SEZON BOJEROWY

Wszystko wskazuje na to, że ten sezon będzie bardzo krótki. Mistrzostwa Świata i Europy, które zaplanowane są na przełom stycznia i lutego prawie ze 100% pewnością odbędą się  w Szwecji.  Do dzisiaj mieliśmy nadzieję, że Niemiecka Flota  DN, która jest organizatorem tych regat przeniesie je do Polski, ale aktualna sytuacja pogodowa nie daje najmniejszych szans na to, aby jeziora na Mazurach zamarzły i lód uzyskał odpowiednią grubość.

 

W oczekiwaniu na zimę w ubiegłym tygodniu wybrałem się razem z Łukaszem Zakrzewskim, moim partnerem treningowym, do Szwecji na trening i regaty. Prawie idealne warunki lodowe panowały na dużym jeziorze koło Sandviken, gdzie dokładnie 20 lat temu zdobyłem mój pierwszy tytuł mistrza świata i Europy.

Czekała nas długa podróż. Z Łupstycha do Gdyni wyjechaliśmy o 5 rano, gdzie o 9 wypłynęlismy promem do Karlskrony.  Stamtąd  wyruszyliśmy w dalszą drogę o 20 i po przejechaniu ponad 700 km około godziny trzeciej nad ranem usnęliśmy w wygodnych łóżkach małego pensjonatu.

Dzięki uprzejmości STENA LINE pobyt na promie był bardzo relaksujący. Oprócz doskonałego jedzenia, w komfortowych warunkach mogliśmy odpocząć i zrelaksować się przed dalszą podróżą.

 

Z zaplanowanych 5 dni, na lodzie efektywnie spędziliśmy tylko trzy.

Czwartek – pierwszy dzień. Przy szybkiej jeździe i wietrze 6-9 m/s przetestowałem dwie nowe płozownice oraz nowy kadłub, zbudowany przez Darka Kardasia. Głównym zadaniem było jednak „znalezienie sobie miejsca”€™, tzn. przyzwyczajenie się do ścigania w pozycji leżącej. Nie ukrywam, że z wiekiem coraz trudniej jest utrzymać głowę w pozycji pionowej. Wieczorem czułem każdy mięsień, a przecież przepracowałem solidnie ostatnie miesiące, starając się wzmocnić wszystkie mięśnie i ich wytrzymałość.

W piątek, drugiego dnia naszych testów, założyłem nowy maszt zbudowany też przez Darka i moją ,,wyścigową”€™ płozownicę. Do godziny 12 wiało już bardzo solidnie, ale później tylko kilku bojerowców testowało sprzęt. Szkwały do 15 m/s przy padającym śniegu powodowały, że widoczność było bardzo kiepska i z tego powodu skończyliśmy wcześniej trening, co pozwoliło też moim ,, kościom”€™ odpocząć przed regatami. Byłem bardzo zadowolony z mojej szybkości, maszt pracował doskonale, a co najważniejsze nie złamał się w tych ekstremalnych warunkach, co przytrafiło się Łukaszowi.

W sobotę, pobudka o 7.00, śniadanie i na lód. Warunki perfekcyjne, słońce, wiatr 7-9 m/s i odrobinę chropowaty lód, ale bez śniegu.

Rozgrywamy 4 wyścigi, w których toczę ciężką walkę o zwycięstwa  z Tomkiem Zakrzewskim oraz Robertem Graczykiem, Czasami blisko jest jeszcze Szwed Tomas Lindgren. 3  wygrywane wyścigi  i jedno 2 miejsce dają mi prowadzenie.. Ta rywalizacja kosztowała mnie sporo sił, ale sauna i małe piwko w pełni je zregenerowały.

W niedzielę niestety nie ma wiatru, a miałem nadzieję, że przetestuję  przy mniejszym wietrze nowy żagiel i maszt. Prognoza na poniedziałek jest też mało obiecująca a więc podejmujemy decyzję o wcześniejszym powrocie.

W najbliższych dniach, podobnie do innych bojerowców większość czasu spędzę w warsztacie na optymalnym przygotowaniu sprzętu do regat. W tym bardzo skomplikowanym i zaawansowanym technologicznie sporcie wymagana jest perfekcja w każdym elemencie. Niestety nie mamy mechaników lub serwisantów, którzy by tę pracę wykonali za nas a my moglibyśmy skoncentrować się wyłącznie na przygotowaniu fizycznym i mentalnym.  Rozmarzyłem się trochę :)

pozdrawiam,
Karol

 

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Wesołych Świąt!

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

VOR

Telefonica wygrała 1 etap, 16 godzin później finiszował Camper z TNZ na pokładzie, który przez wiele dni i nocy próbował odrobić straty wyciskając z jachtu maksymalną szybkość i wywrzeć presję na żeglującego z przewagą ok. 100 mil morskich lidera. Iker Martinez i jego załoga, w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, zachowała jednak zdrowy rozsądek i prowadziła jacht konserwatywnie, kalkulując ewentualną stratę dystansu. Już wcześniej chwaliłem nawigatora teamu Telefonica, który ponownie po mistrzowsku wybrał kurs żeglugi w ostatnich dniach trwania wyścigu. W przeciwieństwie do Campera, nie pożeglował najkrótszą drogą do mety, co w pewnym momencie wyglądało bardzo ryzykownie, bo rywal nadrobił sporo dystansu, ale w końcowym rezultacie jego strategia zaowocowała zwiększeniem przewagi.

Z reguły ostatnie dni tego etapu załogi wykorzystują na pobicie 24 godzinnego rekordu szybkości, który został ustanowiony podczas ostatnich regat VOR przez jacht Ericsson 4 i wynosi 596.6 mil morskich. Teoretycznie dystans 600 nm powinien zostać ,,złamany” ale tym razem tylko Camper przeżeglował 554 mile morskie w ciągu doby w niezbyt optymalnych warunkach. Wydaje mi się też, że wszystkie załogi obawiają się poważnych awarii i ich głównym celem jest dopłynięcie do mety a nie bicie rekordów na co jeszcze przyjdzie czas.
Groupama jeszcze żegluje i we wtorek dopłynie do mety. Ten etap na długo zostanie w pamięci Franca Camasa i jego załogi, bo praktycznie od ponad 20 dni żeglują sami, daleko za liderami. Podejrzewam, że nawet to 3 miejsce nie będzie w stanie wynagrodzić frustracji spowodowanej obraniem błędnej strategii, która doprowadziła do straty prawie 800 mil morskich.
Załoga Pumy dotarła już do wyspy Tristan da Cuhna i przygotowuje jacht do załadunku na statek, który powinien dotrzeć do nich za kilka dni. W międzyczasie żeglarze cieszą się gościnnością mieszkańców wyspy i regenerują siły, bo dla tego teamu walka z czasem zacznie się tuż po dotarciu do Kapsztadu.
Team brzegowy chińskiego zespołu wykonał już część kadłuba, która zostanie wymieniona natychmiast po dopłynięciu statku transportującego jacht.
Jakby nie patrzeć, to sporo się już wydarzyło na pierwszym etapie. Nikt przecież nie spodziewał się, że dwa jachty stracą maszty. Nie wykluczone, że Team Sanya też mógłby stracić ,,palmę”, bo ma identyczną jak Team Abu Dhabi.
To dopiero początek wyścigu i jestem ciekaw czy Telefonica będzie dalej żeglować na tym samym, bardzo wysokim poziomie. Już w Alicante, kiedy obserwowałem wszystkie jachty podczas pierwszych minut pierwszego etapu, jacht hiszpański zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Widać było, że na większe podmuchy wiatru odpowiada bardzo dynamicznie i zachowuje się, tak jak nie ujeżdżony dziki koń, który rwie do przodu co sił w nogach.
Faktem jest, że karty będą na nowo potasowane i rozdane…

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

VOR

VOR – zostały tylko 3 yachty!!!!

W poniedziałek, przy wietrze wiejącym  z siłą 23 węzłów (nic ekstremalnego), Puma straciła maszt!!!!  Przyczyną w takim wypadku zazwyczaj jest pęknięcie jakiegoś małego okucia, co powoduje, że cała konstrukcja trzymająca zbudowany z włókna węglowego maszt łamie się jak zapałka.  Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało i załodze udało się uniknąć większych uszkodzeń kadłuba po sprawnym odcięciu want i fałów.
Stało się to praktycznie „na środku” oceanu, do najbliższego lądu jest ok. 2500 mil morskich i dla zespołu Pumy najważniejsze jest teraz wyścig z czasem i jak najszybsze dotarcie do Kapsztadu. Na zaimprowizowanym awaryjnym ożaglowaniu jacht poruszał się z szybkością 3 węzły i kierował się do małej wysepki o nazwie Tristan.
Tam ma dopłynąć specjalnie wysłany z RPA statek z  dźwigiem, gdzie Puma ma zostać załadowana na jego pokład. Będzie to trudne zadanie, ponieważ operacja ta będzie musiała odbyć się na wodzie.  Za mała głębokość w porcie uniemożliwia wpłynięcie do niego jachtu.
Obecnie Puma, żegluje już szybciej na silniku. Zatankowanie ok. 450 litrów paliwa od poproszonego o pomoc statku ZIM Monaco umożliwi osiągnięcie wysp Tristan da Cunha za około 3-4 dni.

W międzyczasie Telefonica żegluje najszybciej mając przewagę 107 mil morskich nad Camperem i ok. 310 nad Groupamą. Wszystkie załogi doskonale wiedzą, że ten wyścig nie jest zakończony przed przekroczeniem linii mety i sporo się może jeszcze wydarzyć. W najbliższych dniach jachty powinny żeglować coraz szybciej w ekstremalnych warunkach wietrznych i wielką sztuką będzie utrzymanie maksymalnej szybkości, wyciskanie tzw. maksa z jachtu ale bez przekroczenia limitu wytrzymałości sprzętu i załogi.

Po okrążeniu Fernando de Noronha, Telefonica zmierzając  na południe za prowadzącą Pumą,  postanowiła zaatakować  wybierając  kurs  na południowy wschód, co zaowocowało  objęciem prowadzenia i uzyskaniem prawie 20 milowej przewagi nad bezpośrednim rywalem. Ken Read i jego załoga nie próbowała się bronić, ponieważ była zadowolona ze swojego kursu i strategii. Przewidywali, że to właśnie oni będą żeglować przy silniejszym wietrze, ale niestety stało się inaczej. Na korektę kursu było wtedy za póżno.
Andrew Capy  jest jednym z najbardziej doświadczonych nawigatorów w VOR , w tym etapie prowadzi hiszpański jacht po optymalnej „linii”. Widać wyraźnie, że Iker Martinez i jego załoga mają pełne zaufanie do jego decyzji a jacht żegluje też bardzo szybko, co na pewno jest dużym atrybutem w tego rodzaju regatach. Różnica 0,5 węzła w prędkości jachtu to na wodzie + – 900 m na godzinę żeglugi, co oznacza ponad 21 km w ciągu doby!

Za kilka dni prowadzące jachty dotrą do strefy silniejszego i korzystniejszego poz względem kierunku wiatru i obiorą drogę do Kapsztadu.

 

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

VOR

Puma, która ponownie objęła prowadzenie i Telefonica przekroczyły  bezproblemowo równik, nie tracąc dystansu do  Campera,  który żegluje ze startą ok. 168 nm.  Załoga francuskiego  jachtu  Groupama  powoli będzie musiała zacząć myśleć o racjonowaniu jedzenia,  bo obecnie znajdują się ponad 350 nm za liderami. Są najbardziej na wschód i mają przed sobą jeszcze przekroczenie skomplikowanej, słabowiatrowej  strefy Doldrums, a  warunki wietrzne nie pomagają im odrobić strat.  Prognoza pogody dla nich też nie jest optymistyczna.  Do archipelagu wysp o nazwie Fernando de Noroncha, dla liderów wyścigu. możliwości taktyczne są ograniczone i liczy się tylko szybkość jachtu. Znów ciekawie zacznie się robić po jego okrążeniu, kiedy to jachty zmienią kurs do mety etapu. Nie ukrywam, że od ponad dziesięciu dni Telefonica  niesamowicie „ciśnie” Pumę, co nadaje temu etapowi sporo pikanterii. Szkoda tylko, że pozostałe dwa jachty zostały tak daleko z tyłu…

http://www.teamsanya.com/en/

W międzyczasie na lądzie trwa też bardzo intensywna walka z czasem. Jacht Sanya płynie już na statku do Kapsztadu, gdzie planowo ma dotrzeć pod koniec listopada.  Załoga i team doświadczonych „boatbuilderów” znajduje się już w Kapsztadzie i zaczynają intensywne budowanie dziobowej części kadłuba. Na naprawę uszkodzenia, po rozładowaniu jachtu, będą mieli praktycznie tydzień, bo celem załogi Mike’a Sandersona jest udział w tzw. wyścigu portowym, który odbędzie się 10 grudnia.

http://www.volvooceanrace.com

Z Lizbony, jacht Azzam załadowany  na inny statek  cargo wyruszył także  w podróż do mety pierwszego etapu. Planowana data dopłynięcia to 28 listopada.  Pracownicy firmy Future Fibres, którzy budowali maszty i bomy dla teamu Abu Dhabi Ocean Racing oraz Sanya,  intensywnie pracują nad wzmocnieniem ekstremalnie wyżyłowanych technologicznie masztów. Skipper Ian Walker, jego załoga jest w nieco bardziej komfortowej sytuacji bo spory zapas czasowy powinien być wystarczający na dokładne  „ustawienie”nowego masztu przed następnym etapem.

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

VOR

Nick Dana/Abu Dhabi Ocean Racing

Mimo tego, że tylko cztery jachty ścigają się na wielkim oceanie, to załogi walczą o każdy metr. W ostatnich 24 godzinach okazało się, że Groupama za samodzielną żeglugę wzdłuż wybrzeży Afryki zapłaciła stratą ponad 350 mil morskich do Pumy i jachtu hiszpańskiego. Camper stara się zniwelować swoją 160 milową stratę do prowadzącej dwójki i największą szansę będzie miał, kiedy liderzy wpłyną w strefę Doldrums i znacznie zwolnią. Strefa ta charakteryzuje się słabym i zmiennym, ale bardzo porywistym wiatrem. Żaden nawigator ani zespół pogodowy nie mają tam kontroli i dużo zależy od szczęścia, ale również od dokonywania odpowiednich decyzji taktycznych w zależności od tego co się widzi. Z reguły mówi się, że „west is the best” co dotychczas wydaje się potwierdzać, bo właśnie jacht Telefonica odrobił ponad 10 milową stratę do Pumy, żeglując równoległym kursem ale ponad 60 mil na zachód od swojego amerykańskiego rywala.
Ken Read i jego załoga jest sfrustrowana stratą tak ciężko wywalczonego prowadzenia, ale doskonale też wiedzą, że do mety w Kapsztadzie dużo się jeszcze wydarzy. Po przekroczeniu równika jachty będą musiały okrążyć najbardziej na zachód wysunięty, znajdujący się w pobliżu Brazylii punkt Fernando de Noronha.
Chris Nicolson i jego doświadczona załoga Emirates Team New Zealand chyba najbardziej odczuła skutki jednej błędnej decyzji. Byli na prowadzeniu po przepłynięciu Giblartaru obrali kurs na południe, a ich śladem podążył Franck Cammas. Telefonica i Puma pożeglowały w poszukiwaniu silniejszego wiatru na zachód, co okazało się właściwą decyzją. Co prawda Camper obrał później podobny kurs, ale poniósł bardzo duże starty.
Wszystkich nawigatorów wspierają tzw. zespoły routerów, które mają nieustanny dostęp do aktualnej prognozy pogody, analizują przesuwanie się niżów, poszukują optymalnego kursu  gwarantującego największą szybkość jachtu w najlepszych warunkach wietrznych. Aktualna pozycja między jachtami i wybór ich kursów pokazuje, że nie ma standardowych rozwiązań. I to jest piękne w żeglarstwie!
pozdrawiam,
Karol Jablonski

http://www.volvooceanrace.com/en/gallery/photos.html

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

Volvo Ocean Race

miałem niesamowitą przyjemność spędzić kilka dni w Alicante i obejrzeć końcowe przygotowania do pierwszego etapu oraz sam start  tych bardzo trudnych regat oceanicznych.

Zaproszony byłem przez CEO VOR Knuta Frostada, z którym znam się bardzo dobrze  z czasów, kiedy to rywalizowaliśmy na jachtach klasy Wally. On był sternikiem na wspaniałym 105′ keczu Nariida a ja dowodziłem 94′ Y3K. Rozmawiałem z nim nie tylko przyszłości tych regat  i jego pomysłach na zwiększenie ilości zespołów, ale również o wielu detalach dotyczących organizacji takiego projektu żeglarskiego, budżetów różnych teamów i sposobów ich pozyskiwania.
W krótkich rozmowach z moimi kolegami pracującymi w różnych teamach, dawało się wyczuć  spore napięcie i koncentrację. Mówili, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik i że nadszedł najwyższy czas, aby ruszyć do walki. Jednomyślnie uważali, że w tej edycji nie ma faworytów i że poziom  jest bardzo wyrównany,  może z wyjątkiem chińskiego zespołu Senya startującego na jachcie z poprzednich regat.
W sobotę w wiosce żeglarskiej było bardzo tłoczno i świątecznie.  Rodziny żeglarzy, tysiące kibiców oraz wielu znakomitych gości żegnało załogi 6 teamów. Na jachcie Azzam specjalnym gościem na pokładzie był sławny piłkarz Zinedine Zidane a  książe Filip, który kilka razy żeglował ze mną podczas regat o Puchar Ameryki, dał sygnał startu do pierwszego etapu.  Po wykonaniu dwóch pierwszych  okrążeń między bojami umiejscowionymi na zatoce, przed wyruszeniem w długą drogę do Cape Town goście specjalni skacząc do wody opuszczali jachty. Cała „operacja” odbyła się perfekcyjnie i wszyscy  zostali „wyłowieni” przez motorówki.
Bardzo ciekawy był sam moment startu, w którym nomen omen znowu doszło do małej kolizji, która nie została zanotowana przez większość obserwatorów. Tym razem to Frank Cammas,  w momencie wykonywania ostatniego zwrotu „musnął” dziobem  delikatnie Pumę. Faktem jest, że przy tym silnym wietrze jachty te przyspieszają bardzo szybko, ale też ogromnie tracą prędkość na zwrotach, szczególnie przez sztag, podczas których ruchomy kil musi zostać przeniesiony na drugą stronę, a taka operacja trwa ok. 20 – 30 sekund. Wygląda to trochę dziwnie, ale nie są to przecież jachty skonstruowane do ścigania się po krótkiej trasie, wymagającej wykonywania wielu manewrów. Załogi tych ekstremalnych „maszyn oceanicznych”  nie lubią  tzw. wyścigów portowych, które stały się  nieoddzielną częścią  tych regat. W tej edycji 20% punktów będzie do wygrania właśnie w takich wyścigach, a więc żaden zespół nie może ich lekceważyć.
W sobotę wieczorem podczas kolacji dowiedzieliśmy się, że jacht reprezentujący  Abu Dhabi stracił maszt. Wiatr wiejący z siłą ok. 35 węzłów a szczególnie bardzo wysoka, stroma i krótka fala testowała wytrzymałość wszystkich elementów. Duży pech załogi Iana Walkera już na samym początku tych długich regat. Najważniejsze jest teraz znalezienie przyczyny awarii i ewentualnie wzmocnienie zapasowego masztu. Następnego ranka kolejna zła wiadomość, Senya ma uszkodzony dziób po kolizji z jakimś twardym przedmiotem i musi zawinąć do najbliższego portu! W wyścigu pozostają cztery jachty, które po katorżniczym minięciu Giblartaru, przy potężnych falach i wietrze  wiejącym z  południowego zachodu o sile dochodzącej do 45 węzłów rozdzielają się. Francuzi wybrali starą drogę, wzdłuż wybrzeży Afryki a Camper, Puma i Telefonica pożeglowały na zachód w poszukiwaniu silniejszego wiatru.
Po wstawieniu nowego masztu, w środę wieczorem jacht  Azzam wrócił na trasę regat, ale już w piątek skipper Ian Walker podjął bardzo trudną decyzję o wycofaniu się z wyścigu. Powodem są problemy z właściwym trymem masztu, co mogłoby doprowadzić do jego małych uszkodzeń lub nawet straty, co oznaczałoby koniec regat dla nowego Teamu  Abu Dhabi Ocean Racing. Teraz jacht żegluje do Lizbony skąd popłynie statkiem do Cape Town.  Podobną drogą uda się  Senya,  ponieważ naprawa uszkodzonej części kadłuba jest bardzo skomplikowana i czasochłonna. W jachcie zostanie wymieniona cała część dziobowa, która jest w tej chwili budowana. Operacja taka zajmuje zazwyczaj 2 -3 tygodnie, ale tym razem team techniczny będzie miał tylko 7 dni na usunięcie awarii.

Organizatorzy VOR zainwestowali olbrzymie pieniądze w zwiększenie atrakcyjności oglądania zmagań załóg. Jakość HD, wywiady live z żeglarzami podczas kluczowych sytuacji, śledzenie komunikacji między żeglarzami na jachcie, sprawiają, że regaty te są wyjątkowe pod względem przekazu.
Na stronie www.volvooceanrace.com, klikając na Race Data można śledzić pozycje jachtów, ich szybkość i kurs. Bardzo fajną „zabawką” jest możliwość nanoszenia na trasę wyścigu prognozy pogody w wybranych odstępach czasowych.
Mimo tego, że na trasie regat pozostały tylko 4 jachty, to obserwowanie ich rywalizacji jest bardzo pasjonujące. Obecnie Puma objęła prowadzenie, wyprzedzając Telefonicę, która ma nadal problemy z szybkością w silnowiatrowych warunkach i żegluje 2-3 węzły wolniej od rywali. Camper nadrabia systematycznie straty i zbliża się nieustannie do jachtu amerykańskiego i hiszpańskiego. Groupama żeglująca wolniej  samotnie wzdłuż wybrzeży Afryki powoli traci  szybko swoją ponad 200 milową przewagę i w najbliższych 48 godzinach powinno się okazać czy obronią prowadzenie.  Zazwyczaj jachty znajdujące się bardziej na zachód mają możliwość szybszego przekroczenia bezwietrznej strefy równikowej, co nie ułatwi zadania  francuskiej załodze. Frank Cammas  i jego doświadczony team wierzą, że ich strategia  była prawidłowa i że będą liderami kiedy jachty zaczną zmniejszać dystans do siebie, wybierając optymalne miejsce do przekroczenia równika. Obecnie dystans między nimi wynosi ponad 500 mil morskich..

pozdrawiam z Lupstycha gdzie powoli czuć zimę, w nocy było – 5, najwyższy czas, aby poważnie zacząć przygotowania do sezonu bojerowego,

Karol Jabłoński

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

MAXI YACHT ROLEX CUP

Photo: Carlo Baroncini

 

W tych regatach, które odbywają się cyklicznie co rok na początku września na Sardynii w Porto Cervo wystartowałem ponownie na 148′ Saudade w klasie Super Maxi.
Naszym bezpośrednim rywalem był tradycyjnie jacht Visione, którego właścicielem jest Hasso Platner. W przeciwieństwie do naszej załogi, która składa się w 90% z amatorów, żeglarze zawodowi niemieckiego jachtu wygrali wspólnie ponad 30 razy Puchar Ameryki.
Pogoda tradycyjnie typowo żeglarska. Pierwsze 3 dni regat, to b. silny i ciepły wiatr, a ostatnie dwa to żegluga przy słabych podmuchach, które ledwo wystarczały, aby poruszać ważące po 160 ton i więcej te wspaniałe, olbrzymie jachty.

Photo: Carlo Baroncini

Saudade ze swoją olbrzymią powierzchnią żagli (1000 m2 na wiatr i ponad 2400 m2 z wiatrem) porusza się bardzo żwawo w warunkach słabo-wiatrowych i żeglowanie sprawia olbrzymią  przyjemność. Po prostu wszystko jest pod kontrolą, napięcia na szotach i fałach są w miarę „normalne” i hydraulika bez której żaden kabestan nie będzie się kręcił i nawet nie będzie można poluzować szotów grota, funkcjonuje bez większych problemów. Wszystko zmienia się diametralnie, gdy powieje 16 węzłów, czyli ok. 4 w skali B.

Photo: Carlo Baroncini

 

W pierwszych dwóch silno-wiatrowych wyścigach, mieliśmy spore problemy z kabestanami, które wybierały szoty nowej genuy 3DI.  Nie wytrzymywały potężnych obciążeń i wyginały się. Bęben przestawał się kręcić, co było jednoznaczne z końcem „ścigania się” i przejścia do „trybu” cruisingowego, w którym ważne było dopłynięcie do mety.  To była główna przyczyna naszych gorszych wyników w pierwszych dwóch wyścigach. Miejsca 5 i 6 we flocie 8 jachtów nie zadowalały nas i były bardzo frustrujące, bo wiedzieliśmy, że stać nas na więcej.

Photo: Carlo Baroncini

Prawdziwą „sztukę jazdy” pokazaliśmy przy słabszym wietrze w dwóch ostatnich wyścigach, przekraczając linię mety z bardzo dużą przewagą nad innymi jachtami. To też pozwoliło nam poprawić wynik rywalizacji z Visione  na 2:2, który jest satysfakcjonujący.
W mojej „prywatnej” statystyce mogę zanotować 4 bardzo dobre, wygrane starty, które otwierały nam drogę do dobrego wyniku.
Miejsce 3 w formule pomiarowej IRC jest OK, ale akurat na tych potężnych jachtach wynik jest mniej ważny. Priorytetem jest bezpieczna rywalizacja i przyjemność z niej.  Sztuka polega na tym, aby właściciel jachtu, który nim steruje był zadowolony z przebiegu regat. W innym razie może mu zabraknąć motywacji i chęci do kontynuowania swojego „hobby”.

Pozdrawiam,
Karol Jabłoński

WYNIKI:

Supermaxi Class - IRC - Summary (Provisional) - as of 10 September 2011 at 16:46

Opublikowano Superyacht, Żeglarstwo morskie | Komentarze są wyłączone

Dzień z Mistrzem

 

Dzien z mistrzem

Dzien z mistrzem

http://www.orange.pl/kid,4000121645,id,4001405411,title,Dzien-z-Karolem-Jablonskim,video.html

Opublikowano Match Race | Komentarze są wyłączone

FLAUTA…

to chyba najtrafniejsze określenie tego, co obecnie dzieje się w profesjonalnym żeglarstwie. Mimo tego, że trwają przygotowania do następnej edycji regat o Puchar Ameryki, że odbywa się cykl regat MedCup, RC 44 i Extreme 40, to większość bardzo doświadczonych  żeglarzy zawodowych ma dużo czasu wolnego, który wykorzystują w różny sposób.
Ja ten rok poświęcam na regenerację sił, bo po ponad 20 latach intensywnego ścigania się latem i zimą czułem się „lekkO” wypalony. Nie znaczy to, że w ogóle nie żegluje i że nie interesuje mnie sport.  W przeciwieństwie, w końcu mam więcej czasu dla siebie,  a przede wszystkim dla rodziny. Nie jestem tzw. gościem w domu, co było standardem w ostatnich 30 latach, jak ten czas leci !
Przed kilkoma dniami wróciłem z Sopotu, gdzie „gościnnie”  wystartowałem w regatach Sopot Match Race. Przemek Tarnacki i jego team po raz 8 zorganizowali wspaniałą imprezę na najwyższym światowym poziomie a zapraszając czołowych żeglarzy meczowych z Francji, Nowej Zelandii, Australii i Włoch postawili przede mną bardzo trudne zadanie. Żartując mogę powiedzieć, że w meczach startuję regularnie… raz do roku :)

Foto: www.sopotmatchrace.com

Tym razem było jeszcze trudniej, bo ścigałem się z kompletnie nową załogą, chłopakami, którzy też nigdy wcześniej ze sobą nie żeglowali.  2 dni wspólnego treningu z załogą Przemka pomogły nam w jakimś stopniu zgrać się i opanować jacht, ale byliśmy sporo oddaleni od perfekcji, na uzyskanie której potrzebne są przecież lata wspólnych startów.
Mimo to wygraliśmy podwójną serię round robin, której początek był mało optymistyczny, ale w trakcie jej trwania wpadliśmy w rytm.
W finale rozegranym przy równym wietrze wiejącym z morza o sile 13-15 węzłów, przegraliśmy 3:1 z załogą Francuza Morvana. Wyścigi odbyły się blisko mola, przy wspaniałym słońcu a tysiące kibiców mogło oglądać nasze zmagania z bliska.
Do wygrania zabrakło nam przede wszystkim „zwierzęcej” siły, która w konfrontacji z zawodowymi żeglarzami była bardzo widoczna przy precyzji wykonywania większości manewrów oraz szybkości jachtu na halsie.  Marek Stańczyk, Paweł Górski i Dominik Niśkiewicz podczas wszystkich wyścigów dawali z siebie wszystko i generalnie mówiąc wykonali kawał dobrej roboty, co odzwierciedla „dotarcie”  aż do finału regat 1 stopnia. Ja zrobiłem też sporo błędów, których nie sposób uniknąć jak się żegluje z taką częstotliwością i tu należą się duże dzięki dla mojej załogi za wyrozumiałość.
Jedno jest pewne, match race jest tą formą żeglarstwa, która mi bardzo odpowiada i najbardziej pasjonuje. Nie wykluczone, że w przyszłym sezonie pożegluję intensywniej w meczach.

Na początku września wystartuję po raz kolejny na 148″ jachcie Saudade w regatach Rolex Maxi Yacht Cup. Mam nadzieję, że tym razem nie powieje za mocno i nie będziemy mieć dużych problemów z osprzętem jakie mieliśmy podczas czerwcowych regat Loro Piana Superyacht Cup.

Zima i następny sezon letni zbliżają się bardzo szybko…

pozdrawiam z Łupstycha

Karol

 

Końcowa klasyfikacja regat Sopot Match Race 2011:

  1. Pierre Antoine Mrovan (FRA)
  2. Karol Jabłoński (POL)
  3. Eric Monnin (SUI)
  4. Przemysław Tarnacki (POL)
  5. Keith Swinton (AUS)
  6. Reuben Corbett (NZL)
  7. Simone Ferrarese (ITA)
  8. Karol Górski (POL)
  9. Andriey Arbuzov (RUS)

Zwycięska załoga płynęła w składzie:

  • Pierre Antoine Morvan – sternik
  • Cedric Chateau
  • Steven Liorzou
  • Mathiev Renault

Skład załogi, która zajęła drugie miejsce:

  • Karol Jabłoński – sternik
  • Marek Stańczyk
  • Dominik Niśkiewicz
  • Paweł Górski

Skład załogi, która zajęła 3 miejsce:

  • Eric Monnin – sternik
  • Julien Falxa
  • Simon Bruegger
  • Marc Monnin
Opublikowano Match Race | Komentarze są wyłączone