Puchar Ameryki i Vendee Globe – moja refleksja

Ostatnie dni spędzam przede wszystkim na śledzeniu Prada ACWS w Auckland  oraz na już bardziej pobieżnym obserwowaniu tego co dzieje się w Vendee Globe.

© Sailing Energy / American Magic

To co akurat wydarzyło się w wyścigu dookoła świata pozwala mi postawić  uzasadnione pytanie, czy warto było wprowadzić ,,foile’’. W połowie trasy, bo ,, foilowi’’ liderzy właśnie są na południe od Nowej Zelandii,  mają  zaledwie 350 -400 mil przewagi nad tradycyjnymi, ale zmodyfikowanymi jachtami.  W Cape Town zakończyło wyścig 6 nowoczesnych jednostek. Powód był jeden – problemy strukturalne kadłubów, a większość to  skutki zderzenia z UFO, czyli jakimś obiektem pływającym w oceanie.

Jeżeli do tego dodamy uszkodzony i obcięty foil Thomasa Ruyanta na LinkedOut po podobnej kolizji oraz problemy  faworyta tych regat Jeremiego Beyou na Charalu, który po trzech dniach musiał zawrócić do Les Sables, plus złamany maszt na Corum L’Epargne, to widzimy, że ponad 50 % nowoczesnych ,,foilowców’’, teamów z największymi budżetami straciło szansę na zwycięstwo. A to dopiero połowa wyścigu !  Wydaje mi się, że patrząc realnie na te fakty to odpowiedź na moje pytanie jest prosta. Raczej nie było warto… ale pogoń za ,,fruwaniem’’ i szybkością najwyraźniej zwyciężyła zdrowy rozsądek, i to nie tylko w tych regatach.

W Auckland, w Pucharze Ameryki wystartują tylko 4 Teamy, z najmniejszym budżetem każdego zespołu sięgającym 150 mln Euro i są to dane oficjalne, które są zazwyczaj zaniżane. Czy warto było? Te regaty o najstarsze trofeum żeglarskie zawsze były poligonem doświadczalnym w stosowaniu najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i projektowych. W tym przypadku AC 75 jest tak radykalną a zarazem tak skomplikowaną, kompleksową maszyną regatową,  że  dokładnie 3 lata temu niewielu mogło sobie wyobrazić, że w ogóle ,,coś takiego’’ jest możliwe do zaprojektowania, zbudowania a potem kontrolowania na wodzie.

© Sailing Energy / American Magic

Z tą kontrolą ,,lotu’’ nie jest jeszcze najlepiej u wszystkich 4 zespołów, co pokazują te pierwsze i ostatnie regaty z cyklu Prada World Series. Covid pozbawił teamy możliwości trenowania i startowania na Sardynii i Wielkiej Brytanii. Ten deficyt ,,opływania’’ jest widoczny teraz w Auckland, ale zdecydowanie najlepiej szybkościowo i manewrowo wygląda ETNZ. Ta różnica w szybkości zdecydowała o wygraniu przez nich tych regat, mimo bardzo złych, przegranych startów Burlinga, który nie ma absolutnie doświadczenia match racingowego, jest jak ,,dziecko we mgle’’. Na twarzy widać absolutny brak pewności siebie, jak odmienna jest ona w porównaniu z wyścigów w wygranym Pucharem Ameryki na Bermudach. Obecnie to najsłabsze ogniwo w tym zespole i do finału PA  rozgrywanie faz przedstartowych na symulatorze będzie zadaniem nr 1 dla niego.  Obecny sposób startowania ,,pod wiatr’’ a nie ,,połówką’’ faworyzuje doświadczonych zawodników meczowych i tu zdecydowanie najlepsi ,,w te klocki” są Barker i Spithill.  Jimmy ma jeden duży problem – on nie zmienia stron po zwrocie,  zostaje przez cały wyścig na tej samej, po drugiej jest Francesco Bruni – doświadczony i doskonały żeglarz. Ale, w ciasnych sytuacjach, podczas podejmowania decyzji w tempie błyskawicznym  na pewno taki podział nie ułatwia im perfekcyjnego wyegzekwowania planu. Podobnie jest na trasie wyścigu, każdy z  nich steruje tylko około 50 % czasu. Oni muszą rozumieć się ,,bez słów’’ ale na takie zgranie jest za mało czasu. Ciekaw jestem czy oni nie zmienią tego do Prada Cup.   Ale główny nacisk  położą podobnie do innych zespołów na szukanie rezerw szybkości, która zawsze była najważniejsza w każdym Pucharze Ameryki i nie tylko..

Pozytywnie zaskoczył mnie amerykański Team American Magic, prowadzony przez Terriego Hutchinsona. Ich szybkość, manewry a przede wszystkim doświadczenie Deana Barkera jest wielkim atutem. Jeszcze dwa tygodnie temu mieli duże problemy, aby utrzymać ,,Patriota’’ pod kontrolą.

Ujarzmianie Patriota – American Magic.

To pokazuje najwyraźniej jakie rezerwy i ile do nauczenia się ma każdy z zespołów. Niestety w każdym aspekcie od tej trójki odstaje brytyjski Team Ineos ze skipperem Benem Ainslie. Każdy zadaje sobie pytanie jak to jest w ogóle możliwe?  Jakie błędy i gdzie zostały popełnione? Na pewno największe na etapie projektowania i konstrukcyjnym.  Management teamu też nie jest na odpowiednim poziomie.   Ślepa wiara w to, że to co robimy bądź modyfikujemy będzie miało pozytywny skutek często kończy się katastrofą. Inaczej nie można określić obecnej sytuacji w jakiej znajduje się ten zespół.  Fala krytyki ze strony mediów, ,,gęste powietrze’’ w bazie wymagają natychmiastowej, szybkiej reakcji Bena. Potrzebne są zmiany osobowe a  szybkie znalezienie sposobu rozwiązania problemów technicznych jest kluczem do zmniejszenia dystansu do rywali.  Inaczej w Prada Cup będą tylko tłem…

Regaty o Puchar Ameryki to długa i bardzo trudna ,,przygoda’’.  Sztuką jest poradzenie sobie z presją nie tylko na wodzie, ale przede wszystkim na brzegu…Tak, ściganie się to wisienka na torcie i jak wszystko idzie dobrze to świat jest piękny, ale w żeglarstwie to są tylko momenty… Na sukces pracuje się dzień i noc, to nieustanne rozwiązywanie problemów, ciągła walka o  zrobienie małego kroku do przodu, o nieutracenie pewności siebie, o zachowanie świeżości i swobody w podejmowaniu decyzji będąc pod nieustannym obstrzałem mediów lub bossów albo ,,kolegów’’ z teamu… Przeżyłem to w Walencji podczas PA w 2007 roku, wiem jak to smakuje.  Wiem jak smakuje sukces ale nigdy nie zapomnę smaków porażek, które doprowadziły mnie tam gdzie doszedłem.

Wracając do Auckland – trzem teamom pozostały +- 3 tygodnie na ,,optymalizację’’ wszystkich  najważniejszych ,,rzeczy” zapisanych dużymi literami po tych regatach. To mało a zarazem dużo czasu, zobaczymy, który zespół ten okres wykorzysta najefektywniej.  Na pewno święta Bożego Narodzenia będą dla nich bardzo pracowite, ale to nic nowego w tym biznesie. Tak było w Walencji w 2007 J , tak jest za każdym razem… również na bojerach. Może uda nam się jeszcze polatać przed ,,lock downem”…

 

Pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.