rywalami, którzy po raz kolejny po postawieniu genakera mieli duże problemy techniczne i tym razem urwali róg halsowy tego żagla. We wczorajszym wyścigu podczas zwrotu przez rufę na górnym znaku i stawianiu genakera Kiwi złamali bom genakera, ale mimo to wygrali ten wyścig z włoskim teamem Azzura. Ci z kolei mieli potężne szczęście w poprzednim dniu, żeglując ze stratą ok. 1 minuty po pierwszej halsówce do teamu Artemis, który wykonując zwrot przez sztag na górnym znaku, zupełnie nie zagrożony, podczas stawiania genakera, zaparkował w... miejscu. Bom genakera zanurkował do wody, łamiąc się jak zapałka o wantę, ale największym problemem był róg halsowy genakera, który znalazł się pod dziobem i spowodował natychmiastowe zatrzymanie jachtu, mimo tego że wiało ponad 18 węzłów. Szczęśliwi włosi pożeglowali samotnie do mety, spokojnie już wygrywając wyścig. Artemis potrzebował ok 3o minut, aby ogarnąć wielki chaos... Azzurra zbyt rozluźniona po przekroczeniu linii mety zwalając genakera utopiła go w wodzie. Wyciągnięcie zajęło im ponad 20 minut, nurek musiał oczyszczać resztę tego żagla z płetwy sterowej... Cały genaker nie nadawał się do reperacji ale na zrobienie kilku toreb...

Wszystkie te sytuacje doskonale odzwierciedlają jak skomplikowane jest żeglowanie na tych jachtach w warunkach silnowiatrowych. Chwila nieuwagi, brak koncentracji i synchronizacji prowadzi do małych błędów, które w ułamku sekund przeistaczają się w poważną katastrofę!!!
My, do tej pory “łowiliśmy ryby” tylko raz, poza tym nie spowodowaliśmy większych szkód na jachcie. Te regaty idą nam jak pod górę i jest to fakt, który musimy zaakceptować. Aby wygrywać wyścigi trzeba mieć odrobinę szczęścia po swojej stronie i to nie tylko w żeglarstwie, a do tej pory brakowało nam go zdecydowanie.
Jutro z samego rana żeglujemy z TNZ, może w końcu wygramy pierwszy wyścig, nie będzie lekko, ale wiem, że Dean i jego team doskonale pamiętają wyścigi w Nicei...
Pozdrowienia, Karol Jabłoński |
|
|
14.03.2010. |
|
Wczoraj i dzisiaj rozegraliśmy dwa kolejne wyścigi, które niestety przegraliśmy. Z teamem Mascalzone Latino prowadziliśmy na pierwszej halsówce, ale przy bardzo kręcącym wietrze straciliśmy prowadzenie. Była to bolesna porażka, bo załoga wzmocniona doświadczonym, bardzo silnym grinderem z Nowej Zelandii pracowała bardzo dobrze. Dzisiejszy wyścig z Teamem Origin był ciasny na pierwszej halsówce. Założenie strategiczne, czyli start z boi zrealizowałem w 100% ale niestety oczekiwana zmiana wiatru z lewej strony nie przyszła i nasz rywal, którego “wysłaliśmy” w prawą stronę trasy na pierwszym crossie miał małą przewagę, którą regularnie powiększał.
Obydwa te wyścigi i kilka poprzednich pokazały wyraźnie, że brak stratega i doświadczonego nawigatora w panujących tutaj skomplikowanych warunkach wietrznych, mają duży wpływ na przepływ informacji i trafność podejmowania decyzji taktycznych. Jachty teamu New Zealand, na których tu się ścigamy, są bardzo specyficzne. Ja jestem w 100% skoncentrowany na optymalnie szybkim prowadzeniu jachtu, co wymaga ciągłej komunikacji z trymerami. Nie mam praktycznie możliwości, abym mógł pomóc mojemu taktykowi w podejmowaniu decyzji, co byłem w stanie robić na regatach w Nicei. Wynik jest odpowiedni do tego co robimy na wodzie, a to z kolei jest wynikiem absolutnego braku treningu przed tymi regatami. Wiemy, że możemy żeglować dużo lepiej i mam nadzieję, że jutro w końcu wszystkie elementy zagrają i pożeglujemy dobry wyścig. Co prawda ma wiać 20 - 25 węzłów, ale już czas najwyższy przełamać tę serię porażek.
