MEDCUP Barcelona - dzień ostatni
26.07.2010.

ImageW ostatnim dniu regat sporo się działo na wodzie i to mimo tego, że odbył się tylko jeden wyścig. Różnica punktowa między wieloma jachtami w środku stawki była mała i sporo się mogło zmienić. Artemis miał jeden punkt przewagi nad ETNZ i dla nich to był decydujący pojedynek o zwycięstwo.
Po długim oczekiwaniu na wiatr, jego siła powoli zaczęła się powoli stabilizować i w fazie przedstartowej  dochodziła do 11 węzłów.  Zgodnie z prognozą pogody wszyscy spodziewali się sporej zmiany wiatru z lewej strony  i w fazie przedstartowej zespoły miały podobny plan do zrealizowania. My wystartowaliśmy idealnie  spod boi, a nad nami Artemis i inne jachty, z których większość była zmuszona zrobić zwrot przez sztag i pożeglować w prawą stronę trasy. Wszystko wyglądało pięknie przez pierwsze kilka minut po starcie do momentu, kiedy wiatr zaczął przybierać na sile i zmieniać cyklicznie kierunek w prawo. Bribon, który zaraz po nieudanym starcie jako pierwszy zrobił zwrot prowadził ze sporą przewagą, a my byliśmy na końcu. ETNZ miał sporą przewagę nad Artemisem i losy zwycięstwa w tych regatach wydawały się  być przesądzone. Jeszcze na pierwszej halsówce rozwiało się do 18 - 20 węzłów, czego nikt się nie spodziewał a surfowanie  z wiatrem na sporej fali wymagało idealnej ale zarazem morderczej pracy grinderów. Jest to kurs, który daje możliwość odrobienia sporych strat, ale niestety nasz jacht nie ślizga się po  falach tak szybko jak inne. Mimo tego, że wyciskaliśmy tzw. maxa z naszej maszyny, to nie odrobiliśmy strat i okrążyliśmy dolną boję na 9 pozycji. W przeciwieństwie do nas, Artemis frunął w tych warunkach na genakerze i awansował o kilka pozycji, mając jednak sytuację protestową z argentyńskim Matadorem, na którym dyrygują bardzo utytułowani Włosi, Francesco Bruni i Vasco Vascotto. Kiwi z kolei złapali worek plastikowy na kilu i zaczęli płynąć dużo wolniej. Uniemożliwiło im to odparcie ataku Artemisa, który na ostatnim kursie z wiatrem pożeglował dużo szybciej w stronę mety i ukończył wyścig na 2 miejscu!!!   My z kolei walczyliśmy o 8 miejsce z Bigamistem i Cristabellą.  Surfując  prawym halsem  odrobinę powyżej boi ograniczającej linię mety, nasz navigator popełnił spory błąd określając niewłaściwie dystans do  niej. To spowodowało, że  zamiast klasycznej sytuacji prawy - lewy z Cristabellą, musieliśmy wykonać bardzo szybki, zwrot przez rufę, by dać dla niej miejsce na boi jako jachtowi wewnętrznemu. Faktem jest, że linia mety zostało przesunięta i była bardzo wąska, ale gdybyśmy żeglowali sami, to po prostu pożeglowalibyśmy powyżej finiszu.... Do tego nasz genaker musnął delikatnie maszt rywala, o czym dowiedziałem się dopiero na brzegu...  W związku z tym, że został złożony protest i nie widziałem możliwości wygrania go, jedyną rozsądnym wyjściem dla nas było zgłoszenie wycofania się z wyścigu. Otrzymane 12 punktów zrzuciło nas na 10 miejsce w punktacji generalnej i wzbudziło spore dyskusje w szefostwie nad wolą zmian personalnych w zespole.
    Paul Cayard i jego Artemis wygrał te regaty, ale cieszyć mógli się dopiero po usłyszeniu pozytywnego dla nich wyniku protestu złożonego przez załogę Matadora za zaistniałą sytuację na pierwszym kursie z wiatrem.
Zapytałem Paula o zmiany dokonane od ostatnich regat w Marsylii, w których byli ostatni. Odpowiedź była w miarę krótka, nic szczególnego, po prostu to była ich impreza. Żeglowali szybko a do tego wszystko im wychodziło. U  nas  to wyglądało odwrotnie, nie byliśmy szybcy a do tego wiele rzeczy mogliśmy zrobić dużo lepiej. Teraz czas na dokładną analizę i przygotowanie się do następnych regat w Cartaginie, które odbędą się pod koniec sierpnia.

pozdrowienia już z Łupstycha,

Karol Jabłoński

 
MEDCUP Barcelona - dzień 4
25.07.2010.

