Śniadanie o 6.45, wyjazd z hotelu krótko przed 8.00 tak aby być na miejscu przed 9. Selekcja płóz do zabrania na lód, wciągnięcie żagla i… czekanie na powrót Komisji Technicznej, która pojechała sprawdzić akwen. Start do wyścigu zaplanowany był na 10.30 i teoretycznie do godziny 14 rozegralibyśmy jeszcze trzy. Wiadomo było, że miejsce na którym ścigaliśmy się w środę było niebezpieczne, bo głębokie ślady po płozach zamarzły i uniemożliwiały kontrolowane żeglowanie. KT potwierdziła moje przypuszczenia, że na tym jeziorze z powodu licznych przełomów nie będzie możliwości ustawienia trasy regat o wystarczającej długości w innym miejscu. ME zostały zakończone, spakowaliśmy sprzęt i ja już w nocy byłem w domu.
To mój 7 tytuł mistrza Europy a 4 z rzędu o czym dowiedziałem się od Mietka Rutkiewicza, dziennikarza Gazety Olsztyńskiej. Nie najgorzej jak na człowieka po pięćdziesiątce
Aha, okazało się też, że wyścig rozegrany w środę został unieważniony. Ja żałuję, że w piątek nie ścigaliśmy się, bo pogoda była piękna i mógłbym powalczyć o następne zwycięstwa
pozdrawiam z Olsztyna