Zaplanowane na piątek i sobotę Mistrzostwa Europy nie odbyły się z powodu… dużego opadu śniegu.

Na nowe miejsce regat wyjechaliśmy z Łukaszem już o 5 rano. Temperatura – 17, spory wiatr i czyste błękitne niebo, na którym podziwialiśmy gwiazdy i księżyc. Chcieliśmy jak najszybciej być na lodzie, aby optymalnie ‘dostawić’ sprzęt w nowych warunkach. Obaj mamy nowe kadłuby i maszty, wiedzieliśmy, że  na  perfekcyjne dotrymowanie wszystkich elementów potrzebujemy sporo czasu. Przed mistrzostwami aura nas nie rozpieszczała i w sumie pożeglowaliśmy tylko kilka dni przy silnym wietrze i na gładkim lodzie.

Na 20 kilometrów przed miejscem regat  zaczęły pojawiać się chmury i powoli zaczął padać śnieg. Sprawdzał się jeden z ‘czarnych scenariuszy’ prognozy pogody, którą czytałem poprzedniego dnia. O 8 rano byliśmy już na lodzie, który był  pokryty 5 cm warstwą białego puchu, wiał bardzo silny wiatr a temperatura wynosiła -13 stopni.  Potężne płaty padającego śniegu nie zwiastowały nic dobrego. Wróciliśmy do oddalonej o 10 km małej przydrożnej restauracji, w której wcześniej zjedliśmy doskonałe śniadanie. Około 11 ‘szefostwo’ podjęło decyzję o odwołaniu regat a my wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Karlskrony, aby zdążyć na prom. Po 20 minutach jazdy zaczęło świecić piękne słońce i ani śladu po chmurach i śniegu….

Niestety, za taki bardzo frustrujący przebieg Mistrzostw Świata i Europy całej winy nie można zrzucić na pogodę. Przed regatami analizując dokładnie prognozy w Europie  doradzałem organizatorom i informowałem ich, że jedynie akweny na zachodzie Szwecji dają dużą szansę na rozegranie mistrzostw. Moim pierwszym wyborem była Estonia, a dokładnie wyspa Saareema, gdzie temperatury w ciągu dnia, dobry lód i wiatr zapowiadały dobrą rywalizacje. Mazury, a dokładnie jezioro Śniardwy w momencie podejmowania decyzji jeszcze ‘pływały’, do tego bardzo duże mrozy wykluczały nasz ulubiony akwen z rywalizacji o miejsce mistrzostw. Co prawda Zatoka Okartowska była zamarznięta, ale  tylko kwestią czasu było powstanie długich pęknięć, które podzieliłyby ten i tak mały akwen i uniemożliwiły przeprowadzenie regat.

Nie wiem na co ‘szefostwo’ IDNIYRA liczyło i czym się kierowało, sprowadzając na jezioro Hjalmaren koło Orebro ponad 200 żeglarzy lodowych. Wiadomo było,  że wiatru będzie tam jak na lekarstwo a cienka warstwa śniegu przy tęgich mrozach i dużej wilgotności będzie jak gips.

Frustrujący i deprymujący jest fakt, że błędne decyzje podejmowane przez ‘szefostwo’ na poziomie amatorskim  absolutnie nie odzwierciedlają profesjonalnego przygotowywania się wielu zawodników do  mistrzostw a wręcz DEGRADUJĄ bojery. Setki godzin przepracowanych na siłowni i przy optymalizacji sprzętu, spore środki finansowe poświęcone na zakup nowych żagli, płóz, płozownic, masztów i kadłubów, nie wspomnę o kosztach związanych z wyjazdami na treningi i regaty, to prawdziwy obraz naszego sportu. ‘Latamy’ na bojerach bo kochamy to wspaniałe uczucie dużej szybkości, tę adrenalinę i wyjątkowy smak rywalizacji.  Tylko gdzieś musi być równowaga, bo jej brak zwiastuje katastrofę, która prędzej czy póżniej się wydarzy.

Quo Vadis bojery ? …

pozdrawiam już Łupstycha,
Karol Jabłoński

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

MŚ – dzień 3

Decydujący i jedyny dzień regat minął bardzo szybko, co jest typowe dla naszego sportu. Jednak wielu doświadczonych żeglarzy, również i ja, nie przypuszczało, że warunki lodowe będą tak wyjątkowo trudne. Od samego rana każdy próbował znależć płozy, które stawiałyby jak najmniejszy opór na zmrożonej śniegiem powierzchni lodu. W moim całym ‘arsenale’ płóz niestety nie miałem takich, podobny problem mieli również moi sparing partnerzy, Łukasz i Bernd oraz wielu innych czołowych zawodników. W mojej długiej karierze przeżyłem sporo takich dni, w których ‘nic nie jechało’. Bojery są sportem bardzo kompleksowym i w ekstremalnych warunkach pogodowych nawet najbardziej wytrawni i doświadczeni zawodnicy łapią się za głowę i nie mogą znależć wytłumaczenia dla ‘braku jazdy’.  W tym dniu wiele nowych nazwisk pojawiło się na czołowych miejscach.

Po rozegraniu 3 wyścigów mistrzem świata  zasłużenie został Tomek Zakrzewski, który od wielu lat bardzo ciężko pracował na ten wielki sukces, gratulacje!!!! Drugie miejsce zajął Duńczyk Hans Ebler a trzecie Estończyk Karl Hannes. Ja po pierwszym wyścigu, który ukończyłem na bardzo dalekim 27 miejscu zmieniłem płozy, mając małą nadzieję, że w następnym pożegluje szybciej. Niestety, było bez niespodzianek i nie przekroczyłem linii mety. Po tym wyścigu zjechałem do portu i spakowałem sprzęt. Jutro z samego rana przenosimy się na jezioro oddalone stąd około 200 km. Jest tam czarny lód i mam nadzieję, że rozegramy tam dobre mistrzostwa Europy.

pozdrawiam,

Karol Jablonski

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

MŚ – dzień 2

Był to bardzo długi i ciężki dzień w biurze. Na lodzie byliśmy już u 9 rano, a o 10 wystartował już pierwszy wyścig eliminacyjny grupy D. Niestety, wiatru było za mało, aby czołowi zawodnicy mogli  przeżeglować trasę nie przekraczając  limitu czasu.

Warunki lodowe są bardzo trudne, lód pokrywa cienka warstwa zbitego i zamarzniętego śniegu. Podczas żeglugi ma się wrażenie, że płozy tną płytę gipsową… Kiedy około 13.00 powiało mocniej i komisja sprawnie przeprowadziła 3 wyścigi eliminacyjne, ja przetestowałem prawie 10 kompletów płóz, które niestety nie chciały się ‘ślizgać’. Szczęśliwi są ci, którzy mają akurat płozy zrobione z metalu, który nie stawia wcale oporu i  bojer bez problemu ‘lata’ z dużą szybkością.

Wielu  doświadczonych zawodników załamywało ręce, bo obojętnie co nie założyli, ich bojery nie mogły się rozpędzić.  Mam tylko nadzieję, że jutro ‘COŚ’ się zmieni.

Ma powiać z siłą 4 – 6 m/s, a więc na pewno rozegramy 4 wyścigi, które automatycznie zakończą mistrzostwa świata. Będzie to ważny dzień ale w tej chwili trudno jest mi cokolwiek powiedzieć jak on się potoczy.

Jutro śniadanie o 6.30 i od 8.30 zaczynam przygotowania do pierwszego wyścigu finałowej grupy A, który wystartuje o 10. Czasu na znalezienie szybkości jest bardzo mało.

pozdrawiam,

Karol Jablonski

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Bojery – MŚ i ME

Od czwartku jestem już w Szwecji, gdzie na jeziorze Hjalmaren koło Orebro mają odbyć się mistrzostwa świata i Europy. W piątek i sobotę warunki lodowe były bardzo dobre, równą taflę zamarzniętego jeziora pokrywała cienka warstwa śniegu, która nie stawiała wcale oporu i lataliśmy ze sporymi szybkościami.

W niedzielę w nocy temperatura spadła do -10 i b. duża wilgotność powietrza spowodowała, że śnieg zbił się tworząc tzw. gips. Potrzebny jest silniejszy wiatr, aby ‘ruszyć’ z miejsca a dobór odpowiednich płóz będzie miał decydujący wpływ na szybkość latania.

W związku z tym, że do soboty, ostatniego dnia regat, jest coraz mniej czasu a dzisiaj prawdopodobnie żadne wyścigi nie odbędą się, wiadomo, że będą to b. krótkie mistrzostwa, które zakończą się po 3 – 4 wyścigach. Prognoza wiatrowa jest bardziej optymistyczna na następne dni i od jutra powinniśmy się już ścigać.

Nie ukrywam, że bardziej komfortowo czułbym się na silnym wietrze i gładkim lodzie. Moja dotychczasowa szybkość na treningach pokazała, że w tych warunkach będzie mi bardzo trudno powalczyć tu o medal.  Dzisiejszy dzień wykorzystam na odpowiednie przygotowanie płóz  (b. dużo pracy). Jutro, przed wyścigami przetestuję jeszcze inny maszt, by  potem podjąć trudną decyzję na którym wystartować. Niestety brak treningów na słabym wietrze pozostawia spory margines niepewności. W ubiegłym sezonie też miałem problemy z ‘jazdą’  w takich warunkach i najbliższe dni pokażą, czy uda mi się ją poprawić.

Do pierwszego wyścigu pozycje startowe są losowane i mogę stwierdzić, że los mnie nie oszczędził.  Obok mnie stoją młodzi, dużo szybciej biegający zawodnicy i przede mną stoi ogromnie trudne zadanie…

pozdrawiam z Orebro

Karol Jablonski
Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

SEZON BOJEROWY

Wszystko wskazuje na to, że ten sezon będzie bardzo krótki. Mistrzostwa Świata i Europy, które zaplanowane są na przełom stycznia i lutego prawie ze 100% pewnością odbędą się  w Szwecji.  Do dzisiaj mieliśmy nadzieję, że Niemiecka Flota  DN, która jest organizatorem tych regat przeniesie je do Polski, ale aktualna sytuacja pogodowa nie daje najmniejszych szans na to, aby jeziora na Mazurach zamarzły i lód uzyskał odpowiednią grubość.

 

W oczekiwaniu na zimę w ubiegłym tygodniu wybrałem się razem z Łukaszem Zakrzewskim, moim partnerem treningowym, do Szwecji na trening i regaty. Prawie idealne warunki lodowe panowały na dużym jeziorze koło Sandviken, gdzie dokładnie 20 lat temu zdobyłem mój pierwszy tytuł mistrza świata i Europy.

Czekała nas długa podróż. Z Łupstycha do Gdyni wyjechaliśmy o 5 rano, gdzie o 9 wypłynęlismy promem do Karlskrony.  Stamtąd  wyruszyliśmy w dalszą drogę o 20 i po przejechaniu ponad 700 km około godziny trzeciej nad ranem usnęliśmy w wygodnych łóżkach małego pensjonatu.

Dzięki uprzejmości STENA LINE pobyt na promie był bardzo relaksujący. Oprócz doskonałego jedzenia, w komfortowych warunkach mogliśmy odpocząć i zrelaksować się przed dalszą podróżą.

 

Z zaplanowanych 5 dni, na lodzie efektywnie spędziliśmy tylko trzy.

Czwartek – pierwszy dzień. Przy szybkiej jeździe i wietrze 6-9 m/s przetestowałem dwie nowe płozownice oraz nowy kadłub, zbudowany przez Darka Kardasia. Głównym zadaniem było jednak „znalezienie sobie miejsca”€™, tzn. przyzwyczajenie się do ścigania w pozycji leżącej. Nie ukrywam, że z wiekiem coraz trudniej jest utrzymać głowę w pozycji pionowej. Wieczorem czułem każdy mięsień, a przecież przepracowałem solidnie ostatnie miesiące, starając się wzmocnić wszystkie mięśnie i ich wytrzymałość.

W piątek, drugiego dnia naszych testów, założyłem nowy maszt zbudowany też przez Darka i moją ,,wyścigową”€™ płozownicę. Do godziny 12 wiało już bardzo solidnie, ale później tylko kilku bojerowców testowało sprzęt. Szkwały do 15 m/s przy padającym śniegu powodowały, że widoczność było bardzo kiepska i z tego powodu skończyliśmy wcześniej trening, co pozwoliło też moim ,, kościom”€™ odpocząć przed regatami. Byłem bardzo zadowolony z mojej szybkości, maszt pracował doskonale, a co najważniejsze nie złamał się w tych ekstremalnych warunkach, co przytrafiło się Łukaszowi.

W sobotę, pobudka o 7.00, śniadanie i na lód. Warunki perfekcyjne, słońce, wiatr 7-9 m/s i odrobinę chropowaty lód, ale bez śniegu.

Rozgrywamy 4 wyścigi, w których toczę ciężką walkę o zwycięstwa  z Tomkiem Zakrzewskim oraz Robertem Graczykiem, Czasami blisko jest jeszcze Szwed Tomas Lindgren. 3  wygrywane wyścigi  i jedno 2 miejsce dają mi prowadzenie.. Ta rywalizacja kosztowała mnie sporo sił, ale sauna i małe piwko w pełni je zregenerowały.

W niedzielę niestety nie ma wiatru, a miałem nadzieję, że przetestuję  przy mniejszym wietrze nowy żagiel i maszt. Prognoza na poniedziałek jest też mało obiecująca a więc podejmujemy decyzję o wcześniejszym powrocie.

W najbliższych dniach, podobnie do innych bojerowców większość czasu spędzę w warsztacie na optymalnym przygotowaniu sprzętu do regat. W tym bardzo skomplikowanym i zaawansowanym technologicznie sporcie wymagana jest perfekcja w każdym elemencie. Niestety nie mamy mechaników lub serwisantów, którzy by tę pracę wykonali za nas a my moglibyśmy skoncentrować się wyłącznie na przygotowaniu fizycznym i mentalnym.  Rozmarzyłem się trochę :)

pozdrawiam,
Karol

 

Opublikowano Bojery | Komentarze są wyłączone

Wesołych Świąt!

Opublikowano Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

VOR

Telefonica wygrała 1 etap, 16 godzin później finiszował Camper z TNZ na pokładzie, który przez wiele dni i nocy próbował odrobić straty wyciskając z jachtu maksymalną szybkość i wywrzeć presję na żeglującego z przewagą ok. 100 mil morskich lidera. Iker Martinez i jego załoga, w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, zachowała jednak zdrowy rozsądek i prowadziła jacht konserwatywnie, kalkulując ewentualną stratę dystansu. Już wcześniej chwaliłem nawigatora teamu Telefonica, który ponownie po mistrzowsku wybrał kurs żeglugi w ostatnich dniach trwania wyścigu. W przeciwieństwie do Campera, nie pożeglował najkrótszą drogą do mety, co w pewnym momencie wyglądało bardzo ryzykownie, bo rywal nadrobił sporo dystansu, ale w końcowym rezultacie jego strategia zaowocowała zwiększeniem przewagi.

Z reguły ostatnie dni tego etapu załogi wykorzystują na pobicie 24 godzinnego rekordu szybkości, który został ustanowiony podczas ostatnich regat VOR przez jacht Ericsson 4 i wynosi 596.6 mil morskich. Teoretycznie dystans 600 nm powinien zostać ,,złamany” ale tym razem tylko Camper przeżeglował 554 mile morskie w ciągu doby w niezbyt optymalnych warunkach. Wydaje mi się też, że wszystkie załogi obawiają się poważnych awarii i ich głównym celem jest dopłynięcie do mety a nie bicie rekordów na co jeszcze przyjdzie czas.
Groupama jeszcze żegluje i we wtorek dopłynie do mety. Ten etap na długo zostanie w pamięci Franca Camasa i jego załogi, bo praktycznie od ponad 20 dni żeglują sami, daleko za liderami. Podejrzewam, że nawet to 3 miejsce nie będzie w stanie wynagrodzić frustracji spowodowanej obraniem błędnej strategii, która doprowadziła do straty prawie 800 mil morskich.
Załoga Pumy dotarła już do wyspy Tristan da Cuhna i przygotowuje jacht do załadunku na statek, który powinien dotrzeć do nich za kilka dni. W międzyczasie żeglarze cieszą się gościnnością mieszkańców wyspy i regenerują siły, bo dla tego teamu walka z czasem zacznie się tuż po dotarciu do Kapsztadu.
Team brzegowy chińskiego zespołu wykonał już część kadłuba, która zostanie wymieniona natychmiast po dopłynięciu statku transportującego jacht.
Jakby nie patrzeć, to sporo się już wydarzyło na pierwszym etapie. Nikt przecież nie spodziewał się, że dwa jachty stracą maszty. Nie wykluczone, że Team Sanya też mógłby stracić ,,palmę”, bo ma identyczną jak Team Abu Dhabi.
To dopiero początek wyścigu i jestem ciekaw czy Telefonica będzie dalej żeglować na tym samym, bardzo wysokim poziomie. Już w Alicante, kiedy obserwowałem wszystkie jachty podczas pierwszych minut pierwszego etapu, jacht hiszpański zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Widać było, że na większe podmuchy wiatru odpowiada bardzo dynamicznie i zachowuje się, tak jak nie ujeżdżony dziki koń, który rwie do przodu co sił w nogach.
Faktem jest, że karty będą na nowo potasowane i rozdane…

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

VOR

VOR – zostały tylko 3 yachty!!!!

W poniedziałek, przy wietrze wiejącym  z siłą 23 węzłów (nic ekstremalnego), Puma straciła maszt!!!!  Przyczyną w takim wypadku zazwyczaj jest pęknięcie jakiegoś małego okucia, co powoduje, że cała konstrukcja trzymająca zbudowany z włókna węglowego maszt łamie się jak zapałka.  Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało i załodze udało się uniknąć większych uszkodzeń kadłuba po sprawnym odcięciu want i fałów.
Stało się to praktycznie „na środku” oceanu, do najbliższego lądu jest ok. 2500 mil morskich i dla zespołu Pumy najważniejsze jest teraz wyścig z czasem i jak najszybsze dotarcie do Kapsztadu. Na zaimprowizowanym awaryjnym ożaglowaniu jacht poruszał się z szybkością 3 węzły i kierował się do małej wysepki o nazwie Tristan.
Tam ma dopłynąć specjalnie wysłany z RPA statek z  dźwigiem, gdzie Puma ma zostać załadowana na jego pokład. Będzie to trudne zadanie, ponieważ operacja ta będzie musiała odbyć się na wodzie.  Za mała głębokość w porcie uniemożliwia wpłynięcie do niego jachtu.
Obecnie Puma, żegluje już szybciej na silniku. Zatankowanie ok. 450 litrów paliwa od poproszonego o pomoc statku ZIM Monaco umożliwi osiągnięcie wysp Tristan da Cunha za około 3-4 dni.

W międzyczasie Telefonica żegluje najszybciej mając przewagę 107 mil morskich nad Camperem i ok. 310 nad Groupamą. Wszystkie załogi doskonale wiedzą, że ten wyścig nie jest zakończony przed przekroczeniem linii mety i sporo się może jeszcze wydarzyć. W najbliższych dniach jachty powinny żeglować coraz szybciej w ekstremalnych warunkach wietrznych i wielką sztuką będzie utrzymanie maksymalnej szybkości, wyciskanie tzw. maksa z jachtu ale bez przekroczenia limitu wytrzymałości sprzętu i załogi.

Po okrążeniu Fernando de Noronha, Telefonica zmierzając  na południe za prowadzącą Pumą,  postanowiła zaatakować  wybierając  kurs  na południowy wschód, co zaowocowało  objęciem prowadzenia i uzyskaniem prawie 20 milowej przewagi nad bezpośrednim rywalem. Ken Read i jego załoga nie próbowała się bronić, ponieważ była zadowolona ze swojego kursu i strategii. Przewidywali, że to właśnie oni będą żeglować przy silniejszym wietrze, ale niestety stało się inaczej. Na korektę kursu było wtedy za póżno.
Andrew Capy  jest jednym z najbardziej doświadczonych nawigatorów w VOR , w tym etapie prowadzi hiszpański jacht po optymalnej „linii”. Widać wyraźnie, że Iker Martinez i jego załoga mają pełne zaufanie do jego decyzji a jacht żegluje też bardzo szybko, co na pewno jest dużym atrybutem w tego rodzaju regatach. Różnica 0,5 węzła w prędkości jachtu to na wodzie + – 900 m na godzinę żeglugi, co oznacza ponad 21 km w ciągu doby!

Za kilka dni prowadzące jachty dotrą do strefy silniejszego i korzystniejszego poz względem kierunku wiatru i obiorą drogę do Kapsztadu.

 

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

VOR

Puma, która ponownie objęła prowadzenie i Telefonica przekroczyły  bezproblemowo równik, nie tracąc dystansu do  Campera,  który żegluje ze startą ok. 168 nm.  Załoga francuskiego  jachtu  Groupama  powoli będzie musiała zacząć myśleć o racjonowaniu jedzenia,  bo obecnie znajdują się ponad 350 nm za liderami. Są najbardziej na wschód i mają przed sobą jeszcze przekroczenie skomplikowanej, słabowiatrowej  strefy Doldrums, a  warunki wietrzne nie pomagają im odrobić strat.  Prognoza pogody dla nich też nie jest optymistyczna.  Do archipelagu wysp o nazwie Fernando de Noroncha, dla liderów wyścigu. możliwości taktyczne są ograniczone i liczy się tylko szybkość jachtu. Znów ciekawie zacznie się robić po jego okrążeniu, kiedy to jachty zmienią kurs do mety etapu. Nie ukrywam, że od ponad dziesięciu dni Telefonica  niesamowicie „ciśnie” Pumę, co nadaje temu etapowi sporo pikanterii. Szkoda tylko, że pozostałe dwa jachty zostały tak daleko z tyłu…

http://www.teamsanya.com/en/

W międzyczasie na lądzie trwa też bardzo intensywna walka z czasem. Jacht Sanya płynie już na statku do Kapsztadu, gdzie planowo ma dotrzeć pod koniec listopada.  Załoga i team doświadczonych „boatbuilderów” znajduje się już w Kapsztadzie i zaczynają intensywne budowanie dziobowej części kadłuba. Na naprawę uszkodzenia, po rozładowaniu jachtu, będą mieli praktycznie tydzień, bo celem załogi Mike’a Sandersona jest udział w tzw. wyścigu portowym, który odbędzie się 10 grudnia.

http://www.volvooceanrace.com

Z Lizbony, jacht Azzam załadowany  na inny statek  cargo wyruszył także  w podróż do mety pierwszego etapu. Planowana data dopłynięcia to 28 listopada.  Pracownicy firmy Future Fibres, którzy budowali maszty i bomy dla teamu Abu Dhabi Ocean Racing oraz Sanya,  intensywnie pracują nad wzmocnieniem ekstremalnie wyżyłowanych technologicznie masztów. Skipper Ian Walker, jego załoga jest w nieco bardziej komfortowej sytuacji bo spory zapas czasowy powinien być wystarczający na dokładne  „ustawienie”nowego masztu przed następnym etapem.

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone

VOR

Nick Dana/Abu Dhabi Ocean Racing

Mimo tego, że tylko cztery jachty ścigają się na wielkim oceanie, to załogi walczą o każdy metr. W ostatnich 24 godzinach okazało się, że Groupama za samodzielną żeglugę wzdłuż wybrzeży Afryki zapłaciła stratą ponad 350 mil morskich do Pumy i jachtu hiszpańskiego. Camper stara się zniwelować swoją 160 milową stratę do prowadzącej dwójki i największą szansę będzie miał, kiedy liderzy wpłyną w strefę Doldrums i znacznie zwolnią. Strefa ta charakteryzuje się słabym i zmiennym, ale bardzo porywistym wiatrem. Żaden nawigator ani zespół pogodowy nie mają tam kontroli i dużo zależy od szczęścia, ale również od dokonywania odpowiednich decyzji taktycznych w zależności od tego co się widzi. Z reguły mówi się, że „west is the best” co dotychczas wydaje się potwierdzać, bo właśnie jacht Telefonica odrobił ponad 10 milową stratę do Pumy, żeglując równoległym kursem ale ponad 60 mil na zachód od swojego amerykańskiego rywala.
Ken Read i jego załoga jest sfrustrowana stratą tak ciężko wywalczonego prowadzenia, ale doskonale też wiedzą, że do mety w Kapsztadzie dużo się jeszcze wydarzy. Po przekroczeniu równika jachty będą musiały okrążyć najbardziej na zachód wysunięty, znajdujący się w pobliżu Brazylii punkt Fernando de Noronha.
Chris Nicolson i jego doświadczona załoga Emirates Team New Zealand chyba najbardziej odczuła skutki jednej błędnej decyzji. Byli na prowadzeniu po przepłynięciu Giblartaru obrali kurs na południe, a ich śladem podążył Franck Cammas. Telefonica i Puma pożeglowały w poszukiwaniu silniejszego wiatru na zachód, co okazało się właściwą decyzją. Co prawda Camper obrał później podobny kurs, ale poniósł bardzo duże starty.
Wszystkich nawigatorów wspierają tzw. zespoły routerów, które mają nieustanny dostęp do aktualnej prognozy pogody, analizują przesuwanie się niżów, poszukują optymalnego kursu  gwarantującego największą szybkość jachtu w najlepszych warunkach wietrznych. Aktualna pozycja między jachtami i wybór ich kursów pokazuje, że nie ma standardowych rozwiązań. I to jest piękne w żeglarstwie!
pozdrawiam,
Karol Jablonski

http://www.volvooceanrace.com/en/gallery/photos.html

Opublikowano Volvo Ocean Race | Komentarze są wyłączone