Image W sobotę, przedostatnim dniu regat, rozegraliśmy kolejne trzy wyścigi, w których żeglowaliśmy ze zmiennym szczęściem. 3 miejsce w pierwszym, który odbył się jeszcze przy relatywnie małej fali. Trochę nie fartowne 8 w drugim po foto finiszu z innymi 3 jachtami, bo zabrakło nam dosłownie kilku metrów do piątego. Mało zadowalające 11 w ostatnim, w którym wiatr zupełnie osłabł a zmiany dochodziły do 50 stopni.  Na dużej fali mieliśmy spore problemy z utrzymaniem dobrej szybkości, co w tej małej flocie jachtów  odbija się na możliwości uzyskania dobrej lokaty.
Na razie zajmujemy 7 miejsce i przed dzisiejszymi ostatnimi dwoma wyścigami mamy jeszcze małe szanse na awans, ale za nami jest bardzo, bardzo ciasno.

Image 

     Regaty prowadzi Artemis z Paulem Cayardem za sterem, który w Marsylii uplasował się na ostatnim miejscu. Z kolei All4One z Jochenem Schumannem za sterem, w pierwszych dwóch imprezach sezonu plasował się na podium, a tutaj zajmuje ostatnią pozycję. To wyraźnie pokazuje jak wyrównany jest poziom w tej klasie. Mam nadzieję, że i dla nas kiedyś "zaświeci słoneczko"...

Pozdrawiam,

Karol Jabłoński

 

WYNIKI TP52:

 Image

 
MEDCUP Barcelona - dzień 3
24.07.2010.
Wczoraj  odbyły się 3 wyścigi i do portu wróciliśmy dopiero o 20.15. Był to bardzo długi i trudny dzień na wodzie. Akwen w Barcelonie jest bardzo skomplikowany i ciężki do rozszyfrowania dla wszystkich załóg. Odzwierciedlają to  wyraźnie wyniki osiągane przez  niektóre zespoły w poszczególnych wyścigach. Quantum racing w pierwszym zaliczyło wpadkę finiszując na ostatnim miejscu, by potem wygrać dwa kolejne wyścigi. Podobnie było w pierwszym dniu z Cristabelą i Luna Rossą.
Dla nas nie był to najgorszy dzień. Miejsce 2 pokazuje, że stać nas czasami na rezultat w czołówce stawki, 7 i 8 to z kolei nasza "rzeczywistość". Aby rywalizować o topowe miejsca musielibyśmy dokonać kilku zmian w załodze, o czym pisałem wcześniej oraz dokonać optymalizacji profilu kilu i zbudować nową bombę. Niestety wszystko wskazuje na to, że kierownictwo zespołu zadowolone jest z obecnego stanu rzeczy i niczego nie zamierza zmieniać.
    Na regaty te przyjechało ok. 8 dziennikarzy rosyjskich, by pisać o sukcesach teamu Synergy, które niestety w obecnych realiach są wielką abstrakcją. Przypomina mi to bardzo ubiegłoroczną sytuację w teamie Organika, w którym wielkie ambicje sportowe właściciela zdecydowanie przewyższały zrozumienie na czym polega żeglarstwo zawodowe i jakie warunki należy spełnić, aby osiągnąć sukces.
    W regatach Louis Vuitton Trophy w 17 osobowej załodze mam "tylko" 4 żeglarzy rosyjskich, tu z kolei jest ich aż 8, czyli 75%. Większość z nich staruje tylko na TP 52, co w praktyce oznacza, że żeglują tylko 7 dni w miesiącu!!! Aby podnieść ich poziom sportowy należałoby trenować między regatami, ale niestety  to nie jest brane pod uwagę. 2 dni treningowe bezpośrednio przed imprezą na pewno nie wystarczają... więc  jesteśmy tam gdzie jesteśmy i być powinniśmy.
Ale dosyć tego lamentowania, trzeba grać kartami, które się ma. Dzisiaj trzy kolejne wyścigi, do których ruszam bardziej zmotywowany.
Pozdrawiam,
Karol Jabłoński
 
MEDCUP Barcelona - dzień 2
23.07.2010.

Dzisiejsze trzy wyścigi odbyły się przy wietrze 9 - 12 węzłów i typowej dla tego akwenu bardzo wysokiej i krótkiej fali. Z miejscami 6-10-6 plasujemy się na 9 miejscu i nie ukrywam, że jest to pozycja daleka od naszych oczekiwań, ale w tych warunkach nie żeglujemy wystarczająco szybko, aby idealnie plasować jacht względem rywali i sporych zmian wiatru. Te wyścigi pokazały też jak dużo pracy musimy jeszcze wykonać, aby ten jacht żeglował z optymalną prędkością. Nie jestem zadowolony z moich startów, ale jestem przekonany, że uda mi się je poprawić, co umożliwi Rodowi lepsze realizowanie zadań taktycznych i ułatwi nam wszystkim ściganie się. Te bardzo trudne warunki wietrzne i falowe wymagają idealnego zgrania załogi, trymerzy muszą prawie nieustannie zmieniać ustawienie żagli. Tutaj też mamy jeszcze bardzo dużo do polepszenia.
W drugim wyścigu, podobnie jak i w pierwszym, dolną boję okrążyliśmy na dobrym 4 miejscu, aby stracić wiele pozycji ok. 300 metrów przed górnym znakiem, kiedy kolejno kilku naszych rywali zmusiło nas do wykonania serii zwrotów przez sztag, które przy tej wielkiej i stromej fali są bardzo kosztowne. Na trasie regat jest bardzo ciasno i jak zwykle wszyscy walczą o każdy metr i czasami trzeba mieć odrobinę szczęścia, aby mieć możliwość żeglowania na czystym wietrze i robienia jak najmniejszej liczby zwrotów. W tych wyścigach nie mieliśmy łatwego życia i wyglądało to tak, że każdy, kto miał okazję nam je utrudnić, robił to. Można to też zinterpretować bardzo pozytywnie, bo pokazuje to, że traktują nas jako bardzo mocny zespół.

Jutro ma wiać mniej a do tego na nasze nieszczęście wysokość fali ma się nie zmienić. Jacht nasz dużo bardziej "lubi" płaską wodę, ale o niej możemy na razie tylko pomarzyć.

pozdrawiam,

Karol Jabłoński

 
MEDCUP Barcelona
22.07.2010.

Trzy tygodnie przerwy od żeglowania minęły bardzo szybko i już od niedzieli jestem  w Barcelonie, gdzie odbędą się  kolejne regaty  z cyklu Audi MedCup 2010. Zaplanowane jest rozegranie 12 wyścigów i jest to plan bardzo ambitny, biorąc pod uwagę fakt, że akwen ten nie należy do silno wiatrowych. Jest to również zapowiedź bardzo długich i intensywnych dni na wodzie.
Nasz jacht, przy słabym wietrze, jest najwolniejszym w bardzo "wyżyłowanej" technologicznie flocie jachtów klasy TP 52. Jest to spowodowane bardziej "obszernym" kształtem kadłuba i zarazem większą powierzchnią stykającą się z wodą, co ma negatywny wpływ na szybkość w tych warunkach wietrznych. W praktyce wygląda to tak, że kiedy nasza załoga leży na pokładzie to inne już balastują.

W dwóch dniach treningowych szczególny nacisk położyliśmy na testowanie szybkości i mimo tego, że mamy specjalne, dużo głębsze żagle, to nie mogę powiedzieć, abyśmy byli ,,królami" prędkości. To z kolei ma duży wpływ na wybór strategii wyścigów, która ma na celu zmniejszenie strat.  Mam jednak nadzieję, że mimo tego, pożeglujemy tutaj mądrze i uda na się uplasować  ,,na naszym" miejscu, tzn. w środku stawki.
W załodze nie udało się niestety przeforsować żadnych zmian i pożeglujemy w ,,starym" składzie...

Wczoraj z powodu bardzo słabego wiatru nie odbyły się zaplanowane 3 wyścigi, a  dzisiaj prognoza pogody jest bardziej optymistyczna i wypływamy z portu o 11.00, aby przygotować się odpowiednio do 1 wyścigu. Naszym sparing partnerem jest Emirates Team New Zealand, z którym przed startem pracujemy nad optymalizacją szybkości. Takie testy są bardzo pomocne w znalezieniu optymalnego ustawienia żagli i masztu. Jachty te są bardzo czułe i minimalne zmiany mają bardzo duży wpływ na prędkość.
Ważne jest to, aby wiedzieć co i kiedy trzeba zmienić, aby jacht w ciągle zmieniających się warunkach żeglował optymalnym kursem i szybkością. Na zdobycie takiego doświadczenia potrzeba sporo czasu ale my z każdym dniem poznajemy nasz jacht i jego specyfikę coraz bardziej. Niestety nie uda się pewnych realiów przeskoczyć.
Na te regaty mieliśmy mieć zoptymalizowany profil kilu oraz nową ,,bombę", co by znacznie polepszyło manewrowość oraz prędkość, ale plany te z przyczyn nie zależnych ode mnie nie zostały zrealizowane.
    
pozdrawiam,

Karol Jabłoński

 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 6 - 10 z 209