Loro Piana Superyacht Regatta

Melduje się po dłuższej przerwie :-) sorry ponownie za brak informacji o mojej aktywności  zawodowej ale na prawdę nic się nie działo .

Wróciłem z regat Porto Cervo, gdzie zakończyły się Loro Piana Super Yacht Regatta organizowane od 2009 roku.  Do połowy maja nie mieliśmy jeszcze pewności , że te regaty się odbędą.  30 metrowy jacht Y3K ,,czekał w blokach’’ na ,,go’’ we Francji a ponad 20 osobowa załoga u siebie  w domach.  Całe szczęście, że sytuacja ,,covidowa’’ polepszyła się i 27 maja wsiadłem do samolotu.

Wiele innych teamów niestety odwołało wcześniej swój udział ponieważ żeglarze zza oceanu mieli duże trudności aby dolecieć do Włoch.

Pustawo w porcie przed regatami

Flota jachtów Southern Wind

 

Kilka dni przygotowań było bardzo potrzebnych, bo po ponad rocznej przerwie w startach pokazały się nieoczekiwane problemy techniczne.  Uniemożliwiło nam to zrealizowanie całego planu treningowego, ale mimo to podczas regat  nasz zgrany zespół wykonywał poprawnie i szybko wszystkie skomplikowane manewry.  ,,Siłą napędową’’ teamu Y3K są moi polscy koledzy, którzy zajmują kluczowe pozycje na jachcie. Grzesiek Baranowski i Arek Fedusio ,,obsługują’’ foka i genackera, Piotr Przybylski trymuje grota, Jacek Wysocki jest dziobowym a najsilniejszy Paweł Bielecki dowodzi przemieszczaniem i zrzucaniem ciężkich żagli. Dobrze było znowu wspólnie pożeglować :-)

W akcji

Rozegraliśmy 4 wyścigi, każdego dnia po jednym. Jak zwykle trasa prowadziła wokół malowniczych wysp Costa Smeralda.

3 miejsce pokazuje, że naszym kilkunastoletnim Y3K trudno jest powalczyć z nowoczesnymi i nowszymi jachtami.  Optymistycznie patrzymy w przyszłość, bo właściciel zamówił nowy, który będzie gotowy za dwa lata.

Następne nasze regaty  odbędą się na początku września, też w Porto Cervo.

 

 

https://www.yccs.it/en/regate-2021/loro_piana_superyacht_regatta-304.html

pozdrowienia z Łupstycha, gdzie ogród czeka już od dawna na ogrodnika :-)

 

 

 

 

Opublikowano Superyacht | Komentarze są wyłączone

Puchar Ameryki zostaje w Nowej Zelandii

 

7:3 Emirates Team New Zealand pokonał włoski team Luna Rossa Prada Pirelli.

 

Wygrał zespół posiadający szybszy jacht i który zrobił mniej błędów. Duże brawa oraz uznanie należą się włoskiemu zespołowi, za to, że mogliśmy być świadkami kilku równorzędnych wyścigów.

 

Potwierdziły się przypuszczenia sprzed rozpoczęcia tej rywalizacji, że Te Rehutai jest dużo szybszy od Luna Rossy. W pierwszych wyścigach nie było to zbyt widoczne, bo Włosi po lepszych startach skutecznie uniemożliwiali Kiwi żeglugę w czystym wietrze. Ale jak tylko udało im się wystawić dziób na niezakłócony wiatr Te Rehutai pokazywała swój prawdziwy potencjał i frunęła ponad wodą kilka węzłów szybciej, torując drogę do zwycięstwa.  Niewątpliwie jedna generacja do przodu, obecnie nie do osiągnięcia dla żadnego z challengerów. Podobnie było 4 lata temu na Bermudach… wtedy wszyscy podkreślali różnicę w kształcie i wielkości foili,  co i tym razem jest bardzo widoczne.

Powierzchnia mniejsza o 30 % niż u Luna Rossy a co za tym idzie mniejsze opory, do tego dwa skrzydła ustawione w jednej linii a nie w kształcie odwróconego V. ,,Po prostu’’ inny koncept, gwarantujący większą szybkość końcową ale najtrudniejszy do skonfigurowania tak, aby jacht szybko wychodził z wody na fiole i nie spadał z nich podczas zwrotów i przy słabym wietrze i mniejszej prędkości.  Najwyraźniej nie do skopiowania przez rywali w tak krótkim czasie.