Ta zła passa ma też dobre strony. Właściciele zespołu Synergy zobaczyli, że bez treningu nie ma co marzyć o dobrym wyniku i mam nadzieję, że do następnych regat będziemy lepiej przygotowani. Żeglarstwo, które uprawiamy to sport na najwyższym światowym poziomie. Rywalizujemy z teamami o dużo większych budżetach, większym stażu i doświadczeniu. Aby być w stanie nawiązać równorzędną walkę z nimi, nadrobić dystans, musimy trenować dużo więcej i intensywniej. A to związane jest nie tylko z dużymi kosztami, a przede wszystkim z czasem potrzebnym na wyszkolenie niedoświadczonych żeglarzy rosyjskich.
Pozdrowienia,
Karol Jabłoński
|
|
|
Louis Vuitton Trophy - dzień 3 |
|
11.03.2010. |
 Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com Silny wiatr nie jest naszym sprzymierzeńcem w tych regatach, brak treningów bardzo odbija się na technice żeglowania naszego zespołu. Co prawda z dnia na dzień jest coraz lepiej, ale to mały powód do zadowolenia, bo rywale są bardzo dobrze przygotowani do tych regat.
Dzisiaj żeglowaliśmy z teamem Artemis, którego skipperem jest Paul Cayard a sternikiem Terry Hutchinson i cała załoga naszpikowana jest doświadczonymi żeglarzami. Wyścig odbył się przy silnym wietrze 22-25 węzłów i dla nas był to praktycznie pierwszy dzień w takich warunkach. Mimo tego, że przed wyścigiem omówiliśmy dokładnie w jaki sposób będziemy wykonywać poszczególne manewry, wiedziałem doskonale, że na wodzie będzie bardzo ciężko, bo przecież nie ma cudów i wszystkie manewry trzeba przećwiczyć setki razy. Do tego nasz czołowy grinder Federico, nabawił się niestrawności żołądka i teraz leży w łóżku, a dokładniej mówiąc więcej czasu spędza w toalecie... W fazie przedstartowej, wpływając z lewej strony nie mieliśmy zbyt dużego pola manewru. Terry jako jacht prawohalsowy miał dużą kontrolę, a ja próbowałem wymknąć się z opresji wykonując sporo manewrów i zwrotów. Podczas jednego zwrotu przez rufę, sędziowie uznali, ze wykonałem go zbyt blisko, za co dostaliśmy penalty. Sam start był dobry, mieliśmy dużą szybkość i wykonaliśmy jako pierwsi zwrot na lewy hals, co było naszym planem. Niestety po kilku zwrotach przez sztag nasz rywal objął prowadzenie. Na 1. kursie z wiatrem zbliżyliśmy się dosłownie na kilka metrów i okrążyliśmy ten sam znak robiąc natychmiastowy zwrot przez sztag. Cały manewr był perfekcyjnie wykonany, do momentu zwrotu, po którym nasz rosyjski kolega nie wybrał bagsztagu. Jacht stracił dużo szybkości i doskonałą pozycję do ataku. Małe błędy, które ciągle popełniamy są skrupulatnie wykorzystywane przez naszych rywali. Mam nadzieję, że z czasem będzie ich coraz mniej. W tych silnowiatrowych warunkach 17 osobowa załoga musi pracować perfekcyjnie jak najlepszy szwajcarski zegarek, ale żeby dojść do tej perfekcji żeglarze muszą spędzić setki godzin na ciężkim treningu. Team Origin z Benem Ainslie za sterem prowadząc wyścig z Teamem New Zealand nie okrążył dziś dolnego znaku, bo załoga miała problemy z postawieniem genuy i zrzuceniem genakera. Ta sytuacja doskonale odzwierciedla jak skomplikowane jest żeglowanie na tych jachtach i nawet doświadczone załogi mogą mieć poważne problemy z wykonaniem pozornie prostych manewrów.
Na jutro zapowiadany jest bardzo silny wiatr 25 – 30 węzłów i bardzo możliwe, że organizatorzy regat zdecydują o przesunięciu wyścigów na niedzielę. Pozdrawiam, Karol Jabłoński
|
|
|
Louis Vuitton Trophy - dzień 2 |
|
10.03.2010. |
 Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com Dzisiaj naszym przeciwnikiem był włoski zespół Azzurra, który wygrał jesienne regaty w Nicei. Wyścig ten rozegraliśmy w wymarzonych wprost warunkach pogodowych, słońce, wiatr 14-16 węzłów, krótka i wąska trasa, zmuszająca automatycznie załogi do wykonywania wielu zwrotów. Fazę przedstartową pożeglowaliśmy dobrze i można z całą pewnością powiedzieć, że po sygnale startu i przed pierwszym crossem mieliśmy bardzo dobrą sytuację robiąc tzw. mocny lee bow (podkładkę) żeglującemu prawym halsem jachtowi włoskiemu. Chcieliśmy w ten sposób zmusić go do wypłynięcia powyżej tzw. lay line. Niestety w tych warunkach siła mięśni i dobre zgranie ma bardzo duży wpływ na szybkość wykonywania zwrotów. Było wyraźnie widać, że nasze żagle nie są wybierane tak szybko jak u naszego rywala, a genoa po każdym zwrocie jest bardziej wyluzowana. Te małe różnice w technice i sile spowodowały, że po wykonaniu ok. 10 zwrotów straciliśmy komfortową sytuację i okrążyliśmy górny znak ok. 10 sekund za rywalem. Na tej krótkiej, wąskiej i sprinterskiej trasie praktycznie nie ma miejsca na wyprzedzenie, można jedynie starać się sprowokować do zrobienia błędu. Silny prąd faworyzuje jedną stronę trasy i każde pożeglowanie w inną stronę owocuje jeszcze większą stratą. Włosi są doskonale zgranym teamem i mimo tego, że staraliśmy się ich “zachęcić” do walki na zwroty, oni pożeglowali swoje i nie otworzyli nam furtki do odrobienia strat. Wygrali wyścig z przewagą 40 sekund, co w dzisiejszym dniu było najmniejszą deltą. Niestety potwierdza się ten scenariusz, który już wcześniej przepowiadaliśmy. W tych silnych warunkach wietrznych brakuje nam przede wszystkim siły i opływania. W przeciwieństwie do regat o Puchar Ameryki nie ma tu limitu wagi załogi i większość teamów ma w swoim składzie potężnych grinderów. Mam nadzieję, że sponsorzy i właściciele rosyjskiego zespołu też to zauważą i na majowe regaty dostaniemy zielone światło na zaangażowanie kilku olbrzymów. Jutro ma powiać ok. 30 węzłów i będzie to nowe doświadczenie dla teamu Synergy. pozdrowienia, Karol Jabłoński |
|
|
Louis Vuitton Trophy - dzień 1 |
|
09.03.2010. |
Wszystko wskazuje na to, że będą to bardzo specyficzne regaty. Mając do dyspozycji tylko dwa jachty i ambitny program regatowy, załogi mają bardzo mało czasu na przygotowanie się do wyścigu. Taka sytuacja zdecydowanie faworyzuje teamy, które trenowały na tych jachtach. Dzisiaj byliśmy czwartą parą i po bardzo długim oczekiwaniu, wystartowaliśmy o godzinie 19.10. Po przejęciu jachtu nie było nawet czasu, aby przed wyścigiem zrobić dwa zwroty. Ruszyliśmy prosto do boju. W fazie startowej kontrowaliśmy naszego rywala, którym był team doświadczonego francuza Bertrande Pace i wszystko wskazywało, że będziemy mieli super start. Niestety ostatni nie najlepiej wykonany zwrot przez rufę, spowodował, że straciliśmy sporo szybkości i przeciwnik wymknął mi się z praktycznie beznadziejnej dla niego sytuacji. Jacht NZ 84 jest bardzo specyficzny i “nie lubi” gwałtownych zmian kursu przy małej szybkości. Praca trymerów musi być bardzo delikatna, aby nie stracić kontroli nad sterownością. Niestety, aby poznać specyfikę takiego jachtu, trzeba potrenować na nim sporo czasu, nie zrobi się tego bez wypływania sporej ilości godzin. Na górnym znaku mieliśmy stratę tylko 11 sekund i wszystko było jeszcze możliwe. Niestety przed dolną boją mieliśmy spore problemy podczas stawiania genuy i zrzucania genakera, który wpadł do wody. Straciliśmy sporo dystansu i było po wyścigu. Do portu wróciliśmy w zupełnych ciemnościach, zmęczeni bardziej mentalnie niż fizycznie. Wyraźny jest brak opływania. Dzisiejsze pojedynki przegrały również zespoły Team Origin, Artemis i Mascalzone Latino, które bardzo solidnie przygotowywały się do tych regat. Jutro żeglujemy z włoską Azzurą i ma wiać mały wiatr. Powinno być lepiej, pozdrawiam Karol Jabłoński |
|
|