Pozdrowienia z Porquerolle

Od początku maja jestem w ciągłych rozjazdach. Zacząłem od 5 dniowego treningu we Francji na jachcie klasy TP 52 Near Miss ex. Artemis. W tym sezonie wystartujemy tylko w dwóch regatach, Porquerolle Week i Giraglia Rolex Race. Bezpośrednio po powrocie do domu natychmiast pojechałem do Rucianego Nidy, gdzie odbył się pierwszy tzw. weekend z KJ, podczas którego uczestnicy mogli podszkolić swoje umiejętności match racingowe. Pogoda dopisała, jachty klasy Melody 30 zdały doskonale egzamin a ja muszę stwierdzić, że było to bardzo efektywne i intensywne szkolenie. Dziękuje Markowi Żarnowskiemu za perfekcyjne przygotowanie tego wydarzenia oraz jego uczestnikom.

Rankiem następnego dnia udałem się w drogę do Porquerolle, bardzo pięknej wyspy położonej na południe od Hyeres. Na miejsce dotarłem w środę rano a po drodze odwiedziłem mieszkającego w Marsylii mojego bardzo dobrego znajomego Zbyszka Adamczyka, który ,,poganiał’’ mnie po korcie tenisowym a wieczorem przygotował wspaniałą kolacje. Taka „przerwa” w podróży bardzo szybko pozwala na „dojście do siebie” po długiej jeździe samochodem.

Zaplanowany na środę popołudniowy trening nie odbył się, bo wiał bardzo silny mistral.

W pierwszym dniu regat, przy sile wiatru 10 – 15 węzłów rozegraliśmy 4 wyścigi. Miejsca 2,2,1,1 dały nam prowadzenie w flocie 22 jachtów różnej wielkości rywalizującej według formuły IRC. Komisja regatowa bardzo sprawnie ,,puszczała’’ wyścigi a na relatywnie krótkiej trasie było bardzo ciasno, bo ściga się na niej około 40 mniejszych jachtów. Linia startu była wąska, ale mimo to ,,zrobiłem’’ 4 bardzo dobre starty. Było to ważne ze względu na to, że po raz pierwszy żegluję z tą francuską załogą i zawsze jest dobrze w ten sposób ,,zapunktować’’. Do portu wróciliśmy o 19, biorąc pod uwagę intensywność wyścigów i fakt, że na wodzie byliśmy już o 10, to był to bardzo długi i wyczerpujący dzień w ,,biurze’’.

Dzisiaj, drugiego dnia regat pogoda przypominała najgorsze dni wiosennego żeglowania na Bałtyku. Deszcz ,,padający poziomo’’, bardzo silny wiatr i nie spotykanie o tej porze roku niska temperatura nie zachęcały do wyjścia z portu. Na jachcie klasy TP 52 ,,zabawa’’ kończy się przy 15 węzłach, później zaczyna się walka nad opanowaniem tej wielkiej ,,bestii’’. Wszystkie manewry wymagają idealnej współpracy i zgrania załogi, najmniejszy błąd bądź spóźniona reakcja może być bardzo kosztowna. I mam tu na uwadze nie tylko stratę dystansu ale również stratę finansową. Mimo tego, że załoga ta żegluje na tak wielkim jachcie od niedawna, to dzisiejszy dzień możemy zaliczyć do udanych. Doskonałe starty, dobra szybkość jachtu i co najważniejsze poprawne manewry umożliwiły nam wygranie wszystkich 3 wyścigów. Na kursie z wiatrem przy wietrze 25-30 węzłów osiągaliśmy szybkość dochodzącą do 25 węzłów. Teraz czuje potężne zmęczenie, bo kontrolowanie optymalnego kursu za pomocą rumpla kosztuje bardzo dużo siły. A prognoza pogody na jutro nie jest dużo lepsza… Zaplanowany jest co prawda tylko jeden wyścig ale za to o długości 30 – 40 mil.