 

Same wyścigi z wyjątkiem krótkich faz przedstartowych i kilku ciasnych sytuacji na trasie były monotonne.  Wirtualne granice ograniczające szerokość trasy wyścigu ograniczały bardzo możliwości taktyczne i zwiększały faktor przypadku. Z 11 osobowej załogi tylko dwóch, max. trzech miało ,,przegląd’’ wyścigu, reszta pochylona zmniejszając opory powietrza pracowała bez przerwy na ,,młynkach’’ umożliwiając hydrauliczną kontrolę  nad żaglami.

 

36 Puchar Ameryki wejdzie do historii jako najbardziej spektakularny pod względem szybkości jachtów i rekordowo krótkiego czasu trwania wyścigów.

 

Czy to jest ten kierunek w którym powinno pójść żeglarstwo, czy ten PA  spopularyzował bardziej nasz piękny sport? Śmiem wątpić !

 

Większość tęskni za tradycjonalnym żeglarstwem – na wodzie a nie nad, w którym procentowo większe znaczenie będą mieli żeglarze a nie technologia.  Obecnie ta równowaga jest zachwiana.

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Sezon bojerowy zakończony

Niestety aura nie pozwoliła na rozegranie kolejnych regat. Mimo tego, że grubość lodu na niektórych jeziorach jest jeszcze wystarczająco gruba, to spora ilość przełomów i odparzelisk uniemożliwia bezpieczną żeglugę.  Ryzyko ,,połamania’’ się jest zbyt duże, a kości w moim wieku nie zrastają się już tak szybko :-


To był nieoczekiwanie długi i intensywny sezon, z czego wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni.  Rozegraliśmy 5 regat, łącznie z Mistrzostwami Polski. Może ilość wyścigów była relatywnie mała ale jeżeli dodamy wiele dni treningowych, w których też się ścigaliśmy to okaże się, że było sporo pięknych dni na lodzie. W obecnej sytuacji trzeba to szczególnie doceniać !

Jeżeli w nadchodzącym tygodniu przyjdą przymrozki, to nie wykluczone, że może uda nam się jeszcze polatać na Darginie, bo tam lód był najgrubszy.  Ja co prawda już ,,rozpakowałem’’ sprzęt i zrobiłem listę ,,to do’’ na następny sezon, ale na pewno wrócę na lód jak tylko warunki będą bezpieczne. W każdym razie zacznę już szlifować płozy, bo ręka i oko są bardzo dobrze wyćwiczone, co ułatwia osiągnięcie zaplanowanego kształtu ostrza. Jest to bardzo skomplikowany proces wymagający dużej precyzji, a przede wszystkim spokoju i czasu.

Jestem bardzo zadowolony z tego co udało mi się osiągnąć. Należy pamiętać, że mistrzostwa świata i Europy nie odbyły się a więc był to w pewnym sensie taki sezon ,,na większym luzie’’.  Dwie wygrane imprezy i brązowy medal Mistrzostw Polski to bardzo satysfakcjonujące wyniki, których wielu moich młodszych kolegów może mi pozazdrościć. Oprócz tego cieszy mnie fakt, że ,,znalazłem’’ nowy zestaw ( maszt i płozownicę), na którym żegluję bardzo szybko na silnym wietrze.  Na moim sprawdzonym ,,latałem’’ bardzo szybko w warunkach słabo wiatrowych, a brakowało na nim ,,koni mechanicznych’’ przy szybszej ,,jeździe’’, którą nazywam ,,jazdą na zegary’’. Bez odpowiedniej prędkości nie ma co marzyć o nawiązaniu równorzędnej rywalizacji, bo opcje taktyczne są zazwyczaj ograniczone i trudno jest ,,coś wyczarować’’ :-) .  Ale najważniejsze jest to, że ten sport nadal mnie pasjonuje i mam nadzieję, że to tak zostanie, choć  coraz więcej wysiłku trzeba wkładać w wykonanie tych samych czynności, choć większy ból odczuwa się w całym ciele, choć czasem brakuje sił dotykając coraz częściej i szybciej granic wytrzymałości.

Ważne jest aby zawsze pamiętać, że aby przekroczyć linię mety najpierw trzeba do niej… dotrzeć.  W drodze do niej najważniejsze są entuzjazm i  frajda tzw. joy.

Już teraz z niecierpliwością czekam na przyszłą zimę z nadzieją, że ta zaraza minie i będziemy mogli swobodnie podróżować.

 

 

 

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Puchar Komandora Floty Polskiej DN

Regaty miały odbyć się na jeziorze Dargin, dokąd pojechałem w piątek.  ,,Polatałem ‘’ godzinę  ale  warunki lodowe były daleko od optymalnych. Lód był pokryty jeszcze wysokimi i mokrymi zaspami śnieżnymi a ,,cięcie’’ płozami przemokniętej wodą kilku centymetrowej warstwy twardego śniego – lodu uniemożliwiało szybką żeglugę i dobrą kontrolę nad bojerem.

Piękna ,,plaża” w Zdorkowie śniegolód na Darginie

W międzyczasie okazało się, że na Zalewie Zegrzyńskim jest czysta tafla lodowa, bez śniegu i została podjęta decyzja, że tam odbędą się kolejne regaty tego niespodziewanie długiego sezonu.  Spakowałem się i ,,ruszyłem’’ w stronę Warszawy.

Rano jak zwykle wczesne śniadanie i rozpakowanie sprzętu.  Prognoza wiatrowa była optymalna, bo akurat przy średnim i silnym wietrze chciałem przetestować nową płozownicę i nowy maszt. Znalezienie odpowiedniego ,,ustawienia’’ nie zajęło mi zbyt dużo czasu ponieważ ,,parametry’’  pomiarowe tych dwóch elementów były w ,,zielonym’’ obszarze.


w akcji :-) Wojtek Baranowski w pełnym ,,gazie”Górna boja była niedaleko od mostu, dystans między bojami wynosił 1800 metrów czyli praktyczny maks dla Zegrza.

,,Fine tuning’’ – znalezienie trymu, w którym maszt pracuje dynamicznie jest kluczowe dla szybkości. Minimalne zmiany w napięciu want lub pochyleniu masztu są natychmiast widoczne w pracy masztu. Naturalnie trzeba wiedzieć czego się szuka :-) , ale akurat z tym to ja nie mam problemu – i nie ważne czy jest to DN czy też 30 metrowy jacht.

Jarek Radzki na pełnej szybkości tuż przed okrążeniem dolnej boi

Byłem zadowolony z szybkości, która pomogła mi wygrać te regaty. Rozegraliśmy tylko 3 ale za to wspaniałe, długie wyścigi. Około godziny 14 musieliśmy ,,ewakuować ‘’ się z lodu, który nie wytrzymał temperatury powyżej 10 stopni oraz promieni słonecznych. Bardzo rozsądna decyzja komisji regatowej została podjęta w odpowiednim momencie, wyrazy uznania dla Doroty i jej zespołu.

Teraz czekamy z niecierpliwością na to co stanie się z lodem na Darginie. Prognozy są obiecujące, nocne przymrozki dają duże szanse na przeprowadzenie kolejnych regat. Żeglowanie na lodzie w temperaturach plusowych jest zawsze wyjątkowym i wspaniałym przeżyciem. Minęło już sporo lat od takich chwil :-)

Wyniki tu:

2021.sailingnet.pl/pkfpdn/results.html#tab

Pozdrowienia z Łupstycha

 

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Mistrzostwa Polski – brązowy medal

W niedzielę, na Zalewie Wiślanym a dokładnie w Krynicy Morskiej, niegdyś centrum żeglarstwa lodowego, w którym wielu naszych reprezentantów zdobywało medale   mistrzostw świata i Europy, zakończyły się Mistrzostwa Polski Seniorów w klasie DN.  Podczas dwudniowej rywalizacji odbyły się tylko 4 wyścigi a triumfował Tomek Zakrzewski, drugi był Jarek Radzki a ja zająłem 3 miejsce.

Warunki lodowe były bardzo trudne, przemoknięty śnieg a pod nim warstwa chropowatego i miękkiego tzw. śniegolodu.  Odpowiednie przygotowanie i dobór właściwych płóz miał kolosalne znaczenie.  Wiatr z kolei słaby, a w szkwałach porywisty, drugiego dnia zdecydowanie faworyzujący prawą stronę trasy.  Moja szybkość była dobra, ale w wyścigu 2 i 3 wiatr nie był po mojej stronie. Tak czasami jest w bojerach. Miejsca 6 i 9 pokazują, jak trudno jest żeglować cały czas w czubie nawet dla tak doświadczonego zawodnika jak ja. Krótka trasa i szablonowa jazda prawą stroną trasy nie ułatwiała odrabianie strat. Wygrany pierwszy i czwarty wyścig cieszą mnie bardzo, bo rywalizacja jest na bardzo wysokim światowym poziomie.

@ Robert Hajduk      W akcji – wysiłek widoczny na twarzy ale odczuwalny we wszystkich mięśniach :-)

Zwycięzca 1 wyścigu w MPS otrzymuje przechodni Puchar poświęcony pamięci Holendra Wima Van Ackera, który pod koniec lat 60 – tych sprowadził klasę DN do Europy i Polski. Wielki przyjaciel polskich bojerowców, bez którego wsparcia nie nastąpiłby tak dynamiczny rozwój DN-a w naszym kraju.

 

zdjęcie archiwum Henry Bosset – Wim ze swoim sławnym wehikułem – marzeniem każdego w tamtych czasach – podczas mistrzostw świata w 1984 roku w …. Krynicy Morskiej.

Pamiętam doskonale rok 1977, kiedy  odebrał z dworca w Amsterdamie całą reprezentację Polski na mistrzostwa świata w klasie Cadet.  Miałem wtedy 15 lat a Wim najwidoczniej wiedział, że ja też żegluje na bojerach, bo pod koniec wizyty w jego firmie wręczył mi komplet hartowanych tasaków, które używam do dzisiaj. W tamtych czasach takie płozy były marzeniem ,, ściętej głowy”, nie osiągalne w żaden możliwy sposób, szczególnie dla tak młodego żeglarza. To był wspaniały człowiek, od którego wiele można było się nauczyć.

Archiwum: Maria Szarska   Regaty 25-28.03.1973 Niegocin – Wim i jego bolid H 31

 

Teraz chwila przerwy i w najbliższy weekend prawdopodobnie rozegramy kolejne regaty, tym razem na jeziorze Dargin. Prognoza pogody jest obiecująca ale zobaczymy jak będzie.

 

Pozdrowienia z Łupstycha

Wyniki regat:

 

https://profil.sailingnet.pl/miedzynarodowe-mistrzostwa-polski-w-klasie-dn–2021

 

 

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Zwycięstwo w regatach Caligula Cup

Regaty odbyły się na jeziorze Dargin.  Rozegraliśmy 8 wyścigów, 3 pierwszego dnia przy słabym wietrze a w niedziele powiało już zdecydowanie silniej i w wymagających warunkach, przy bardzo szybkiej ,,jeździe’’  pożeglowaliśmy 5 biegów.


Jestem bardzo zadowolony z tych dwóch dni zaciętej rywalizacji. Co prawda w sobotę żeglowałem suwerennie najszybciej finiszując w pierwszym wyścigu na drugim miejscu odrabiając systematycznie straty i wygrywając ,,spokojnie’’ dwa następne.  Nowy maszt i płozownica zrobiona przez Tomka Zakrzewskiego współpracowały ze sobą bardzo dobrze.

W niedziele w pierwszych dwóch biegach ,,szukałem’’ odpowiedniego ustawienia masztu na dużo silniejszy wiatr. Miejsca 5 i 7 pokazują, że z trymem nie było najlepiej, poza tym moje bieganie na starcie nie jest tak szybkie jak moich młodszych kolegów co powoduje szukaniem czystego wiatru i odrabianiem strat. Większość zawodników dysponuje doskonałym sprzętem i żegluje bardzo szybko, co nie ułatwia mi zadania.  Dominował Tomek Zakrzewski wygrywając te 2 wyścigi z dużą przewagą i mogło się wydawać, że tego dnia będzie poza zasięgiem.

Na trzeci wyścig dokonałem kolejnej małej korekty trymu, zmieniłem żagiel na bardziej płaski i założyłem inne płozy. Prędkość była już porównywalna a nawet bardzo dobra co pozwoliło mi  na rozegranie 3 bardzo pasjonujących wyścigów i bezpośrednią walkę z Tomkiem o zwycięstwo w tych regatach. Po wywalczeniu miejsca 1 i 2 ostatni wyścig decydował o tym kto wygra a roztrzygnięcie padło dosłownie na ostatnich metrach, kiedy to ,,rzutem na taśmę’’ wyprzedziłem go dosłownie o ułamek sekundy.

To były bardzo wyczerpujące regaty a takie wyścigi pozostają na długo w pamięci i właśnie dla takiej rywalizacji uwielbiam ten sport  !!!

wyniki tutaj

http://2021.sailingnet.pl/caligula-cup/results.html#tab

Pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Sezon bojerowy rozpoczęty

Miniony tydzień był dobry dla bojerowców We wtorek i środę trenowaliśmy na jeziorze Tałty, które jako jedno z niewielu miało wystarczająco gruby lód a jego powierzchnię pokrywała cienka warstwa szronu. Dla mnie była to też taka sentymentalna podróż w przeszłość, bo przecież to tam spędziłem swoje całe dzieciństwo, to tam z kolegami zbijaliśmy gwoździami dwie deski i mocowaliśmy do nich łyżwy a linami wiązaliśmy kawałek jakiegoś dłuższego prostego kawałka drewna, który służył za maszt. Żagiel to był kawałek prześcieradła ukradkiem wyniesionego z domu tak aby mama nie wiedziała :-) .   Tam też po raz pierwszy mój Tata zabrał mnie i mojego brata Huberta do Monotypa. Do dziś pamiętam ten hałas ciętego lodu przez duże ciężkie płozy i nas ciągających a raczej trzymających szoty grota oraz podnoszącą się płozownicę.  To tam też po raz pierwszy w wieku 14 lat poleciałem na DN-ie.  Jadąc do Tałt przez głowę przetoczyła mi się olbrzymia ilość wspomnień związanych z tym szczególnym dla mnie miejscem, które zapoczątkowało moją przygodę z żeglarstwem. Zima w Tałtach Pierwszego dnia rano termometr pokazywał – 16 stopni i na całe szczęście wiał słaby wiatr. Prognoza przewidywała ocieplenie, a więc wszystko wskazywało, że będzie to dobry dzień. I tak też się stało, rozegraliśmy wiele wyścigów, w których każdy z zawodników próbował ,,znaleźć’’ miejsce w kadłubie, bo dla większości było to pierwsze latanie w tym sezonie. Prawie cała czołówka krajowa,  a więc światowa J  zjawiła się w Tałtach, aby ,,wykorzystać’’ jak najlepiej tak długo oczekiwaną zimę. Ja jak zwykle miałem trochę nowych ,,rzeczy’’ do przetestowania, nową płozownicę oraz dwa żagle.  Mimo tego, że był to tylko trening – walka jak zwykle była o każdy metr, nikt nie odpuszczał.  Ja musiałem rozwiązać małe problemy techniczne, które mi trochę zakłóciły realizację zamierzeń, ale nadrobiłem to następnego dnia. Osiągaliśmy szybkości do 90 km/h a ściganie było fascynujące. ,,Szczęśliwie’’ zmęczeni  przed zmierzchem zeszliśmy z lodu. W środę ,,powtórka z rozrywki’’ z tym że rozpoczęliśmy dużo wcześniej bo po południu miał już zacząć padać marznący deszcz. Nie do wiary jak szybko zmienia się pogoda !  Tym bardziej dla nas żeglarzy lodowych każda godzina na lodzie jest bardzo cenna i jesteśmy nauczeni aby każdą minutę wykorzystywać efektywnie. Oblodzenie 1 stopnia :-) Tego dnia mogłem  już w 100% skoncentrować się na zmianach w trymie i szukaniu szybkości, którą znalazłem. Przynajmniej na ten dzień ;-) , bo w bojerach każdy dzień to nowy dzień i nikt nie ma gwarancji, że powtórnie będzie żeglował najszybciej.  Ten sport uczy pokory i dokonywania odpowiednich wyborów przy odpowiednim minimalizowaniu stopnia ryzyka. Długo by o tym pisać ;-) .

Czwartek to bardzo długi i intensywny trening przy silnym wietrze na jeziorze Dargin, gdzie w sobotę odbyły się pierwsze regaty.  Do południa czekaliśmy na wiatr a potem w końcu powiało. Rozegraliśmy 4 pasjonujące wyścigi na długiej trasie a ,,jazda’’ była bardzo szybka. Cieszy mnie fakt, że nadal mogę rywalizować z młodszymi od siebie zawodnikami, chociaż coraz bardziej widoczny jest mój deficyt szybkościowy na starcie.

Przed startem – jezioro Dargin

5,4,2,5 dało mi 4 miejsce w klasyfikacji generalnej ale najważniejsze jest to, że w tym krótkim czasie mogłem w warunkach bojowych przetestować dwa maszty i dwa żagle. Dokładna analiza przebiegu rywalizacji, różnych wariantów ustawienia masztów oraz doboru płóz będzie pomocna w znalezieniu rezerw szybkościowych w tych warunkach. ,,Jazda na zegary’’ idealnie pokazuje, kto ma ,,gaz’’ a komu go brakuje. Komfortowo czuli się Jarek Radzki – mistrz Europy i vice mistrz świata, Tomek Zakrzewski – 2 krotny mistrz świata oraz Robert Graczyk – wielokrotny vice mistrz świata, którzy stanęli na podium tych regat. Gratulacje ! Doskonale i bardzo szybko żeglował głodny medali w imprezach międzynarodowych Wojtek Baranowski. Za nami uplasowali się wielokrotny mistrz świata Michał Burczyński i aktualny mistrz świata Łukasz Zakrzewski, który miał duże problemy, aby nawiązać równorzędną walkę z czołówką.

A gdzie są nasi następcy? Nie ma ich za wielu, ale z całą pewnością należy podkreślić bardzo dobrą żeglugę  młodego Gucia Micińskiego, który jest już aktualnym vice mistrzem świata juniorów. Ścigając się z nami  zajął doskonałe 14 miejsce !!! Jestem przekonany, że przy odrobinie bardziej sprzyjających warunkach wietrznych a przede wszystkim ,,oblataniu” się w najszybszej flocie DN na świecie będzie szybko podnosił swój poziom sportowy.

Za tydzień – jak aura pozwoli – następne regaty :-)

pozdrowienia z Łupstycha

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Vendee Globe i Prada Cup – moja refleksja 2

W  regatach dookoła świata liderzy są już w drodze powrotnej i przekroczyli równik. Do mety pozostało im trochę więcej niż 3000 mil morskich. Aż trudno uwierzyć, że dystans między czołową piątką to tylko 100 mil. Dużym zaskoczeniem jest awans na 3 miejsce Borysa Hermana, tracący obecnie do lidera tylko ok. 30 mil, a przecież Przylądek Horn okrążył na 8 miejscu. Nie zapominajmy o kilkugodzinnym ,,bonusie’’ czasowym, który niewątpliwie odegra dużą rolę w momencie przekroczenia linii mety.  Ten niemiecki żeglarz dopiero na Atlantyku zaczął  wykorzystywać maksymalnie potencjał szybkościowy jachtu, który wyposażony jest w największe ,,foile’’, które dodają dodatkowe doładowanie turbo w sprzyjających warunkach wietrznych i falowych.  Do tej pory ,,oszczędzał’’ go żeglując na mniejszej powierzchni żagli niż rywale minimalizując ryzyka różnych awarii.

Yannick Bestaven, który miał przewagę ponad 400 mil spadł na 5 miejsce i aż trudno uwierzyć, że coś takiego jest możliwe. Niestety nie zawsze zbyt duża przewaga jest korzystna, ponieważ żeglujemy w innym systemie wiatrowym. Jestem przekonany, że większości z nas przytrafiła się podobna sytuacja, kiedy ,,parkowaliśmy’’ bez wiatru a rywale ,,opłynęli’’ nas dookoła..  Do mety jeszcze ,,kawałek’’ i z dużym zainteresowaniem regularnie sprawdzam pozycję jachtów oraz ich plasowanie się względem ,,pogody’’ oraz rywali.  Jeszcze może się dużo wydarzyć.

 

A sporo dzieje się w Auckland w eliminacjach Challengerów  do regat o Puchar Ameryki czyli regatach o nowej nazwie PRADA CUP.   Brytyjski Team Ineos, który  dosłownie trzy tygodnie temu ,,nie istniał’’, odrobił prace domowe z nawiązką i  wygrał wszystkie 4 wyścigi w pierwszym ,, bloku’’ serii Round Robin.  Dwa zwycięstwa i dwie porażki to rezultat poniżej oczekiwań włoskiego zespołu Luna Rosa a przegrane 4 wyścigi American Magic są na pewno szokiem  i dużym zaskoczeniem.  Teraz zaplanowane są 4 dni przerwy przed ,,powtórką z rozrywki’’, czyli serii, w której każdy team rywalizuje po 2 razy z każdym. Zwycięzca awansuje do finału, w którym 13.02 zmierzy się po raz pierwszy ze zwycięzcą półfinału, czyli Luna Rosą albo American Magic. Prawo walki o Puchar Ameryki  z Nowozelandczykami wywalczy zespół, który jako pierwszy zdobędzie 4 punkty.

 

Zespół brytyjski zaskoczył wszystkich nie tylko doskonałą szybkością i dobrymi manewrami ale przede wszystkim ,,czystą’’ żeglugą. Duet Ainslie – Scott podejmuje bardzo dobre decyzje i dominuje fazy przedstartowe oraz taktyczne rozgrywanie wyścigu w wymagających warunkach wietrznych. Pozazdrościć tego mogą ich rywale.

©Ineos Team UK

 

W zespole Luna Rosa widzę ewidentny brak taktyka, konwersacja między dwoma sternikami nie jest wystarczająco klarowna i brak jest decydenta. To moja opinia, mogę się mylić.  W ostatnim wyścigu mieli problemy z ,,softwarem’’ pokazującym dokładnie pozycję jachtu na trasie wyścigu, co uniemożliwia poprawną ocenę wirtualnych granic trasy. To doprowadziło do utraty prowadzenia z American Magic, kiedy to po wygranym starcie pierwszy zwrot przez sztag wykonali sporo za wcześnie a rywale pożeglowali za rufą dalej w korzystną lewą stronę. Na kolejnej halsówce z kolei wypłynęli za trasę i dostali karę – to strata minimum dwóch długości jachtu czyli około 50 m. W sytuacji kiedy gonisz i walczysz o każdy metr jest to najmniej potrzebne…

@Studio Borlenghi

Dean Barker nigdy nie był wystarczająco mocny psychicznie w ważnych momentach, nie wytrzymywał i nadal nie wytrzymuje presji, co niestety potwierdził podczas tych trzydniowych zmagań. Ani razu poprawnie nie wpłynął do ,,boxu’’  startowego a w ostatnim wyścigu przy silnym i porywistym wietrze podjął nie najlepszą decyzję okrążając lewą górną boję, wykonując zwrot przez sztag i odpadanie.  Odpadnięcie wokół prawego znaku i zrobienie zwrotu przez rufę byłoby dużo łatwiejsze, co zresztą sugerował Deanowi jego trymer grota. Dopłynięcie do mety wtedy byłoby już czystą formalnością a tak … stracili kontrolę i jacht wywrócił się.  Trochę zdziwiony byłem pasywną postawą Terriego Hutchinsona, który ,,zajęty’’ był bardziej pracą ,,na młynku’’, co pokazywały kamery i nie było słychać jego głosu. Najwyraźniej takie mieli ustalone procedury, że to sternik decyduje w takiej sytuacji.  Luna Rosa zaliczyła jeden ważny punkt a amerykański zespół pogrzebał szanse na odrobienie strat.

@ studio Borlenghi

 

©Ineos Team UK

Serdecznie pozdrawiam z mroźnego Łupstycha

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Życzę Wam błogosławionych i radosnych świąt Bożego Narodzenia a w Nowym Roku  zdrowia, spokoju, pomyślnych wiatrów i spełnienia marzeń.

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Puchar Ameryki i Vendee Globe – moja refleksja

Ostatnie dni spędzam przede wszystkim na śledzeniu Prada ACWS w Auckland  oraz na już bardziej pobieżnym obserwowaniu tego co dzieje się w Vendee Globe.

© Sailing Energy / American Magic

To co akurat wydarzyło się w wyścigu dookoła świata pozwala mi postawić  uzasadnione pytanie, czy warto było wprowadzić ,,foile’’. W połowie trasy, bo ,, foilowi’’ liderzy właśnie są na południe od Nowej Zelandii,  mają  zaledwie 350 -400 mil przewagi nad tradycyjnymi, ale zmodyfikowanymi jachtami.  W Cape Town zakończyło wyścig 6 nowoczesnych jednostek. Powód był jeden – problemy strukturalne kadłubów, a większość to  skutki zderzenia z UFO, czyli jakimś obiektem pływającym w oceanie.

Jeżeli do tego dodamy uszkodzony i obcięty foil Thomasa Ruyanta na LinkedOut po podobnej kolizji oraz problemy  faworyta tych regat Jeremiego Beyou na Charalu, który po trzech dniach musiał zawrócić do Les Sables, plus złamany maszt na Corum L’Epargne, to widzimy, że ponad 50 % nowoczesnych ,,foilowców’’, teamów z największymi budżetami straciło szansę na zwycięstwo. A to dopiero połowa wyścigu !  Wydaje mi się, że patrząc realnie na te fakty to odpowiedź na moje pytanie jest prosta. Raczej nie było warto… ale pogoń za ,,fruwaniem’’ i szybkością najwyraźniej zwyciężyła zdrowy rozsądek, i to nie tylko w tych regatach.

W Auckland, w Pucharze Ameryki wystartują tylko 4 Teamy, z najmniejszym budżetem każdego zespołu sięgającym 150 mln Euro i są to dane oficjalne, które są zazwyczaj zaniżane. Czy warto było? Te regaty o najstarsze trofeum żeglarskie zawsze były poligonem doświadczalnym w stosowaniu najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i projektowych. W tym przypadku AC 75 jest tak radykalną a zarazem tak skomplikowaną, kompleksową maszyną regatową,  że  dokładnie 3 lata temu niewielu mogło sobie wyobrazić, że w ogóle ,,coś takiego’’ jest możliwe do zaprojektowania, zbudowania a potem kontrolowania na wodzie.

© Sailing Energy / American Magic

Z tą kontrolą ,,lotu’’ nie jest jeszcze najlepiej u wszystkich 4 zespołów, co pokazują te pierwsze i ostatnie regaty z cyklu Prada World Series. Covid pozbawił teamy możliwości trenowania i startowania na Sardynii i Wielkiej Brytanii. Ten deficyt ,,opływania’’ jest widoczny teraz w Auckland, ale zdecydowanie najlepiej szybkościowo i manewrowo wygląda ETNZ. Ta różnica w szybkości zdecydowała o wygraniu przez nich tych regat, mimo bardzo złych, przegranych startów Burlinga, który nie ma absolutnie doświadczenia match racingowego, jest jak ,,dziecko we mgle’’. Na twarzy widać absolutny brak pewności siebie, jak odmienna jest ona w porównaniu z wyścigów w wygranym Pucharem Ameryki na Bermudach. Obecnie to najsłabsze ogniwo w tym zespole i do finału PA  rozgrywanie faz przedstartowych na symulatorze będzie zadaniem nr 1 dla niego.  Obecny sposób startowania ,,pod wiatr’’ a nie ,,połówką’’ faworyzuje doświadczonych zawodników meczowych i tu zdecydowanie najlepsi ,,w te klocki” są Barker i Spithill.  Jimmy ma jeden duży problem – on nie zmienia stron po zwrocie,  zostaje przez cały wyścig na tej samej, po drugiej jest Francesco Bruni – doświadczony i doskonały żeglarz. Ale, w ciasnych sytuacjach, podczas podejmowania decyzji w tempie błyskawicznym  na pewno taki podział nie ułatwia im perfekcyjnego wyegzekwowania planu. Podobnie jest na trasie wyścigu, każdy z  nich steruje tylko około 50 % czasu. Oni muszą rozumieć się ,,bez słów’’ ale na takie zgranie jest za mało czasu. Ciekaw jestem czy oni nie zmienią tego do Prada Cup.   Ale główny nacisk  położą podobnie do innych zespołów na szukanie rezerw szybkości, która zawsze była najważniejsza w każdym Pucharze Ameryki i nie tylko..

Pozytywnie zaskoczył mnie amerykański Team American Magic, prowadzony przez Terriego Hutchinsona. Ich szybkość, manewry a przede wszystkim doświadczenie Deana Barkera jest wielkim atutem. Jeszcze dwa tygodnie temu mieli duże problemy, aby utrzymać ,,Patriota’’ pod kontrolą.

Ujarzmianie Patriota – American Magic.

To pokazuje najwyraźniej jakie rezerwy i ile do nauczenia się ma każdy z zespołów. Niestety w każdym aspekcie od tej trójki odstaje brytyjski Team Ineos ze skipperem Benem Ainslie. Każdy zadaje sobie pytanie jak to jest w ogóle możliwe?  Jakie błędy i gdzie zostały popełnione? Na pewno największe na etapie projektowania i konstrukcyjnym.  Management teamu też nie jest na odpowiednim poziomie.   Ślepa wiara w to, że to co robimy bądź modyfikujemy będzie miało pozytywny skutek często kończy się katastrofą. Inaczej nie można określić obecnej sytuacji w jakiej znajduje się ten zespół.  Fala krytyki ze strony mediów, ,,gęste powietrze’’ w bazie wymagają natychmiastowej, szybkiej reakcji Bena. Potrzebne są zmiany osobowe a  szybkie znalezienie sposobu rozwiązania problemów technicznych jest kluczem do zmniejszenia dystansu do rywali.  Inaczej w Prada Cup będą tylko tłem…

Regaty o Puchar Ameryki to długa i bardzo trudna ,,przygoda’’.  Sztuką jest poradzenie sobie z presją nie tylko na wodzie, ale przede wszystkim na brzegu…Tak, ściganie się to wisienka na torcie i jak wszystko idzie dobrze to świat jest piękny, ale w żeglarstwie to są tylko momenty… Na sukces pracuje się dzień i noc, to nieustanne rozwiązywanie problemów, ciągła walka o  zrobienie małego kroku do przodu, o nieutracenie pewności siebie, o zachowanie świeżości i swobody w podejmowaniu decyzji będąc pod nieustannym obstrzałem mediów lub bossów albo ,,kolegów’’ z teamu… Przeżyłem to w Walencji podczas PA w 2007 roku, wiem jak to smakuje.  Wiem jak smakuje sukces ale nigdy nie zapomnę smaków porażek, które doprowadziły mnie tam gdzie doszedłem.

Wracając do Auckland – trzem teamom pozostały +- 3 tygodnie na ,,optymalizację’’ wszystkich  najważniejszych ,,rzeczy” zapisanych dużymi literami po tych regatach. To mało a zarazem dużo czasu, zobaczymy, który zespół ten okres wykorzysta najefektywniej.  Na pewno święta Bożego Narodzenia będą dla nich bardzo pracowite, ale to nic nowego w tym biznesie. Tak było w Walencji w 2007 J , tak jest za każdym razem… również na bojerach. Może uda nam się jeszcze polatać przed ,,lock downem”…

 

Pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone