TO już maj :-)

Już 1 maja a ja znów poleniuchowałem z opisywaniem tego, co się działo i dzieje w moim życiu sportowym.

Zima się szybko skończyła i w Polsce nie odbyły się żadne regaty. W marcu poleciałem na Majorkę potrenować wspólnie z Tomkiem Stańczykiem naszą najlepszą i jedyną załogę w klasie 49 FX.  Treningi były bardzo efektywne, tym bardziej, że Ola z Kingą mogły trenować w grupie 5 osobowej z najlepszymi załogami, co było dla nich bardzo nobilitujące.  W ciągu trzech dni wykonaliśmy kawał solidniej pracy, szlifując przede wszystkim elementy techniczne podczas startów. Niestety Covid 19 spowodował, że wszyscy żeglarze i trenerzy byli zmuszeni do powrotu do domu. Wszystkie regaty zostały odwołane i będąc tam nikt sobie nie zdawał sprawy, że następne tygodnie przyjdzie spędzić nam w tak dużej izolacji.

Zmiana systemu komunikowania, przełożenie IO o rok oznaczały duże ,,przemeblowanie’’  w funkcjonowaniu i w planowaniu dotychczasowych działań.

w pracy z ochroną twarzy przed słońcem a obecnie przed wirusem…

 

Z Hiszpanii dostałem info, że to już 13 lat minęło od naszych startów w PA w Walencji.

Nie mogę uwierzyć w to, że czas płynie tak szybko… miłe wspomnienia,

Zapraszam do obejrzenia skrótów z naszych dwóch najlepszych pojedynków w półfinale LVC stoczonych z ETNZ.

Niesamowite emocje – jeszcze teraz…  aż łezka w oku się zakręciła :-)

https://www.youtube.com/watch?feature=youtu.be&v=UmgtNmAbOgQ&app=desktop

https://m.youtube.com/watch?feature=youtu.be&v=ydx6uYH3dOo

a co dalej ? zobaczymy. Na razie wszystko  wskazuje na to, że  pierwsze regaty odbędą się na początku września – dla mnie byłby to start na Maxi Yacht Rolex Cup.

Sytuacja spowodowana przez pandemię sprawiła, że praktycznie wszyscy żeglarze zawodowi zostali bez pracy… pewne jest, że kryzys ten spowoduje dużą redukcję liczby dużych jachtów  biorących udział w regatach a więc dużo mniejszy rynek pracy. Nic nie będzie już tak jak do tej pory i do tej nowej rzeczywistości będziemy musieli się przyzwyczaić.

Ogród wygląda lepiej niż zwykle, wykonałem dużo pracy . W ,, normalnych czasach” byłbym gdzieś w podróży… a dziś popłynąłem kajakiem i mimo dobrej pogody na jeziorze było spokojnie. Żadnych wariatów szalejących na jet ski i motorówkach, tylko trenujący kanadyjkarze i żeglarze. Dla mnie mogłoby tak zostać :-) ale tylko na jeziorze !

Pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Mistrzostwa świata – srebrny medal

Mistrzostwa świata odbyły się praktycznie w ciągu dwóch pierwszych dni. Na jeziorze Orsasjon rozegraliśmy tylko 4 wyścigi, w których zająłem następujące miejsca: 26, 1,1,1. Z 29 punktami zająłem doskonałe 2 miejsce i jest to mój 5 tytuł vice mistrza świata.  Łukasz Zakrzewski, który żeglował najrówniej po raz pierwszy wywalczył złoty medal a na trzecim miejscu uplasował się młody, bardzo utalentowany rosyjski bojerowiec Anton Didenko.

Pierwszego dnia było bardzo mokro…

Na rozegranie kolejnych wyścigów zabrakło wiatru.

tak natura ,,rzeźbi” lód

Jestem bardzo zadowolony z faktu, że mimo 58 lat  nadal rywalizuję z moimi dużo młodszymi rywalami. 3 wygrane wyścigi, w tym dwa ostatnie z dużą przewagą pokazują, że przy słabym wietrze nadal nadaję ton rywalizacji.

 

Obecnie praktycznie wszyscy zawodnicy  w ,,złotej” grupie dysponują już doskonałym sprzętem i najmniejszy błąd w doborze płóz lub trymie ma duże konsekwencje.  Taki ,,wymuszony” błąd zdarzył mi się w pierwszym wyścigu, kiedy to, krótko przed startem siła wiatru zaczęła się mocno wzmagać a ja nie miałem już możliwości odpowiednio zareagować.  Miałem zbyt małą prędkość, aby odrobić dodatkowe straty spowodowane niekorzystną zmianą wiatru.

Dobrze, że ,,pozbierałem’’ się i w następnych wyścigach było już ,,normalnie” :-)

w tym wyścigu miałem też dużą przewagę nad drugim – P 31. ja już żegluje na bagsztagu…

Mistrzostwa Europy nie odbyły się i dzisiaj wracamy do kraju.

 

 

Pozdrowienia ze Sztokholmu.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Ach ta zima ;-)

To już koniec stycznia i wszystko wskazuje na to, że szanse na lód w Polsce topnieją z dnia na dzień.   Mistrzostwa świata już za 10 dni i na 99.9 % odbędą się w Szwecji, a dokładnie gdzie dowiemy się w czwartek lub piątek.  Finlandia, którą ,,obstawiałem’’ została zasypana śniegiem.

Haapsalu Mś 2014 – wyścig z łabędziem.

Obecnie mamy dwie lokalizacje, które są brane pod uwagę: Orsa – czyli znane miejsce gdzie byłem niedawno i jezioro Dellen koło Hudiksvall.

Logistycznie mam już wszystko dopięte, w środę wieczorem promem do Szwecji a potem … zobaczymy gdzie poprowadzi nas nasz ,,wódz”.

dla takich chwil warto jest podróżować 24 godziny :-)

Ostatnie przygotowania sprzętu są w toku, muszę dokładnie sprawdzić każdy detal, bo nie ścigałem się przecież w zeszłym roku a lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik.

Cieszę się na spotkanie z tą niewielką międzynarodową grupą ,,ostatnich dinozaurów’’, jak nazywa nas moja żona Iza. Biorąc pod uwagę to co dzieje się z pogodą i jeżeli ten trend się tak utrzyma to na pewno bojery jak i inne sporty zimowe będą powoli umierać śmiercią naturalną.

Regaty Masters Cup na jeziorze Orsa

Ja jestem wdzięczny losowi, że ,,trafiłem’’ na najlepsze lata tego fascynującego sportu, co częściowo oddają zamieszczone zdjęcia. Pamiętam doskonale moje pierwsze latanie na DN-ie na jeziorze Tałty, miałem wtedy 14 lat. Teraz w wieku 58, nadal ciągnie mnie na lód jak wilka do lasu. Czy nie jest to genialne?  ,,Odpuściłem’’ kilka lat,  mieszkając w Hiszpanii oraz poprzedni rok, kiedy ,,podróżowałem’’ z naszymi olimpijczykami. Ale była to usprawiedliwiona nieobecność :-)

Mistrzostwa świata 2016 Szwecja

W tym sezonie postanowiłem już wcześniej, że wystartuje na mistrzostwach świata i Europy, tym bardziej, że organizuje je nasza Polska Flota DN. A to, że jedziemy do innego kraju to dla nas chleb powszedni.  Z poważnych przygotowań praktycznie nic nie wyszło. Dobrze, że ,,polatałem’’ te kilka dni w Szwecji… start na ,,świeżości’’ to też atrakcja, cel numer 1 to mieć przyjemność ze ścigania się i bycia częścią wyjątkowego wydarzenia sportowego.

pozdrowienia

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Międzynarodowe regaty bojerowe w Szwecji

Pierwsze moje latanie w tym sezonie po dłuższej przerwie i nie było wcale tak źle.

Zająłem doskonałe 2 miejsce. Rozegraliśmy 3 wyścigi – tylko przy słabym wietrze. Ściganie się w takich warunkach wymaga bardzo dobrego wyczucia wiatru i jego porywów oraz zmian. Do tego dochodzi umiejętność szybkiego rozpędzenia się i utrzymania prędkości.  Na początku sezonu zazwyczaj ,,głowa’’ ucieka do tyłu i trudno znaleźć sobie miejsce w kokpicie, ale jakoś sobie poradziłem :-)

3,3 i 2  świadczą o szybkiej i dobrej żegludze – w każdym wyścigu goniłem moich rywali, do czego się już przyzwyczaiłem. Na starcie nie biegam już tak szybko i nie będzie lepiej. Zdaję sobie z tego sprawę i mam przygotowaną odpowiednią taktykę na każdą pierwszą halsówkę, chodzi o to aby przede wszystkim minimalizować straty :-)

 

Regaty wygrał Tomek Zakrzewski a miejscami 2,2,3 a trzeci był jego brat Łukasz, 1,6,5.

 

Jestem bardzo zadowolony, że mogłem nawiązać z nimi równorzędną walkę. Pozytywnie zdał nowo zaprojektowany i wyprodukowany w Gdańsku nowy radialny żagiel, który wzbudził tu duże zainteresowanie u większości bojerowców.

dzień pierwszy – mokro ale mimo to dobry nastrój :-) 24 godziny póżniej – sucho i słonecznie – nastrój też dobry :-)

A mieszkam w takim małym domku… (pierwszy z prawej)

Zostaję tutaj jeszcze dwa dni aby potrenować, bo wszystko wskazuje, że będzie to ostatnia możliwość pożeglowania, przed mistrzostwami świata i Europy, które rozpoczną się 9 lutego.  Mała szansa, że odbędą się w Polsce bo prognozy pogody nie są obiecujące. Pożyjemy  zobaczymy.

 

Pozdrowienia z Orso

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Zeszyty żeglarskie – wywiad

https://zeszytyzeglarskie.pl/korespondencja-z-auckland-wywiad-z-karolem-jablonskim/

Korespondencja z Auckland: wywiad z Karolem Jabłońskim.

Tomek M. Głowacki: Mistrzostwa Świata w Auckland, Nowa Zelandia, 3-8 grudnia, 2019 roku, w klasie 49er, 49erFX i Nacra 17  — zakończone. Tym razem walczyłeś o zwycięstwo, ale w inny sposób niż zwykle. W takiej samej roli byleś, jak współpracowałeś z Mateuszem Kusznierewiczem. A więc, była to podobna rola jak na Igrzyskach Olimpijskich w Savannah 1996r?  Jakbyś określił swoją rolę i co w takiej roli uważasz za najtrudniejsze?

Karol Jabłoński: Moja rola jest ściśle określona już od dłuższego czasu. Ja jestem trenerem głównym polskiego teamu olimpijskiego i z większością żeglarzy pracuję już od półtora roku. Praca polega na przekazaniu całego mojego doświadczenia w sposób umiejętny, co nie jest łatwe do zrealizowania, ponieważ mam problem z ,,dotarciem’’ do większości zawodników. I jest to niestety bardzo frustrujące. Od tamtych Igrzysk minęło już bardzo wiele lat… sport olimpijski też się zmienił ogromnie. Praca z Mateuszem zabrała mi prawie cały rok i zakończyła się bardzo dobrze. To wyjątkowy żeglarz o mocnej psychice, a moja pomoc okazała się na tyle skuteczna, że osiągnęliśmy tam ogromny sukces. Obecnie jest zupełnie inaczej…

TG. Ważne jest to, aby każdą imprezę odpowiednio podsumować. W jednej z Twoich wypowiedzi mówisz: “Jeśli wygrywam, to jest super, ale jak nie wychodzi, to świat się nie wali. Trzeba dokładnie przeanalizować, co się wydarzyło. Znaleźć przyczyny, dlaczego nie wyszło, i nazwać je po imieniu. Nie wolno się oszukiwać…”.
Jak byś podsumował te mistrzostwa. Co było dobre, co złe i jaką drogą pójść dalej?

KJ. To są moje ,,procedury’’, sposób myślenia oraz funkcjonowania. Według tego schematu pracuję już od bardzo wielu lat. Teraz jest za wcześnie aby przedstawić takie dokładne podsumowanie tych mistrzostw, choć swoją analizę mam już prawie gotową … Z pewnością były to jedne z najtrudniejszych mistrzostw świata, trwały 7 dni, a rozgrywano codziennie po cztery lub trzy wyścigi. Do tego zmienne warunki wietrzne i falowe powodowały, że nie było takiej szablonowej jazdy. Trzeba było mieć oczy zawsze otwarte i przewidywać, co wydarzy się z wiatrem.                                                                                                                                                             Najważniejsze jest to, że zawodnicy zdobyli dla Polski klasyfikację olimpijską. Bardzo dobrze oceniam start naszej żeńskiej załogi w klasie 49erFX, Oli Melzackiej i Kingi Łobody, których trenerem jest Tomek Stańczyk. One żeglują dopiero drugi rok i mają najmniejszy staż. Ola miała kontuzję i nie wiedzieliśmy czy tutaj wystartuje, a zajęły doskonałe 12-te miejsce, nawiązując równą walkę z czołówką światową, która jest dużo bardziej doświadczona. Naturalnie, cieszę się też ze zdobycia kwalifikacji przez załogę męską. Faktem jest, że nie jestem absolutnie zadowolony z ich stylu żeglowania. Konkretna analiza musi nastąpić bardzo szybko ponieważ następne Mistrzostwa są już w lutym w Australii. Tak więc, dużo czasu na korektę i przemyślenia nie ma. Co innego jest wiedzieć nad czym trzeba pracować, a co innego wdrożyć to podczas wyścigów. Na to potrzeba sporo czasu, szczególnie jeżeli chodzi o podniesienie odporności na stres sportowy oraz ,,opanowanie “ presji. Podejmowanie właściwych decyzji podczas wyścigów w regatach mistrzowskich jest możliwe tylko z ,,zimną’’ głową, a takiej brakuje wszystkim naszym zawodnikom.

TG. W oczekiwaniu na samolot nasza rozmowa musi być siłą rzeczy krótka i dlatego odwołam się do książki, którą mi podarowałeś Czarodziej Wiatru. Jest to obszerny wywiad z Tobą prowadzony przez Wojciecha Zawioła. Dawno tak szybko nie przewracałem kartek jak tym razem. To jest bardzo inspirujące wyznanie, które powinien przeczytać każdy młody człowiek, a szczególnie ci, którzy nie mają jeszcze celu w życiu, albo mają cel, ale nie wiedzą jak go osiągnąć. Gdzie można kupić tę książkę?

KJ. Cieszę się, że Ciebie też ,,wciągnęła’’ . Książka jest dostępna w Internecie, a najlepiej szukać jej wpisując tytuł: Czarodziej Wiatru – życie na regatach, czyli historia wyjątkowego żeglarza.

Czarodziej Wiatruhttps://www.ceneo.pl/45163983

TG. W książce piszesz: “żeglowanie na dużych jachtach nastąpiło po kilku latach ścigania się na mniejszych żaglówkach, które nawiasem mówiąc, budowałem w stoczni jachtowej w Steinhude koło Hanoweru, gdzie mieszkałem przez kilka lat po wyjeździe do Niemiec
Czy chodzi Ci po głowie taki pomysł, aby otworzyć nową stocznię. Teraz! W Polsce!, np. “Jabłoński Offshore Design” i budować na przykład takie jachty jak ten – “Wilk w owczej skórze”.

Wilk w owczej skorze“Wilk w owczej skórze”

(Śmiech) Tomek, ja zbliżam się pomału do sześćdziesiątki i to jest zdecydowanie za późno, aby otwierać stocznię. Gdybym chciał to zrobić to może zrobiłbym to w latach 90-tych kiedy zacząłem importować jachty do Niemiec z Polski, ale nigdy nie rozważałem takiej opcji. Wyznaję zasadę, że aby jeść bułki, nie trzeba budować piekarni. Koncentrowałem się na tym co umiem robić najlepiej czyli na żeglarstwie. A w Polsce stoczni jest dużo. Budują praktycznie wszystko, w różnych technologiach.

TG. W twoich dążeniach zawsze było, aby zasiąść za sterem “dużych” jachtów. Czy widzisz się za sterem statku rejowego, jak ten poniżej?

statek rejowyKJ. To jest mały stateczek, który tu widzę. Ja żeglowałem jako taktyk na 68 metrowym Hetairos’ie, nie włączając 10 metrowego bukszprytu. Powierzchnia żagli na wiatr wynosi 1800 m2, a jak postawiliśmy wszystkie to mieliśmy 3800 m2. To jest niesamowite przeżycie i zarazem wielka odpowiedzialność. Dowodzenie trzydziestosześcioosobową, bardzo doświadczoną załogą, wymaga ogromnego doświadczenia. Podjąłem się tego wyzwania, bo byłem przekonany, że sobie dobrze poradzę, I tak też było. Ja kocham żeglarstwo, inaczej nie wytrzymałbym w tym trudnym sporcie przez tyle lat. Każdy jacht ma swoją specyfikę i swoją urodę, i trzeba to tylko odnaleźć. Jestem szczęśliwy, obojętnie na jakim jachcie żegluję.

Czas wsiadać do samolotu. Jeszcze przez chwilę słuchamy muzyki Klausa Schulze. Dziękuję za rozmowę. Przyjemnej podróży.

Rozmawiał: Tomek M. Głowacki

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

cel minimum zrealizowany.

49er i 49 FX wywalczyli kwalifikacje dla Polski na IO.

Ostatniego dnia mistrzostw świata prognoza pogody sprawdziła się w 100 %, wiało silnie a do tego wysoka, stroma fala szczególnie na trasie Takapuna, gdzie ścigały się dziewczyny. Ola z Kingą, mimo doskonałych startów nie dopływały do mety w czołówce. W porównaniu z innymi czołowymi załogami są odrobinę lżejsze, co w tych ekstremalnych warunkach ma znaczące znaczenie na kontrolę FX-a i jego szybkość.   Po wyścigach powiedziały, że po raz pierwszy ścigały się na tak trudnej fali.  Problemem jest ,,jazda w ślizgu’’ na pełnym, kiedy to rozpędzony FX wbija się w falę i zatrzymuje się, co najczęściej prowadzi do wywrotek i nie omija to nawet najlepszych teamów.

Mistrzyniami świata zostały Holenderki, które po przekroczeniu linii mety się wywróciły :-)

Ich 12 miejsce uważam za bardzo dobre, kilka rewelacyjnych wyścigów w ich wykonaniu pokazało olbrzymi potencjał drzemiący w tej młodej załodze uważnie  trenowanej przez  Tomka Stańczyka.  Zostały zauważone przez innych trenerów i zyskały respekt u innych zawodniczek, co nie jest bez znaczenia.

Łukasz z Pawłem zajęli 10 miejsce i rzutem na taśmę zdobyli kwalifikację, co ułatwi finansowanie i realizację dalszych planów.

Dominik skończył regaty na rozczarowującym 25 miejscu mimo, że w pierwszych dwóch dniach pokazał z Szymonem, że mogą żeglować w czołówce. Co się wydarzyło potem będzie podlegać szczegółowej analizie.

Doświadczona załoga Przybytek – Kołodziński praktycznie nie błysnęła w żadnym wyścigu….  Nie mogli nawiązać równorzędnej rywalizacji w żadnych warunkach z czołowymi załogami, z którymi przecież wygrywali już niejednokrotnie.

Najwyraźniej obie załogi a przede wszystkim ich sternicy mają olbrzymie problemy z poradzeniem sobie z presją, stresem sportowym.   A ,,ciśnienie’’ będzie rosło w miarę zbliżania się IO…

Mistrzami świata zostali faworyci, Burling – Tuke, którzy w wyścigu medalowym musieli dać z siebie wszystko, aby zniwelować stratę z pierwszej halsówki do niemieckiej załogi Heil – Ploessel, prowadzącej ten wyścig i mistrzostwa.

wyniki tutaj https://49er.org/event/2019-world-championship/#49erresults

Po 30 godzinnej podróży dotarłem do domu.

pozdrowienia z Łupstycha

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Mistrzostwa świata w klasie 49 er i 49FX

Powoli te długie i trudne mistrzostwa świata zbliżają się do końca,

Warunki wietrzne i falowe były dla wszystkich zawodników wielkim wyzwaniem.  Praktycznie w każdym wyścigu zmieniały się jak w kalejdoskopie i nie było tzw. szablonów, którym można by było zaufać.

 

Regaty są doskonale zorganizowane a przekaz w mediach jest ponad przeciętny, Telewizja Sky Sport  Live i sidelineapp pokazuje  na żywo relacje z kilku tras.

 

Z zaplanowanych 17 wyścigów rozegrano już 15 w klasie 49 er,  pozostałe 2 i medal race odbędą się jutro.
Prowadzą faworyci Burling Tuke, którzy profitują z solidnej równej żeglugi bez wpadek.

Łukasz z Pawłem awansowali na 10 miejsce i mają duże szanse na awans do wyścigu medalowego, co też najprawdopodobniej zagwarantowałoby Polsce prawo startu na IO w Tokio.

 

Ola z Kingą walczą wspaniale i pokazują, że są w stanie bez kompleksów rywalizować z zawodniczkami z dużo większym stażem.  Po 14 wyścigach zajmują doskonałą 10 pozycję i jutro będą dalej walczyć o miejsce pierwszej dziesiątce.

Na ostatni dzień regat prognozy przewidują silny  północny wiatr,  a więc sporo będzie się mogło jeszcze wydarzyć.

ja jutro wieczorem wracam już do domu, najwyższy czas….

więcej info na https://49er.org/event/2019-world-championship/

pozdrowienia

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Pozdrowienia z Auckland

 

W pierwszym tygodniu grudnia odbędą się tutaj mistrzostwa świata w klasie 49er i FX.

Od pierwszych dni listopada nasze dwie załogi męskie i jedna żeńska przygotowują się tutaj do tego ważnego startu.

Ola z Kingą są już w doskonałej formie !
Celem podstawowym jest wywalczenie kwalifikacji olimpijskich, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie wszystko.  Łukasz Przybytek z Pawłem Kołodzińskim oraz Dominik Buksak z Szymonem Wierzbickim są doskonale przygotowani i miejsce w czołówce będzie dobrą platformą do budowania formy na IO w Enoshimie.

Ola Melzacka z Kingą Łobodą po dłuższej przerwie spowodowanej poważną kontuzją sterniczki są ponownie w doskonałej formie i miejsce w wyścigu medalowym byłoby ogromnym sukcesem.

A jak będzie to zobaczymy :-)

Trenerzy Paweł Kacprowski i Tomek Stańczyk wykonali z zawodnikami kawał solidnej roboty.

Jutro rozpoczynają się regaty Oceania Cup, które będą dobrym testem i pokażą gdzie jesteśmy i nad czym trzeba będzie jeszcze popracować. Poziom w obu tych klasach jest bardzo wysoki i  niuanse będą decydować. Na to też zwracamy szczególną uwagę.

Trasy regat są rozrzucone wzdłuż zatoki Huaraki co powoduje, że będzie bardzo duże zróżnicowanie w sile i kierunku wiatru, prądu oraz wysokości fali.  Szybkie dostosowanie się do tych zmiennych warunków będzie kluczem do sukcesu. Do tej pory praktycznie wszystkie dni były wietrzne, ale wiatr nie był stabilny w kierunku i duże znaczenie miało odpowiednie  ,,czytanie” tego co się z nim będzie działo.

Ja jestem tutaj już od tygodnia. To jest mój czwarty pobyt w tej mecce żeglarstwa regatowego.  Spotkałem wielu kolegów, z którymi się kiedyś ścigałem, a czasami na wodzie mamy możliwość oglądania nowoczesnej maszyny regatowej TNZ,  przygotowującego się do obrony Pucharu Ameryki.  Wygląda imponująco, a jeszcze kilka lat temu nikt nie przypuszczał, że taka konstrukcja w ogóle będzie możliwa do zaprojektowania i zbudowania i że ,,to’’ będzie żeglowało.

Peter Burling, sternik TNZ i Blair Tuke – ,,kontroler lotu’’, mistrzowie olimpijscy i świata w klasie 49er  wystartują w tych mistrzostwach jako faworyci. To dzięki nim zainteresowanie mediów tymi mistrzostwami jest wyjątkowo duże. Ciekaw jestem w jaki sposób te regaty będą pokazywane, bo 49 ery i FX są niesamowicie widowiskowe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Mistrzostwa świata w klasie Nacra 15

Przez ostatni tydzień miałem możliwość obserwowania rywalizacji podczas mistrzostw świata w klasie Nacra, które odbywały się w Marsylii na przyszłym akwenie olimpijskim.

Pogoda ekstremalna, tym razem bardzo dużo deszczu, burze i silny wiatr a potem  bardzo słaby. Z zaplanowanych 20 wyścigów rozegrano 12, a dni w ,,biurze’’ były długie, bo każdego dnia planowano rozegranie 4 wyścigów.

W mistrzostwach tych wystartowało ponad 80 załóg, w tym dwie z Polski. Ja przyjechałem na nie  bardzo nieoczekiwanie, bo dwa dni przed ich rozpoczęciem zadzwonił do mnie Thomas Friese z prośbą abym ,,zaopiekował’’ się jego synem, bo ich dotychczasowy trener zachorował. Są ludzie, którym w życiu zawdzięcza się dużo i im się nie odmawia. Tak jest w przypadku Thomasa, który umożliwił mi wejście w świat żeglarstwa zawodowego. W latach dziewięćdziesiątych świętowaliśmy wspólnie wiele sukcesów.

To były trudne i wyczerpujące regaty dla wszystkich. Problem polega na tym, że po 4 długich wyścigach,  wieczorem nie można nawet zrobić dobrej analizy, bo po prostu za dużo się wydarzyło i młodzi zawodnicy nie są w stanie zidentyfikować poprawnie omawianych sytuacji, w czym dodatkowo przeszkadza jeszcze spore zmęczenie fizyczne. Silas i Levke byli jednymi z faworytów tych mistrzostw i po pierwszych dwóch wyścigach wszystko wyglądało OK, bo zajęli miejsca 1 i 3. W następnych dwóch nie mieli już absolutnie szybkości, wiatr osłabł i ich katamaran wyglądał ciężko na wodzie.  Finiszowali za dwudziestką… Na brzegu okazało się, że w każdym kadłubie jest więcej niż 15 litrów wody.  Przyczyną była nieszczelność w skrzynce mieczowej oraz okuciach do steru. Okazało się, że w Hamburgu niezbyt fachowo dokonano prac związanych z przygotowaniem Nacry 15 do żeglowania na foilach, bo tutaj po zakończeniu się tych regat odbyły się mistrzostwa świata w ,,latających’’ Nacrach 15.

Na tych zdjęciach widać wyraźną różnicę w kształcie profilu grota. Silas z Levke byli bardzo szybcy. Nasza załoga ma dużo głębszego grota.

Następnego dnia było już odrobinę lepiej, ale widoczny był brak koncentracji oraz oznaki rezygnacji, bo z szybkością nie było najlepiej. W pływakach ponownie była woda…   Po wyścigach  pompowaliśmy powietrze do kadłubów i okazało się, że jest rozwarstwienie gdzieś w skrzynkach mieczowych…

Jak po takich dwóch dniach zmotywować do dalszej walki młodą załogę, która straciła już szanse na medal ?  Co zrobić aby nie stracili entuzjazmu i nie chodzili z opuszczonymi głowami.  Znalezienie odpowiedzi na te pytania było moim głównym zadaniem.  Czy się udało?  z całą pewnością tak. W środę wiało ponad 40 węzłów i Marsylię zalało, samochody topiły się na drodze, paraliż…

W czwartek nie było szału, ale Silas z Levke żeglowali poprawnie, z wyjątkiem startów… Natomiast w tych słabo i średnio wiatrowych warunkach widać było wyraźnie, że nie są wystarczająco szybcy. A kadłuby w środku były suche :-) .  Na ostatni dzień regat, w którym przy słabym wietrze rozegrano 3 wyścigi finałowe zmieniliśmy ustawienie masztu i w końcu ruszyli… wygrywając ostatni wyścig awansowali z 14 miejsca na 6 !!! Dziwili się, że taka mała zmiana może zrobić tak kolosalną różnicę i zadawali sobie pytanie dlaczego do tej pory tego nie wypróbowali …

W sobotę i niedzielę zabrakło wiatru, aby rozegrać w normalnych warunkach mistrzostwa świata na foilach. Silas i Levke na pewno zrewanżowaliby się co pomogłoby im odrobinę szybciej ,,zagoić rany’’ po poprzednich regatach.  Najważniejsze, że po tych 10 trudnych dniach moja załoga wracała do domu zadowolona. Thomas i ja również.

pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Les Voiles de ST. Tropez

 

Regaty te zakończyły się w ubiegłą sobotę a pierwszy wyścig rozegraliśmy  we wtorek przy bardzo słabym wietrze, w którym zajęliśmy doskonałe 2 miejsce. Niestety  pierwszego dnia i w środę wiał silny mistral i nie żeglowaliśmy.  W czwartek był oficjalny lay day – czyli dzień, w którym  podczas tych regat odbywają się liczne wydarzenia  na brzegu i są od wielu lat tradycyjną częścią programu tego wspaniałego święta żeglarskiego gromadzącego ogromną ilość nowoczesnych i klasycznych jachtów.

Y3K i Lyra tuż po starcie

W tym roku pogoda była doskonała, słońce i temperatury powyżej 20 stopni mile nas zaskoczyły, bo pamiętam wiele edycji tych regat rozegranych w deszczu i sporym chłodzie…

W klasie Wally, która niestety się rozpada, startują tylko 4 jachty. Identyczny ,,skład’’ jak w Porto Cervo przed trzema tygodniami.  Nasz plan do wykonania nie zmienił się od dawna, walczymy o każdą sekundę co w rzeczywistości oznacza maksymalną koncentrację i optymalne żeglowanie przez cały wyścig, bo na końcu po przeliczeniu ,,czasowym’’ sekundy decydują o miejscach.

W piątek i sobotę  rozegraliśmy po 1 wyścigu, w których uplasowaliśmy się na 3 i 4 pozycji, co dało nam 3 miejsce w generalnej klasyfikacji z taką samą liczbą punktów co dużo szybszy ,,wyścigowy’’ Magic Carpet. Regaty wygrał jak zwykle dużo mniejszy ale za to posiadający rewelacyjny ,,przelicznik ‘’ czasowy 77 stopowy jacht Lyra.  Miejsce drugie zajęła szybka Galatea.

Motorówką dopływaliśmy każdego dnia na jacht, który stał na boi w zatoce, bo zbyt duże zanurzenie uniemożliwiało wpłynięcie do portu. Szkoda, bo tam jest niesamowita sceneria :-) .

więcej info na https://www.lesvoilesdesaint-tropez.fr/les_voiles_de_saint_tropez/

Teraz nadszedł czas na planowanie następnego sezonu i to nie tylko dla naszego Wally ale przede wszystkim dla zawodników kadry olimpijskiej.

Przed regatami w St. Tropez oglądałem wyścigi mistrzostw świata w klasie RSX, które odbywały się w północnej części jeziora  Garda, a bazą był klub żeglarski w Torbole.  Ta obserwacja pozwoliła mi jeszcze bardziej poznać specyfikę rywalizacji i wyciągnąć sporo wniosków, które w najbliższym czasie omówię z trenerami i zawodnikami.

pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone