Vendee Globe i Prada Cup – moja refleksja 2

W  regatach dookoła świata liderzy są już w drodze powrotnej i przekroczyli równik. Do mety pozostało im trochę więcej niż 3000 mil morskich. Aż trudno uwierzyć, że dystans między czołową piątką to tylko 100 mil. Dużym zaskoczeniem jest awans na 3 miejsce Borysa Hermana, tracący obecnie do lidera tylko ok. 30 mil, a przecież Przylądek Horn okrążył na 8 miejscu. Nie zapominajmy o kilkugodzinnym ,,bonusie’’ czasowym, który niewątpliwie odegra dużą rolę w momencie przekroczenia linii mety.  Ten niemiecki żeglarz dopiero na Atlantyku zaczął  wykorzystywać maksymalnie potencjał szybkościowy jachtu, który wyposażony jest w największe ,,foile’’, które dodają dodatkowe doładowanie turbo w sprzyjających warunkach wietrznych i falowych.  Do tej pory ,,oszczędzał’’ go żeglując na mniejszej powierzchni żagli niż rywale minimalizując ryzyka różnych awarii.

Yannick Bestaven, który miał przewagę ponad 400 mil spadł na 5 miejsce i aż trudno uwierzyć, że coś takiego jest możliwe. Niestety nie zawsze zbyt duża przewaga jest korzystna, ponieważ żeglujemy w innym systemie wiatrowym. Jestem przekonany, że większości z nas przytrafiła się podobna sytuacja, kiedy ,,parkowaliśmy’’ bez wiatru a rywale ,,opłynęli’’ nas dookoła..  Do mety jeszcze ,,kawałek’’ i z dużym zainteresowaniem regularnie sprawdzam pozycję jachtów oraz ich plasowanie się względem ,,pogody’’ oraz rywali.  Jeszcze może się dużo wydarzyć.

 

A sporo dzieje się w Auckland w eliminacjach Challengerów  do regat o Puchar Ameryki czyli regatach o nowej nazwie PRADA CUP.   Brytyjski Team Ineos, który  dosłownie trzy tygodnie temu ,,nie istniał’’, odrobił prace domowe z nawiązką i  wygrał wszystkie 4 wyścigi w pierwszym ,, bloku’’ serii Round Robin.  Dwa zwycięstwa i dwie porażki to rezultat poniżej oczekiwań włoskiego zespołu Luna Rosa a przegrane 4 wyścigi American Magic są na pewno szokiem  i dużym zaskoczeniem.  Teraz zaplanowane są 4 dni przerwy przed ,,powtórką z rozrywki’’, czyli serii, w której każdy team rywalizuje po 2 razy z każdym. Zwycięzca awansuje do finału, w którym 13.02 zmierzy się po raz pierwszy ze zwycięzcą półfinału, czyli Luna Rosą albo American Magic. Prawo walki o Puchar Ameryki  z Nowozelandczykami wywalczy zespół, który jako pierwszy zdobędzie 4 punkty.

 

Zespół brytyjski zaskoczył wszystkich nie tylko doskonałą szybkością i dobrymi manewrami ale przede wszystkim ,,czystą’’ żeglugą. Duet Ainslie – Scott podejmuje bardzo dobre decyzje i dominuje fazy przedstartowe oraz taktyczne rozgrywanie wyścigu w wymagających warunkach wietrznych. Pozazdrościć tego mogą ich rywale.

©Ineos Team UK

 

W zespole Luna Rosa widzę ewidentny brak taktyka, konwersacja między dwoma sternikami nie jest wystarczająco klarowna i brak jest decydenta. To moja opinia, mogę się mylić.  W ostatnim wyścigu mieli problemy z ,,softwarem’’ pokazującym dokładnie pozycję jachtu na trasie wyścigu, co uniemożliwia poprawną ocenę wirtualnych granic trasy. To doprowadziło do utraty prowadzenia z American Magic, kiedy to po wygranym starcie pierwszy zwrot przez sztag wykonali sporo za wcześnie a rywale pożeglowali za rufą dalej w korzystną lewą stronę. Na kolejnej halsówce z kolei wypłynęli za trasę i dostali karę – to strata minimum dwóch długości jachtu czyli około 50 m. W sytuacji kiedy gonisz i walczysz o każdy metr jest to najmniej potrzebne…

@Studio Borlenghi

Dean Barker nigdy nie był wystarczająco mocny psychicznie w ważnych momentach, nie wytrzymywał i nadal nie wytrzymuje presji, co niestety potwierdził podczas tych trzydniowych zmagań. Ani razu poprawnie nie wpłynął do ,,boxu’’  startowego a w ostatnim wyścigu przy silnym i porywistym wietrze podjął nie najlepszą decyzję okrążając lewą górną boję, wykonując zwrot przez sztag i odpadanie.  Odpadnięcie wokół prawego znaku i zrobienie zwrotu przez rufę byłoby dużo łatwiejsze, co zresztą sugerował Deanowi jego trymer grota. Dopłynięcie do mety wtedy byłoby już czystą formalnością a tak … stracili kontrolę i jacht wywrócił się.  Trochę zdziwiony byłem pasywną postawą Terriego Hutchinsona, który ,,zajęty’’ był bardziej pracą ,,na młynku’’, co pokazywały kamery i nie było słychać jego głosu. Najwyraźniej takie mieli ustalone procedury, że to sternik decyduje w takiej sytuacji.  Luna Rosa zaliczyła jeden ważny punkt a amerykański zespół pogrzebał szanse na odrobienie strat.

@ studio Borlenghi

 

©Ineos Team UK

Serdecznie pozdrawiam z mroźnego Łupstycha

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Życzę Wam błogosławionych i radosnych świąt Bożego Narodzenia a w Nowym Roku  zdrowia, spokoju, pomyślnych wiatrów i spełnienia marzeń.

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Puchar Ameryki i Vendee Globe – moja refleksja

Ostatnie dni spędzam przede wszystkim na śledzeniu Prada ACWS w Auckland  oraz na już bardziej pobieżnym obserwowaniu tego co dzieje się w Vendee Globe.

© Sailing Energy / American Magic

To co akurat wydarzyło się w wyścigu dookoła świata pozwala mi postawić  uzasadnione pytanie, czy warto było wprowadzić ,,foile’’. W połowie trasy, bo ,, foilowi’’ liderzy właśnie są na południe od Nowej Zelandii,  mają  zaledwie 350 -400 mil przewagi nad tradycyjnymi, ale zmodyfikowanymi jachtami.  W Cape Town zakończyło wyścig 6 nowoczesnych jednostek. Powód był jeden – problemy strukturalne kadłubów, a większość to  skutki zderzenia z UFO, czyli jakimś obiektem pływającym w oceanie.

Jeżeli do tego dodamy uszkodzony i obcięty foil Thomasa Ruyanta na LinkedOut po podobnej kolizji oraz problemy  faworyta tych regat Jeremiego Beyou na Charalu, który po trzech dniach musiał zawrócić do Les Sables, plus złamany maszt na Corum L’Epargne, to widzimy, że ponad 50 % nowoczesnych ,,foilowców’’, teamów z największymi budżetami straciło szansę na zwycięstwo. A to dopiero połowa wyścigu !  Wydaje mi się, że patrząc realnie na te fakty to odpowiedź na moje pytanie jest prosta. Raczej nie było warto… ale pogoń za ,,fruwaniem’’ i szybkością najwyraźniej zwyciężyła zdrowy rozsądek, i to nie tylko w tych regatach.

W Auckland, w Pucharze Ameryki wystartują tylko 4 Teamy, z najmniejszym budżetem każdego zespołu sięgającym 150 mln Euro i są to dane oficjalne, które są zazwyczaj zaniżane. Czy warto było? Te regaty o najstarsze trofeum żeglarskie zawsze były poligonem doświadczalnym w stosowaniu najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i projektowych. W tym przypadku AC 75 jest tak radykalną a zarazem tak skomplikowaną, kompleksową maszyną regatową,  że  dokładnie 3 lata temu niewielu mogło sobie wyobrazić, że w ogóle ,,coś takiego’’ jest możliwe do zaprojektowania, zbudowania a potem kontrolowania na wodzie.

© Sailing Energy / American Magic

Z tą kontrolą ,,lotu’’ nie jest jeszcze najlepiej u wszystkich 4 zespołów, co pokazują te pierwsze i ostatnie regaty z cyklu Prada World Series. Covid pozbawił teamy możliwości trenowania i startowania na Sardynii i Wielkiej Brytanii. Ten deficyt ,,opływania’’ jest widoczny teraz w Auckland, ale zdecydowanie najlepiej szybkościowo i manewrowo wygląda ETNZ. Ta różnica w szybkości zdecydowała o wygraniu przez nich tych regat, mimo bardzo złych, przegranych startów Burlinga, który nie ma absolutnie doświadczenia match racingowego, jest jak ,,dziecko we mgle’’. Na twarzy widać absolutny brak pewności siebie, jak odmienna jest ona w porównaniu z wyścigów w wygranym Pucharem Ameryki na Bermudach. Obecnie to najsłabsze ogniwo w tym zespole i do finału PA  rozgrywanie faz przedstartowych na symulatorze będzie zadaniem nr 1 dla niego.  Obecny sposób startowania ,,pod wiatr’’ a nie ,,połówką’’ faworyzuje doświadczonych zawodników meczowych i tu zdecydowanie najlepsi ,,w te klocki” są Barker i Spithill.  Jimmy ma jeden duży problem – on nie zmienia stron po zwrocie,  zostaje przez cały wyścig na tej samej, po drugiej jest Francesco Bruni – doświadczony i doskonały żeglarz. Ale, w ciasnych sytuacjach, podczas podejmowania decyzji w tempie błyskawicznym  na pewno taki podział nie ułatwia im perfekcyjnego wyegzekwowania planu. Podobnie jest na trasie wyścigu, każdy z  nich steruje tylko około 50 % czasu. Oni muszą rozumieć się ,,bez słów’’ ale na takie zgranie jest za mało czasu. Ciekaw jestem czy oni nie zmienią tego do Prada Cup.   Ale główny nacisk  położą podobnie do innych zespołów na szukanie rezerw szybkości, która zawsze była najważniejsza w każdym Pucharze Ameryki i nie tylko..

Pozytywnie zaskoczył mnie amerykański Team American Magic, prowadzony przez Terriego Hutchinsona. Ich szybkość, manewry a przede wszystkim doświadczenie Deana Barkera jest wielkim atutem. Jeszcze dwa tygodnie temu mieli duże problemy, aby utrzymać ,,Patriota’’ pod kontrolą.

Ujarzmianie Patriota – American Magic.

To pokazuje najwyraźniej jakie rezerwy i ile do nauczenia się ma każdy z zespołów. Niestety w każdym aspekcie od tej trójki odstaje brytyjski Team Ineos ze skipperem Benem Ainslie. Każdy zadaje sobie pytanie jak to jest w ogóle możliwe?  Jakie błędy i gdzie zostały popełnione? Na pewno największe na etapie projektowania i konstrukcyjnym.  Management teamu też nie jest na odpowiednim poziomie.   Ślepa wiara w to, że to co robimy bądź modyfikujemy będzie miało pozytywny skutek często kończy się katastrofą. Inaczej nie można określić obecnej sytuacji w jakiej znajduje się ten zespół.  Fala krytyki ze strony mediów, ,,gęste powietrze’’ w bazie wymagają natychmiastowej, szybkiej reakcji Bena. Potrzebne są zmiany osobowe a  szybkie znalezienie sposobu rozwiązania problemów technicznych jest kluczem do zmniejszenia dystansu do rywali.  Inaczej w Prada Cup będą tylko tłem…

Regaty o Puchar Ameryki to długa i bardzo trudna ,,przygoda’’.  Sztuką jest poradzenie sobie z presją nie tylko na wodzie, ale przede wszystkim na brzegu…Tak, ściganie się to wisienka na torcie i jak wszystko idzie dobrze to świat jest piękny, ale w żeglarstwie to są tylko momenty… Na sukces pracuje się dzień i noc, to nieustanne rozwiązywanie problemów, ciągła walka o  zrobienie małego kroku do przodu, o nieutracenie pewności siebie, o zachowanie świeżości i swobody w podejmowaniu decyzji będąc pod nieustannym obstrzałem mediów lub bossów albo ,,kolegów’’ z teamu… Przeżyłem to w Walencji podczas PA w 2007 roku, wiem jak to smakuje.  Wiem jak smakuje sukces ale nigdy nie zapomnę smaków porażek, które doprowadziły mnie tam gdzie doszedłem.

Wracając do Auckland – trzem teamom pozostały +- 3 tygodnie na ,,optymalizację’’ wszystkich  najważniejszych ,,rzeczy” zapisanych dużymi literami po tych regatach. To mało a zarazem dużo czasu, zobaczymy, który zespół ten okres wykorzysta najefektywniej.  Na pewno święta Bożego Narodzenia będą dla nich bardzo pracowite, ale to nic nowego w tym biznesie. Tak było w Walencji w 2007 J , tak jest za każdym razem… również na bojerach. Może uda nam się jeszcze polatać przed ,,lock downem”…

 

Pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

To i owo

Długa ta jesień… inna niż wszystkie do tej pory, dopasowanie się do ograniczeń  spowodowanych Covidem jest dużym wyzwaniem i swego rodzaju sztuką.  Ilu ludzi tyle opinii na temat jak i co zrobić aby się nie zarazić tym nieobliczalnym wirusem albo żeby nie …zwariować. Dla niektórych czas zwolnił a dla innych stał się walką o życie, o przetrwanie, o minimalizowanie strat.  Jedno jest pewne, że świat już nigdy nie będzie taki sam jaki był. A więc trzeba patrzyć z odwagą i entuzjazmem w przyszłość i cieszyć się z tego, że mieliśmy możliwość żyć w bardzo dynamicznie rozwijającym się świecie, w którym prawie nie było rzeczy niemożliwych…. Teraz ON powiedział ,,SPRAWDZAM”!!!  Przed każdym z nas postawił nowe wyzwania.

Ja czekam na zimę z nadzieją, że tym razem przyjdzie do nas.  Moi dwaj koledzy ze Szwecji żeglują na super gładkiej tafli jeziora Luossajarvi koło Kiruny. To jedyne 2200 km z Olsztyna J . Poczekam aż lód pojawi się trochę bliżej.  Na początku grudnia zaplanowane są pierwsze regaty i znając życie pojawią się tam prawie wszyscy jeżeli tylko warunki lodowe będą obiecujące.  Oczywiście jeżeli nie zblokuje nam tego Covid i kwarantanna…  Dopracowuję detale mojego nowego sprzętu, mierzę jego parametry i przygotowuję  koncepcję jego doboru na pierwsze dni na lodzie. Szukanie szybkości jest zadaniem nr 1 tu nie wolno zwolnić. Cieszę się, że po kilkuletniej przerwie naszymi  żaglami zainteresowali się ponownie nasi czołowi bojerowcy.

Śledzenie regat Vendee Globe oraz ,,newsów’’ z Auckland daje sporo satysfakcji. Strach pomyśleć, gdyby i one w rozpędzie chaotycznie podejmowanych decyzji nie odbyły się. Wytworzyłoby to ogromną pustkę i tak już w bardzo mocno okrojonym świecie żeglarstwa regatowego. A tak przynajmniej możemy popatrzeć na te nowoczesne ,,fruwające’’ maszyny. To już nie jest żeglowanie, to latanie przy olbrzymim wykorzystaniu technologii i komputerów.  Dla mnie to już jest zupełnie inny wymiar sportu. Nieosiągalny dla większości nie tylko z powodu niewyobrażalnie wysokich budżetów ale przede wszystkim z poziomu know – how jaki trzeba posiadać, aby ,,coś takiego’’ zbudować.

tutaj Luna Rosa traci kontrolę i startuje…

fruwające ,,maszyny” startujące w regatach dookoła świata – Vendee Globe.

Ogromną satysfakcję daje mi fakt, że my na tych małych bojerach ,,latamy’’ dużo szybciej i minie jeszcze wiele lat, zanim na wodzie ktoś uzyska podobne szybkości.

Igrzyska olimpijskie zbliżają się szybko, wiele europejskich teamów trenuje teraz w Portugalii w Villamourze, albo na Sycylii. Potem prawdopodobnie większość przeniesie się na wyspy kanaryjskie. Ograniczenia w podróżowaniu oraz brak regat są sporym utrudnieniem, ale to nie zmienia faktu, że prace domowe trzeba dobrze odrobić.  Czas na wodzie – lodzie jest bardzo cenny o czym wiemy my bojerowcy. Pracując z naszą kadrą odniosłem wrażenie, że jest inaczej, ale mogę się mylić J …  ..SPRAWDZAM’’ będzie na przełomie lipca i sierpnia 2021…  a potem już niedługo w Marsylii w 2024r.

 

co trzeba zrobić aby wygrać ?  ja to formułuję w ten sposób – czego nie wolno zrobić aby nie stracić szansy na walkę o wygranie regat bądź medalu. W żeglarstwie jest tak, że często już po pierwszym dniu kilku czołowych zawodników ,,wyżeglowuje’’ się z walki o medale. Tylko nieliczni wiedzą jak się wygrywa.  Mnie ,,udała’’ się ta sztuka wiele razy i to nie tylko na lodzie….  najważniejsza jest wiara  a cały proces zaczyna się, trwa nieprzerwanie i kończy w głowie… kto ma uszy niechaj słucha

pozdrowienia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Bojery, zdrowie i bieg :-)

Do zimy jeszcze sporo czasu ale przygotowania do sezonu już dawno się rozpoczęły.

Z Maciejem optymalizujemy profile i finisz naszych bardzo szybkich żagli.

Celem jest ,,dopasowanie’’ ich do masztów, które budowane są w różnych technologiach i ich ,,gięcie’’ też ulega zmianie. Do tego budowniczowie masztów zmieniają bez informowania nas np. grubość likszpary, co powoduje zwiększone  trudności z wciąganiem żagla bądź jego wypadanie pod pełnym obciążeniem.

Taka kosmetyka jest bardzo ważna, bo wszyscy  zdajemy sobie sprawę z tego, że ,,diabeł tkwi w szczegółach’’. A w bojerach perfekcyjne dopracowanie każdego elementu ma decydujący wpływ na szybkość i sukces.

 


Wysłałem to zdjęcie mojemu bojerowemu koledze  z Holandii – oh przepraszam z Nederlandów :-) , a on odpowiada, że wykonałem dobrą pracę ale nad … trawą. Nie zaprzeczyłem, bo faktycznie wygląda OK. Ale nowy żagiel też :-)

Zobaczymy jaki to będzie sezon, czy nie zabronią nam podróżować i startować.

Na pewno pod dużym znakiem zapytania stoją mistrzostwa świata, które w styczniu  2021 powinny odbyć się w USA.  Mam nadzieję, że  sytuacja z Covidem 19 unormalizuje się na tyle, że jednak polecimy za ocean…

Na razie wyruszam do Mielna na tygodniową przygodę z dietą Pani Dr. Dąbrowskiej.  Jak będzie potrzeba to przedłużę pobyt.  Mielno pamiętam z regat na Cadecie, startowało wtedy ponad 100 załóg i ,,ciasno’’ było nie tylko na linii startu.

Ciekaw jestem rezultatów  tego innego sposobu zaspokajania głodu :-) i to mnie motywuje. Wiele czytałem na ten temat i wiem, że krzywda mi się nie stanie.

Zamiast jeżdżenia na MTB i pływania kajakiem planuje rozpocząć regularne bieganie. Do tego gimnastyka w wodzie – bardzo to lubię.

takie ciche jezioro Ukiel to wyjątek…

A 11.10 pobiegnę gościnnie w tym szczególnym charytatywnym biegu. Zapraszam wszystkich do wsparcia tej akcji pomocy dla chorych dzieci.

do zobaczenia na linii startu

serdeczne pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

To już koniec sierpnia !!!

Czas płynie szybko również bez żeglarstwa ;-) i trudno uwierzyć, że w tym sezonie jeszcze nie żeglowałem.  Za to spędziłem wiele dni na motorówce i w kajaku… a na początku sierpnia odwiedziłem mojego przyjaciela i mentora bojerowego Bogdana Kramera. Spotkaliśmy się w JKW w Kiekrzu, gdzie odbywały się zainicjowane przez niego 42 lata temu regaty o Srebrny Żagiel Optymista.  Miło było powspominać stare czasy i zobaczyć po latach  wiele znajomych twarzy.

Bogdan ,,trzyma” się wyśmienicie i mam nadzieję, że zimą pościgamy się na lodzie.

Potem, na kilka dni, po raz pierwszy od bardzo wielu lat pojechałem do Pucka.  Dużo się tu zmieniło J.  Gościnnie obserwowałem Mistrzostwa Polski w klasie L’Equipe, na które zaprosił mnie Adam Liszkiewicz.  Powoli zaczynam się angażować w pracę z młodymi żeglarzami naszego olsztyńskiego klubu, którzy zajęli 2,3 i 4 miejsce w tych regatach.


Ta mała ,,żaglóweczka’’ – miniaturowa kopia popularnego niegdyś  FD czyli Latającego Holendra jest doskonała do wszechstronnego szkolenia młodych żeglarzy. Szkoda, że jej potencjał nie jest wykorzystywany czy w ogóle zauważony przez większość trenerów i kluby, które wolą szkolić dzieci na Optymistach do górnej granicy wieku.  W rzeczywistości jest to ślepa uliczka, z której potem tylko niewielu potrafi powrócić i nadrobić zaległości. Wydaje mi się, że  ,,górę’’ bierze wygoda  a za nią idzie naciąganie i ,,mamienie’’ rodziców, którzy przecież w większości finansują szkolenie i udział w regatach swoich pociech.   Zderzenie z rzeczywistością przychodzi zazwyczaj w momencie konieczności zmiany klasy ze względu na limit wieku.  Wtedy wyraźnie widać, że dzieci – młodzież szkoląca się wszechstronnie ma dużą przewagę nad tymi, którzy ,,przesiadają’’ się z Optymista.

Całe szczęście, że jest kilka klubów, w których nie ,,rządzą’’ tylko klasy jednoosobowe…

Co z moich ,,newsów’’ zawodowych.

Z powodu Covida 19 wszystkie zaplanowane regaty na 100 stopowym (33m) Wally Y3K zostały przełożone na przyszły rok. Kilka dni temu oficjalnie zostały też odwołane Maxi Yacht Rolex Cup i Swan Cup, które tradycyjnie miały się odbyć w Porto Cervo na Sardynii.

Sopot Match Race również odbędzie się dopiero w 2021.

Prawdę mówiąc, nie szukałem na siłę innych możliwości ścigania się. Czuję, że dobrze mi zrobi taka przerwa od żeglarstwa regatowego, którym po tych wielu latach czuje się zmęczony.

Na początku maja zakończyłem też oficjalnie współpracę z PZŻ  a tylko  w ,,okrojonym’’ zakresie pomagam załodze FX trenowanej przez Tomka Stańczyka.

Co dalej?   Życie pokaże.  Niedługo już przecież zima ;-) Mistrzostwa świata powinny odbyć się USA w styczniu ale w obecnej sytuacji szanse są małe…

Puchar Ameryki – szkoda, że podróżowanie jest tak ograniczone i niepewne, bo chciałem te regaty obejrzeć ,,na żywo’’ w Auckland.

Za to mój ogród jest zadbany jak nigdy a założony wiosną ,,warzywniak’’ nadspodziewanie dobrze obrodził. Rowerem   w lesie przejechałem ponad 1500 km, zdrowie jest, czego życzę Wam wszystkim

pozdrowienia z Łupstycha, gdzie czasami są takie zachody słońca :-)

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

TO już maj :-)

Już 1 maja a ja znów poleniuchowałem z opisywaniem tego, co się działo i dzieje w moim życiu sportowym.

Zima się szybko skończyła i w Polsce nie odbyły się żadne regaty. W marcu poleciałem na Majorkę potrenować wspólnie z Tomkiem Stańczykiem naszą najlepszą i jedyną załogę w klasie 49 FX.  Treningi były bardzo efektywne, tym bardziej, że Ola z Kingą mogły trenować w grupie 5 osobowej z najlepszymi załogami, co było dla nich bardzo nobilitujące.  W ciągu trzech dni wykonaliśmy kawał solidniej pracy, szlifując przede wszystkim elementy techniczne podczas startów. Niestety Covid 19 spowodował, że wszyscy żeglarze i trenerzy byli zmuszeni do powrotu do domu. Wszystkie regaty zostały odwołane i będąc tam nikt sobie nie zdawał sprawy, że następne tygodnie przyjdzie spędzić nam w tak dużej izolacji.

Zmiana systemu komunikowania, przełożenie IO o rok oznaczały duże ,,przemeblowanie’’  w funkcjonowaniu i w planowaniu dotychczasowych działań.

w pracy z ochroną twarzy przed słońcem a obecnie przed wirusem…

 

Z Hiszpanii dostałem info, że to już 13 lat minęło od naszych startów w PA w Walencji.

Nie mogę uwierzyć w to, że czas płynie tak szybko… miłe wspomnienia,

Zapraszam do obejrzenia skrótów z naszych dwóch najlepszych pojedynków w półfinale LVC stoczonych z ETNZ.

Niesamowite emocje – jeszcze teraz…  aż łezka w oku się zakręciła :-)

https://www.youtube.com/watch?feature=youtu.be&v=UmgtNmAbOgQ&app=desktop

https://m.youtube.com/watch?feature=youtu.be&v=ydx6uYH3dOo

a co dalej ? zobaczymy. Na razie wszystko  wskazuje na to, że  pierwsze regaty odbędą się na początku września – dla mnie byłby to start na Maxi Yacht Rolex Cup.

Sytuacja spowodowana przez pandemię sprawiła, że praktycznie wszyscy żeglarze zawodowi zostali bez pracy… pewne jest, że kryzys ten spowoduje dużą redukcję liczby dużych jachtów  biorących udział w regatach a więc dużo mniejszy rynek pracy. Nic nie będzie już tak jak do tej pory i do tej nowej rzeczywistości będziemy musieli się przyzwyczaić.

Ogród wygląda lepiej niż zwykle, wykonałem dużo pracy . W ,, normalnych czasach” byłbym gdzieś w podróży… a dziś popłynąłem kajakiem i mimo dobrej pogody na jeziorze było spokojnie. Żadnych wariatów szalejących na jet ski i motorówkach, tylko trenujący kanadyjkarze i żeglarze. Dla mnie mogłoby tak zostać :-) ale tylko na jeziorze !

Pozdrowienia z Łupstycha

 

 

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Mistrzostwa świata – srebrny medal

Mistrzostwa świata odbyły się praktycznie w ciągu dwóch pierwszych dni. Na jeziorze Orsasjon rozegraliśmy tylko 4 wyścigi, w których zająłem następujące miejsca: 26, 1,1,1. Z 29 punktami zająłem doskonałe 2 miejsce i jest to mój 5 tytuł vice mistrza świata.  Łukasz Zakrzewski, który żeglował najrówniej po raz pierwszy wywalczył złoty medal a na trzecim miejscu uplasował się młody, bardzo utalentowany rosyjski bojerowiec Anton Didenko.

Pierwszego dnia było bardzo mokro…

Na rozegranie kolejnych wyścigów zabrakło wiatru.

tak natura ,,rzeźbi” lód

Jestem bardzo zadowolony z faktu, że mimo 58 lat  nadal rywalizuję z moimi dużo młodszymi rywalami. 3 wygrane wyścigi, w tym dwa ostatnie z dużą przewagą pokazują, że przy słabym wietrze nadal nadaję ton rywalizacji.

 

Obecnie praktycznie wszyscy zawodnicy  w ,,złotej” grupie dysponują już doskonałym sprzętem i najmniejszy błąd w doborze płóz lub trymie ma duże konsekwencje.  Taki ,,wymuszony” błąd zdarzył mi się w pierwszym wyścigu, kiedy to, krótko przed startem siła wiatru zaczęła się mocno wzmagać a ja nie miałem już możliwości odpowiednio zareagować.  Miałem zbyt małą prędkość, aby odrobić dodatkowe straty spowodowane niekorzystną zmianą wiatru.

Dobrze, że ,,pozbierałem’’ się i w następnych wyścigach było już ,,normalnie” :-)

w tym wyścigu miałem też dużą przewagę nad drugim – P 31. ja już żegluje na bagsztagu…

Mistrzostwa Europy nie odbyły się i dzisiaj wracamy do kraju.

 

 

Pozdrowienia ze Sztokholmu.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Ach ta zima ;-)

To już koniec stycznia i wszystko wskazuje na to, że szanse na lód w Polsce topnieją z dnia na dzień.   Mistrzostwa świata już za 10 dni i na 99.9 % odbędą się w Szwecji, a dokładnie gdzie dowiemy się w czwartek lub piątek.  Finlandia, którą ,,obstawiałem’’ została zasypana śniegiem.

Haapsalu Mś 2014 – wyścig z łabędziem.

Obecnie mamy dwie lokalizacje, które są brane pod uwagę: Orsa – czyli znane miejsce gdzie byłem niedawno i jezioro Dellen koło Hudiksvall.

Logistycznie mam już wszystko dopięte, w środę wieczorem promem do Szwecji a potem … zobaczymy gdzie poprowadzi nas nasz ,,wódz”.

dla takich chwil warto jest podróżować 24 godziny :-)

Ostatnie przygotowania sprzętu są w toku, muszę dokładnie sprawdzić każdy detal, bo nie ścigałem się przecież w zeszłym roku a lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik.

Cieszę się na spotkanie z tą niewielką międzynarodową grupą ,,ostatnich dinozaurów’’, jak nazywa nas moja żona Iza. Biorąc pod uwagę to co dzieje się z pogodą i jeżeli ten trend się tak utrzyma to na pewno bojery jak i inne sporty zimowe będą powoli umierać śmiercią naturalną.

Regaty Masters Cup na jeziorze Orsa

Ja jestem wdzięczny losowi, że ,,trafiłem’’ na najlepsze lata tego fascynującego sportu, co częściowo oddają zamieszczone zdjęcia. Pamiętam doskonale moje pierwsze latanie na DN-ie na jeziorze Tałty, miałem wtedy 14 lat. Teraz w wieku 58, nadal ciągnie mnie na lód jak wilka do lasu. Czy nie jest to genialne?  ,,Odpuściłem’’ kilka lat,  mieszkając w Hiszpanii oraz poprzedni rok, kiedy ,,podróżowałem’’ z naszymi olimpijczykami. Ale była to usprawiedliwiona nieobecność :-)

Mistrzostwa świata 2016 Szwecja

W tym sezonie postanowiłem już wcześniej, że wystartuje na mistrzostwach świata i Europy, tym bardziej, że organizuje je nasza Polska Flota DN. A to, że jedziemy do innego kraju to dla nas chleb powszedni.  Z poważnych przygotowań praktycznie nic nie wyszło. Dobrze, że ,,polatałem’’ te kilka dni w Szwecji… start na ,,świeżości’’ to też atrakcja, cel numer 1 to mieć przyjemność ze ścigania się i bycia częścią wyjątkowego wydarzenia sportowego.

pozdrowienia

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Międzynarodowe regaty bojerowe w Szwecji

Pierwsze moje latanie w tym sezonie po dłuższej przerwie i nie było wcale tak źle.

Zająłem doskonałe 2 miejsce. Rozegraliśmy 3 wyścigi – tylko przy słabym wietrze. Ściganie się w takich warunkach wymaga bardzo dobrego wyczucia wiatru i jego porywów oraz zmian. Do tego dochodzi umiejętność szybkiego rozpędzenia się i utrzymania prędkości.  Na początku sezonu zazwyczaj ,,głowa’’ ucieka do tyłu i trudno znaleźć sobie miejsce w kokpicie, ale jakoś sobie poradziłem :-)

3,3 i 2  świadczą o szybkiej i dobrej żegludze – w każdym wyścigu goniłem moich rywali, do czego się już przyzwyczaiłem. Na starcie nie biegam już tak szybko i nie będzie lepiej. Zdaję sobie z tego sprawę i mam przygotowaną odpowiednią taktykę na każdą pierwszą halsówkę, chodzi o to aby przede wszystkim minimalizować straty :-)

 

Regaty wygrał Tomek Zakrzewski a miejscami 2,2,3 a trzeci był jego brat Łukasz, 1,6,5.

 

Jestem bardzo zadowolony, że mogłem nawiązać z nimi równorzędną walkę. Pozytywnie zdał nowo zaprojektowany i wyprodukowany w Gdańsku nowy radialny żagiel, który wzbudził tu duże zainteresowanie u większości bojerowców.

dzień pierwszy – mokro ale mimo to dobry nastrój :-) 24 godziny póżniej – sucho i słonecznie – nastrój też dobry :-)

A mieszkam w takim małym domku… (pierwszy z prawej)

Zostaję tutaj jeszcze dwa dni aby potrenować, bo wszystko wskazuje, że będzie to ostatnia możliwość pożeglowania, przed mistrzostwami świata i Europy, które rozpoczną się 9 lutego.  Mała szansa, że odbędą się w Polsce bo prognozy pogody nie są obiecujące. Pożyjemy  zobaczymy.

 

Pozdrowienia z Orso

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone