Louis Vuitton Trophy

Dla teamu Synergy udział w regatach LVT już się zakończył. W walce o wejście do ćwierćfinału żeglowaliśmy ponownie z TNZ, z którym dzień wcześniej  rozegraliśmy ostatni wyścig roundy round robin. Niestety ponownie, po wygranym starcie i sporej przewadze, w połowie pierwszej halsówki przy bardzo zmiennym wietrze, zaprzepaściliśmy szansę na zwycięstwo. Wdaliśmy się za mocno w bezpośrednią walkę, zamiast pożeglować swoje, czyli wykorzystać optymalnie zmiany w kierunku wiatru, które dochodziły do 40 stopni.

Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com

Wczorajszy wyścig rozegraliśmy przy bardzo silnym wietrze, co znacznie faworyzowało team Kiwi, żeglujący ze sobą od wielu lat i znający doskonale te jachty. Dla nas był to mecz ostatniej szansy i przystąpiliśmy do niego bardzo zmotywowani. Mimo tego, że Dean Barker startował z prawej strony, co mu dawało sporą możliwość kontroli fazy przedstartowej, na 1.30 przed sygnałem startu wykonałem spektakularny manewr zamiany stron, który pozwolił nam wystartować na pełnej szybkości po nawietrznej stronie rywala i pożeglowanie w korzystną prawą stronę trasy. (Po wyścigu usłyszałem od wielu, że trzeba mieć “duże jaja”, żeby zrobić coś takiego przy 25 węzłach wiatru). Górny znak okrążyliśmy z przewagą 7 sekund i wszystko teraz zależało od szybkości postawienia genakera.
Niestety, mieliśmy spore problemy. Koniec bomu genakera, który zamontowany jest na szynie na maszcie poleciał do góry co spowodowało, że drugi koniec prawie wylądował w wodzie… Po opanowaniu tej sytuacji i odpaleniu genakera, nasz rywal był już po zawietrznej i teraz musieliśmy czekać, aż zrobi on zwrot przez rufę, aby razem z nim pożeglować w stronę dolnych znaków. W międzyczasie okazało, że nasz nawietrzny szot genakera jest pod dziobem i musieliśmy poczekać około minuty z wykonaniem zwrotu. Te problemy kosztowały nas utratę szansy na zwycięstwo i prawo walki o półfinał. Dalszą część wyścigu żeglowaliśmy bardzo dobrze i linię mety przekroczyliśmy tylko ok. 15 sekund za TNZ.  To był nasz zdecydowanie najlepszy pojedynek, ale szkoda, że ostatni…

Rezultat osiągnięty tutaj jest adekwatny do naszych “przygotowań” i nie jest dla mnie oraz większości załogi żadnym zaskoczeniem. Wiedzieliśmy doskonale, że przed tymi regatami musimy trenować i wzmocnić skład kilkoma silnymi grinderami. Niestety wszystkie te propozycje zostały skreślone przez rosyjskich właścicieli zespołu i mam tylko nadzieję, że wyciągnęli odpowiednie wnioski z tej porażki. Do rywalizacji z najlepszymi załogami świata, które mają na celu start w Pucharze Ameryki, trzeba być odpowiednio przygotowanym i nie ma tu drogi na skróty.
Mieliśmy realne możliwości wygrania kilku wyścigów, które prowadziliśmy po dobrych startach. Po prostu zabrakło  opływania…

W półfinale TNZ zmierzy się z włoską Azzurrą, a w drugiej parze szwedzki Artemis będzie walczył z Mascalzone Lattino.

Azzurra w ćwierćfinale pokonała niemiecko – francuski zespół All for One 1:0 a Artemis wygrał  z faworytem tych regat Teamem Origin z Wielkiej Brytanii.

Rywalizacja zakończy się w niedzielę a dyskusja na temat formatu tych regat będzie trwała jeszcze długo.

Photo copyright: LouisVuittonTrophy.com

Następne regaty z cyklu LVT odbędą się w maju na Sardynii, w których wystartujemy w nieco zmienionym, silniejszym składzie. Mam nadzieję, że zostanie on zaakceptowany przez właścicieli, którym nadal bardzo zależy, aby na jachcie żeglowało jak najwięcej Rosjan. Mamy zaplanowany również kilkudniowy trening w Walencji na początku maja, ale to też musi przejść drogę służbową…

Pozdrowienia,
Karol Jabłoński

Ten wpis został opublikowany w kategorii Louis Vuitton Trophy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.