W zespole panuje wspaniała atmosfera. Już dawno nie żeglowałem w tak harmonijnie współpracującym i otwartym na wszelkie uwagi teamie. To na prawdę sprawia przyjemność :)

serdecznie pozdrawiam,

Karol

Opublikowano Match Race | Komentarze są wyłączone

Nowy sezon

Finansowanie na realizację planów sportowych w sezonie letnim, podobnie jak większość innych żeglarzy, zacząłem szukać już na jesieni ubiegłego roku. Przy precyzowaniu wyboru różnych programów kieruję się budżetem i realną możliwością jego pozyskania. „Rozrzut” jest duży i nie ukrywam, że te najbardziej atrakcyjne pod względem sportowym są też najdroższe a znalezienie sponsorów w obecnej sytuacji gospodarczej jest praktycznie niemożliwe.

Wspólnie z Przemkiem Tarnackim i jego załogą zdecydowaliśmy, że naszym realnym celem będzie znalezienie funduszy na wspólny udział w cyklu regat match racingowych World Match Racing Tour. Niestety, nie udało nam się zabezpieczyć koniecznego finansowania tego bardzo ambitnego projektu i wykupić tzw. Tour Card gwarantującej udział we wszystkich regatach. Mimo tych problemów nie „poddaliśmy” się i wystartujemy na Match Race Germany, która jest pierwszą imprezą wchodzącą w skład WMRT. Organizatorzy MRG przyznali mi tzw. Green Card i mam nadzieję, że podobnym sposobem uda nam się uzyskać możliwość startu w kilku następnych regatach. Na pewno wystartuję w kolejnej edycji regat Sopot Match Race i może w jakiejś imprezie Polish Match Racing Tour.

Ściganie meczowe uzupełnią starty w klasie TP 52, wystartuję na szwajcarskim jachcie Near Miss, ex. Artemis, którego człon załogi stanowią Francuzi. Na początku maja zaczynamy kilkudniowym treningiem w St. Tropez, potem start w Semaine de Porquerolles i Giraglia Race. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze znaleźć miejsce na jakimś jachcie klasy maxi lub super maxi… niestety właściciel Saudade niespodziewanie zrezygnował ze startów, ale istnieje mała szansa, że może jeszcze zmieni zdanie.

W tym sezonie, wspólnie z Markiem Żarnowskim, właścicielem firmy Klark rozpoczynamy cykl imprez Weekend z Karolem Jabłońskim, podczas których będę dzielił się tajnikami regat match racingowych i flotowych. Pierwsza odbędzie się już 12-13 maja w Rucianem Nidzie. Serdecznie zapraszam.

Szczegółowe informacje na http://www.klark-sailing.pl/karol_jabl.html

pozdrowienia

Karol Jablonski

Opublikowano Match Race | Komentarze są wyłączone

SAUDADE – sezon letni zbliża się szybko

Opublikowano Superyacht, Żeglarstwo morskie | Komentarze są wyłączone

Mistrzostwa Polski w bojerach

W sobotę i niedzielę na jeziorze Niegocin rozegraliśmy Międzynarodowe Misrzostwa Polski, w których wystrartowało 81 zawodników z 8 krajów. Z czołówki zabrakło praktycznie tylko Berndta Zeigera i śmiało tę imprezę można było traktować jako nieoficjalne Mistrzostwa Europy. Regaty te były bardzo trudne, rozegraliśmy 9 wyścigów, pierwszego dnia 5 przy wietrze 9-12 m/s a drugiego 4 przy odrobinę łagodniejszych warunkach, bo siła wiatru wahała się między 5 a 8 m/s a powierzchnia lodu też się odrobinę wyrównała.
W piątek z powodu bardzo silnego wiatru nie trenowałem i w sobotę już wcześnie rano byłem na lodzie, aby przetestować dwa nowe maszty. Problem polegał na tym, że prognozy wiatrowe na niedzielę nie były zbyt optymistyczne, co zmusiło mnie do zrezygnowania z użycia mojego sztywnego masztu, na którym w zeszłym roku wygrałem Mistrzostwa Europy, ale jednocześnie przeżywałem ciężkie chwile podczas wyścigów słabo wiatrowych.
- W tym roku mimo długiej i srogiej zimy możliwości do trenowania i przetestowania nowego sprzętu były bardzo ograniczone. W Szwecji dostałem bardziej miękki maszt od Jeffa Kenta, ale praktycznie dopiero  tego dnia żeglowałem na nim po raz pierwszy przy tak silnym wietrze.  Nie ukrywam, że miałem spore problemy, aby ,,zestroić” mój zestaw pierwszego dnia mistrzostw. Vaiko był poza zasięgiem, żeglował bardzo dobrze ze sporą przewagą szybkości nad resztą, która pozwalała mu wyjść z różnych opresji obronną ręką. Wiatr na Niegocinie rozdawał karty jak chciał i na prawdę trzeba było mieć sporo szczęścia i dobrego nosa, aby odpowiednio wykorzystywać  jego zmiany. Do tego powierzchnia lodu na trasie była bardzo zróżnicowana, spore ,,plastry” gładkiego lodu pozwalały na osiągnięcie sporych szybkości, z kolei ,,jazda” po chropowatych powierzchniach przypominała jazdę samochodem na felgach bez opon po ,,kocich łbach” – naturalnie z dużo mniejszą prędkością. Sobotni każdy wyścig to była potężna walka o każdy metr, każdą pozycję, moim mottem było minimalizowanie strat, co kosztowało bardzo dużo sił. Wieczorem byłem bardzo zmęczony ale z ,,potyczki” wyszedłem obronną ręką, bo zajmowałem 2 miejsce i wiedziałem, że następny dzień będzie na pewno łatwiejszy, niezależnie od tego co się wydarzy….

Foto: Jerzy Zakrzewski

- W niedzielę wstałem już o 6 rano, bo musiałem naostrzyć kilka kompletów płóz które bardzo się zniszczyły na zanieczyszczonym lodzie. Hartowane płozy po każdym wyścigu trzeba było oszlifować ,,kamieniem” tak aby ostrze było ponownie gładkie i ostre.
Wiało słabiej, lód był bardziej suchy i twardszy, ale już poprzedniego dnia postanowiłem, że muszę zmienić trym masztu. Musiałem przecież ,,znależć” szybkość. Faktem jest, że nie powinno się robić radykalnych ruchów na imprezach mistrzowskich, bo to się może bardzo różnie skończyć, ale przecież wiedziałem, że obecne ,,ustawienie”  nie jest najszybsze… Założyłem też inne płozy, które cichutko pomykały po lodzie, co jest zawsze dobrym znakiem.
Spore zmiany w kierunku i sile wiatru, długa trasa dawały spore możliwości na polepszenie swojej pozycji, nie była to tzw. ,,jazda na zegary”, i tzw. ,,orientacja w terenie” miała olbrzymie znaczenie na uzyskanie dobrej lokaty.  W dwóch wyścigach okrążyłem pierwszy górny znak na miejscach poza pierwszą dziesiątką, ale poprawne żeglowanie i doskonała szybkość pomogły mi wyjść z opresji. W jednym z wyścigów, który prowadziłem, na 2 okrążeniu po ,,nie wpasowaniu się w zmiany wiatru” spadłem na 4 pozycję, co mnie tak ,,zajeżyło” że jeszcze odrobiłem straty i byłem pierwszy na mecie.  Tego dnia aż 3 razy wygrałem z Vaiko, do którego nie miałem ,,załapania” poprzedniego dnia. NIe ukrywam, że to mnie bardzo ucieszyło, bardziej niż fakt że zająłem drugie miejsce w tych regatach i zostałem mistrzem Polski ( Vaiko Vooremaa jest Estończykiem i wygrał Międzynarodowe Mistrzostwa Polski).
- W końcu można było się pościgać…
Sezon bojerowy powoli się kończy, w najbliższy weekend Memoriał Henryka Aniołkowskiego, który zostanie rozegrany na Śniardwach a potem Mistrzostwa Szwecji, na które na pewno pojedzie spora grupa polskich bojerowców.
pozdrawiam.
Karol Jabłoński
Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Rodzinne latanie

Wspaniałą niedzielną pogodę wykorzystałem na ,,rodzinne” latanie na jeziorze Plusznym koło Olsztyna. W tym samym czasie moi koledzy ścigali się na Śniardwach i na Steinhude Meer koło Hanoweru, gdzie były rozgrywane Mistrzostwa Niemiec. Wygrał je Martin Schneider, syn naszych przyjaciół Kuby i Violetty. Wielkie gratulacje Martin !!!

W sobotę z synem Kasprem przygotowywaliśmy sprzęt, szczególnie jego ,,małego” bojera a w niedzielę zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy do Plusek. Dodatkowo zapakowaliśmy  drugi ,,zestaw” dla Adama Liszkiewicza, który do tej pory tylko wiernie kibicował bojerom  i robił zdjęcia podczas moich treningów.

Na lód, którego grubość wynosi około 40 cm wjechaliśmy samochodem z przyczepą, co znacznie ułatwia i przyspiesza taklowanie sprzętu.

Do tego kawa z ciastem, żony i dzieci jeżdżące na łyżwach, brak pośpiechu bez konieczności zdążenia na start… taki sielankowy nastrój, którego mi bardzo brakowało.

Pogoda była wymarzona, – 7 stopni C, twardy, szybki lód i średni wiatr, idealne warunki do ,,zarażenia” się bojerami :)   Było to pierwsze latanie Kaspra w tym roku i byłem ciekaw jak sobie będzie radził i jak długo ,,wytrzyma” na lodzie. Jego mały bojer napędzany żaglem od Optymistki sunął po lodzie ze sporą szybkością a jego sternik miał niesamowitą frajdę.  Adam zwrócił uwagę na płynność wykonywania zwrotów i dużą kontrolę podczas ,,latania” a ja miałem satysfakcję z tej całej sytuacji, bo przecież taki dzień był dla mnie bardzo wyjątkowy. Zazwyczaj tylko się ,,ścigam” …

Potem przyszła kolej na Adama, który jest doskonałym żeglarzem. Nie ukrywał lekkiego podekscytowania ale po uzyskaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania dotyczące techniki żeglowania, rozepchał bojer, sprawnie do niego wskoczył i pożeglował w siną dal.

W końcu i moja ,,maszyna” była gotowa do ,,lotów”. Tym razem założyłem maszt, który dostałem od Vaiko Vooreemy, na którym kilka lat temu wygrał mistrzostwa Europy. Ciekaw byłem jak będzie funkcjonował z moimi nowymi żaglami.  Na ten moment niecierpliwie czekali …Artur Wissuwa i jego syn Jędrek, świeżo upieczony vice mistrz Polski Juniorów Młodszych, którzy specjalnie przyjechali z Warszawy. W trakcie krótkiego ale intensywnego treningu poprawiliśmy wiele elementów techniki żeglowania oraz dokonaliśmy drobnych zmian w trymie bojera. Za kilka dni rozpoczną się mistrzostwa Polski Juniorów a potem ich mistrzostwa świata. Jeżeli jezior nie zasypie gruba warstwa śniegu to od czwartku będę na lodzie uważnie śledził ich rywalizację.

O 15.30 przyjemnie zmęczeni zapakowaliśmy sprzęt do przyczepy i udaliśmy się na wyśmienitą zupę i doskonały bigos wegetariański, przygotowany dzień wcześniej przez Adama i jego żonę według przepisu mojego załoganta z 470 Mirka Szymczaka. Do tego ponownie wspaniałe ciasto upieczone przez moją żonę i mocna, czarna kawa z kardamonem, imbirem i cynamonem… hm,  to był jeden z piękniejszych dni na… lodzie :)

pozdrawiam
Karol

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Zaplanowane na piątek i sobotę Mistrzostwa Europy nie odbyły się z powodu… dużego opadu śniegu.

Na nowe miejsce regat wyjechaliśmy z Łukaszem już o 5 rano. Temperatura – 17, spory wiatr i czyste błękitne niebo, na którym podziwialiśmy gwiazdy i księżyc. Chcieliśmy jak najszybciej być na lodzie, aby optymalnie ‘dostawić’ sprzęt w nowych warunkach. Obaj mamy nowe kadłuby i maszty, wiedzieliśmy, że  na  perfekcyjne dotrymowanie wszystkich elementów potrzebujemy sporo czasu. Przed mistrzostwami aura nas nie rozpieszczała i w sumie pożeglowaliśmy tylko kilka dni przy silnym wietrze i na gładkim lodzie.

Na 20 kilometrów przed miejscem regat  zaczęły pojawiać się chmury i powoli zaczął padać śnieg. Sprawdzał się jeden z ‘czarnych scenariuszy’ prognozy pogody, którą czytałem poprzedniego dnia. O 8 rano byliśmy już na lodzie, który był  pokryty 5 cm warstwą białego puchu, wiał bardzo silny wiatr a temperatura wynosiła -13 stopni.  Potężne płaty padającego śniegu nie zwiastowały nic dobrego. Wróciliśmy do oddalonej o 10 km małej przydrożnej restauracji, w której wcześniej zjedliśmy doskonałe śniadanie. Około 11 ‘szefostwo’ podjęło decyzję o odwołaniu regat a my wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Karlskrony, aby zdążyć na prom. Po 20 minutach jazdy zaczęło świecić piękne słońce i ani śladu po chmurach i śniegu….

Niestety, za taki bardzo frustrujący przebieg Mistrzostw Świata i Europy całej winy nie można zrzucić na pogodę. Przed regatami analizując dokładnie prognozy w Europie  doradzałem organizatorom i informowałem ich, że jedynie akweny na zachodzie Szwecji dają dużą szansę na rozegranie mistrzostw. Moim pierwszym wyborem była Estonia, a dokładnie wyspa Saareema, gdzie temperatury w ciągu dnia, dobry lód i wiatr zapowiadały dobrą rywalizacje. Mazury, a dokładnie jezioro Śniardwy w momencie podejmowania decyzji jeszcze ‘pływały’, do tego bardzo duże mrozy wykluczały nasz ulubiony akwen z rywalizacji o miejsce mistrzostw. Co prawda Zatoka Okartowska była zamarznięta, ale  tylko kwestią czasu było powstanie długich pęknięć, które podzieliłyby ten i tak mały akwen i uniemożliwiły przeprowadzenie regat.

Nie wiem na co ‘szefostwo’ IDNIYRA liczyło i czym się kierowało, sprowadzając na jezioro Hjalmaren koło Orebro ponad 200 żeglarzy lodowych. Wiadomo było,  że wiatru będzie tam jak na lekarstwo a cienka warstwa śniegu przy tęgich mrozach i dużej wilgotności będzie jak gips.

Frustrujący i deprymujący jest fakt, że błędne decyzje podejmowane przez ‘szefostwo’ na poziomie amatorskim  absolutnie nie odzwierciedlają profesjonalnego przygotowywania się wielu zawodników do  mistrzostw a wręcz DEGRADUJĄ bojery. Setki godzin przepracowanych na siłowni i przy optymalizacji sprzętu, spore środki finansowe poświęcone na zakup nowych żagli, płóz, płozownic, masztów i kadłubów, nie wspomnę o kosztach związanych z wyjazdami na treningi i regaty, to prawdziwy obraz naszego sportu. ‘Latamy’ na bojerach bo kochamy to wspaniałe uczucie dużej szybkości, tę adrenalinę i wyjątkowy smak rywalizacji.  Tylko gdzieś musi być równowaga, bo jej brak zwiastuje katastrofę, która prędzej czy póżniej się wydarzy.

Quo Vadis bojery ? …

pozdrawiam już Łupstycha,
Karol Jabłoński

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

MŚ – dzień 3

Decydujący i jedyny dzień regat minął bardzo szybko, co jest typowe dla naszego sportu. Jednak wielu doświadczonych żeglarzy, również i ja, nie przypuszczało, że warunki lodowe będą tak wyjątkowo trudne. Od samego rana każdy próbował znależć płozy, które stawiałyby jak najmniejszy opór na zmrożonej śniegiem powierzchni lodu. W moim całym ‘arsenale’ płóz niestety nie miałem takich, podobny problem mieli również moi sparing partnerzy, Łukasz i Bernd oraz wielu innych czołowych zawodników. W mojej długiej karierze przeżyłem sporo takich dni, w których ‘nic nie jechało’. Bojery są sportem bardzo kompleksowym i w ekstremalnych warunkach pogodowych nawet najbardziej wytrawni i doświadczeni zawodnicy łapią się za głowę i nie mogą znależć wytłumaczenia dla ‘braku jazdy’.  W tym dniu wiele nowych nazwisk pojawiło się na czołowych miejscach.

Po rozegraniu 3 wyścigów mistrzem świata  zasłużenie został Tomek Zakrzewski, który od wielu lat bardzo ciężko pracował na ten wielki sukces, gratulacje!!!! Drugie miejsce zajął Duńczyk Hans Ebler a trzecie Estończyk Karl Hannes. Ja po pierwszym wyścigu, który ukończyłem na bardzo dalekim 27 miejscu zmieniłem płozy, mając małą nadzieję, że w następnym pożegluje szybciej. Niestety, było bez niespodzianek i nie przekroczyłem linii mety. Po tym wyścigu zjechałem do portu i spakowałem sprzęt. Jutro z samego rana przenosimy się na jezioro oddalone stąd około 200 km. Jest tam czarny lód i mam nadzieję, że rozegramy tam dobre mistrzostwa Europy.

pozdrawiam,

Karol Jablonski

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

MŚ – dzień 2

Był to bardzo długi i ciężki dzień w biurze. Na lodzie byliśmy już u 9 rano, a o 10 wystartował już pierwszy wyścig eliminacyjny grupy D. Niestety, wiatru było za mało, aby czołowi zawodnicy mogli  przeżeglować trasę nie przekraczając  limitu czasu.

Warunki lodowe są bardzo trudne, lód pokrywa cienka warstwa zbitego i zamarzniętego śniegu. Podczas żeglugi ma się wrażenie, że płozy tną płytę gipsową… Kiedy około 13.00 powiało mocniej i komisja sprawnie przeprowadziła 3 wyścigi eliminacyjne, ja przetestowałem prawie 10 kompletów płóz, które niestety nie chciały się ‘ślizgać’. Szczęśliwi są ci, którzy mają akurat płozy zrobione z metalu, który nie stawia wcale oporu i  bojer bez problemu ‘lata’ z dużą szybkością.

Wielu  doświadczonych zawodników załamywało ręce, bo obojętnie co nie założyli, ich bojery nie mogły się rozpędzić.  Mam tylko nadzieję, że jutro ‘COŚ’ się zmieni.

Ma powiać z siłą 4 – 6 m/s, a więc na pewno rozegramy 4 wyścigi, które automatycznie zakończą mistrzostwa świata. Będzie to ważny dzień ale w tej chwili trudno jest mi cokolwiek powiedzieć jak on się potoczy.

Jutro śniadanie o 6.30 i od 8.30 zaczynam przygotowania do pierwszego wyścigu finałowej grupy A, który wystartuje o 10. Czasu na znalezienie szybkości jest bardzo mało.

pozdrawiam,

Karol Jablonski

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Bojery – MŚ i ME

Od czwartku jestem już w Szwecji, gdzie na jeziorze Hjalmaren koło Orebro mają odbyć się mistrzostwa świata i Europy. W piątek i sobotę warunki lodowe były bardzo dobre, równą taflę zamarzniętego jeziora pokrywała cienka warstwa śniegu, która nie stawiała wcale oporu i lataliśmy ze sporymi szybkościami.

W niedzielę w nocy temperatura spadła do -10 i b. duża wilgotność powietrza spowodowała, że śnieg zbił się tworząc tzw. gips. Potrzebny jest silniejszy wiatr, aby ‘ruszyć’ z miejsca a dobór odpowiednich płóz będzie miał decydujący wpływ na szybkość latania.

W związku z tym, że do soboty, ostatniego dnia regat, jest coraz mniej czasu a dzisiaj prawdopodobnie żadne wyścigi nie odbędą się, wiadomo, że będą to b. krótkie mistrzostwa, które zakończą się po 3 – 4 wyścigach. Prognoza wiatrowa jest bardziej optymistyczna na następne dni i od jutra powinniśmy się już ścigać.

Nie ukrywam, że bardziej komfortowo czułbym się na silnym wietrze i gładkim lodzie. Moja dotychczasowa szybkość na treningach pokazała, że w tych warunkach będzie mi bardzo trudno powalczyć tu o medal.  Dzisiejszy dzień wykorzystam na odpowiednie przygotowanie płóz  (b. dużo pracy). Jutro, przed wyścigami przetestuję jeszcze inny maszt, by  potem podjąć trudną decyzję na którym wystartować. Niestety brak treningów na słabym wietrze pozostawia spory margines niepewności. W ubiegłym sezonie też miałem problemy z ‘jazdą’  w takich warunkach i najbliższe dni pokażą, czy uda mi się ją poprawić.

Do pierwszego wyścigu pozycje startowe są losowane i mogę stwierdzić, że los mnie nie oszczędził.  Obok mnie stoją młodzi, dużo szybciej biegający zawodnicy i przede mną stoi ogromnie trudne zadanie…

pozdrawiam z Orebro

Karol Jablonski
Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

SEZON BOJEROWY

Wszystko wskazuje na to, że ten sezon będzie bardzo krótki. Mistrzostwa Świata i Europy, które zaplanowane są na przełom stycznia i lutego prawie ze 100% pewnością odbędą się  w Szwecji.  Do dzisiaj mieliśmy nadzieję, że Niemiecka Flota  DN, która jest organizatorem tych regat przeniesie je do Polski, ale aktualna sytuacja pogodowa nie daje najmniejszych szans na to, aby jeziora na Mazurach zamarzły i lód uzyskał odpowiednią grubość.

 

W oczekiwaniu na zimę w ubiegłym tygodniu wybrałem się razem z Łukaszem Zakrzewskim, moim partnerem treningowym, do Szwecji na trening i regaty. Prawie idealne warunki lodowe panowały na dużym jeziorze koło Sandviken, gdzie dokładnie 20 lat temu zdobyłem mój pierwszy tytuł mistrza świata i Europy.

Czekała nas długa podróż. Z Łupstycha do Gdyni wyjechaliśmy o 5 rano, gdzie o 9 wypłynęlismy promem do Karlskrony.  Stamtąd  wyruszyliśmy w dalszą drogę o 20 i po przejechaniu ponad 700 km około godziny trzeciej nad ranem usnęliśmy w wygodnych łóżkach małego pensjonatu.

Dzięki uprzejmości STENA LINE pobyt na promie był bardzo relaksujący. Oprócz doskonałego jedzenia, w komfortowych warunkach mogliśmy odpocząć i zrelaksować się przed dalszą podróżą.

 

Z zaplanowanych 5 dni, na lodzie efektywnie spędziliśmy tylko trzy.

Czwartek – pierwszy dzień. Przy szybkiej jeździe i wietrze 6-9 m/s przetestowałem dwie nowe płozownice oraz nowy kadłub, zbudowany przez Darka Kardasia. Głównym zadaniem było jednak „znalezienie sobie miejsca”€™, tzn. przyzwyczajenie się do ścigania w pozycji leżącej. Nie ukrywam, że z wiekiem coraz trudniej jest utrzymać głowę w pozycji pionowej. Wieczorem czułem każdy mięsień, a przecież przepracowałem solidnie ostatnie miesiące, starając się wzmocnić wszystkie mięśnie i ich wytrzymałość.

W piątek, drugiego dnia naszych testów, założyłem nowy maszt zbudowany też przez Darka i moją ,,wyścigową”€™ płozownicę. Do godziny 12 wiało już bardzo solidnie, ale później tylko kilku bojerowców testowało sprzęt. Szkwały do 15 m/s przy padającym śniegu powodowały, że widoczność było bardzo kiepska i z tego powodu skończyliśmy wcześniej trening, co pozwoliło też moim ,, kościom”€™ odpocząć przed regatami. Byłem bardzo zadowolony z mojej szybkości, maszt pracował doskonale, a co najważniejsze nie złamał się w tych ekstremalnych warunkach, co przytrafiło się Łukaszowi.

W sobotę, pobudka o 7.00, śniadanie i na lód. Warunki perfekcyjne, słońce, wiatr 7-9 m/s i odrobinę chropowaty lód, ale bez śniegu.

Rozgrywamy 4 wyścigi, w których toczę ciężką walkę o zwycięstwa  z Tomkiem Zakrzewskim oraz Robertem Graczykiem, Czasami blisko jest jeszcze Szwed Tomas Lindgren. 3  wygrywane wyścigi  i jedno 2 miejsce dają mi prowadzenie.. Ta rywalizacja kosztowała mnie sporo sił, ale sauna i małe piwko w pełni je zregenerowały.

W niedzielę niestety nie ma wiatru, a miałem nadzieję, że przetestuję  przy mniejszym wietrze nowy żagiel i maszt. Prognoza na poniedziałek jest też mało obiecująca a więc podejmujemy decyzję o wcześniejszym powrocie.

W najbliższych dniach, podobnie do innych bojerowców większość czasu spędzę w warsztacie na optymalnym przygotowaniu sprzętu do regat. W tym bardzo skomplikowanym i zaawansowanym technologicznie sporcie wymagana jest perfekcja w każdym elemencie. Niestety nie mamy mechaników lub serwisantów, którzy by tę pracę wykonali za nas a my moglibyśmy skoncentrować się wyłącznie na przygotowaniu fizycznym i mentalnym.  Rozmarzyłem się trochę :)

pozdrawiam,
Karol

 

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone