|
16.06.2008. |
Jutro w Porto Cervo rozpoczynają się regaty Rolex Sardynia's Cup, które są jednocześnie morskimi drużynowymi mistrzostwami świata. Uczestniczy w nich 5 teamów. Każdy zespół składa się z trzech jachtów. Niemiecki team tworzą jacht klasy tp 52 Platoon, którego sternikiem jest Jochen Schuemann, jacht klasy swan 45, którego właścicielem i sternikiem jest Hendrik Brandis i jacht klasy Farr 40, którym steruje Wolfgang Schaefer.
Faworytem jest team hiszpański, który broni tytułu zdobytego przed 4 laty. Załogi większości jachtów tworzą bardzo doświadczeni żeglarze i zapowiada się bardzo intensywna i ciekawa walka na trasie regat. Zaplanowane jest rozegranie 8 wyścigów up and down oraz jednego długiego tzw. coastal race i wszystkie liczą się do punktacji generalnej. Zmagania kończą się w sobotę. Regaty te mają wieloletnią tradycję, pamiętam, że wygrałem je w roku 1994, sterując jacht klasy ILC 40 Omen.
Od dwóch dni trwają oficjalne pomiary żagli i jachtów, załogi wykorzystują czas na ostatnie testy i treningi. Wyraźnie odczuwa się gorączkę przedstartową.
Wystartuję tu na swanie 45 Early Bird. Po regatach w Capri wzmocniliśmy nieco skład załogi i z optymizmem oczekujemy nadchodzących dni. Sam jestem bardzo ciekaw, jaki przebieg będą miały te regaty teamowe i jak silny jest nasz zespół. Przez najblizsze kilka dni siła wiatru ma dochodzić do 25 a nawet 30 węzłów, a ten jacht nie jest łatwy do opanowania w tych silnych warunkach wietrznych, szczególnie na kursach spinakerowych. Będzie ciekawie,
serdeczne pozdrowienia,
Karol |
|
|
Rolex Capri Sailing Week. Udany debiut w klasie Swan 45. |
|
26.05.2008. |
|
Wczoraj zakończyły się czterodniowe regaty, w których rozegraliśmy 9 wyścigów. W klasyfikacji generalnej po 9 wyścigach, w klasie Swan 45 zajęliśmy doskonałe 3 miejsce. Photo: Carlo Borlenghi/Rolex Warunki wietrzne były bardzo zmienne, przez pierwsze dwa dni regat wiało i padało bardzo mocno. Pogoda bardziej przypominała jesienne miesiące w Polsce niż lato na morzu śródziemnym. Na całe szczęście w piątek i sobotę wypogodziło się, wiatr osłabł i można powiedzieć, że wszystko wróciło do normy. Żeglowałem po raz pierwszy na jachcie klasy Swan 45, tym razem na pozycji taktyka. Są to jachty one design (monotypowe), za sterami których stoją ich właściciele. Regaty te były jednocześnie mistrzostwami Włoch, zgromadziły na starcie 20 jachtów, a w ich załogach znalazło się wiele gwiazd światowego jachtingu. Na moim jachcie o nazwie Early Bird załogę stanowili młodzi żeglarze z Niemiec, mający jeszcze małe doświadczenie. Na całe szczęście dziobowym był mój kolega z Francji, Bernard Labro, którego rutyna gwarantowała unikanie błędów przy wykonywaniu skomplikowanych manewrów. Rywalizacja od samego początku była bardzo zacięta, a wyniki poszczególnych wyścigów pokazują dokładnie, jak bardzo trudno było żeglować cały czas w czołówce i unikać wpadek. Pierwszy długi 38 milowy wyścig, składający się z dwóch etapów, rozpoczęliśmy doskonale finiszując na półmetku na drugim miejscu. W drodze powrotnej, przy wielkiej fali i potężnym szkwale, który przyniosła chmura z deszczem, straciliśmy żagiel tzw. code O i w rezultacie spadliśmy na 17 miejsce. Była to bolesna strata szansy na dobry finisz w tym wyścigu. W drugim dniu, przy wietrze o sile 12-15 węzłów i sporej fali, rozegraliśmy 3 wyścigi up and down. Mimo średnich startów udało mi się wyjść obronnie z opresji, wybierając w miarę dobrze miejsce robienia zwrotów i plasowania pozycji naszego jachtu względem innych. Zajmując odpowiednio 5, 3 i 2 miejsce, uzyskaliśmy najlepszy wynik dnia i wysunęliśmy się na 3 miejsce w klasyfikacji generalnej. W porcie było sporo zamieszania, właściciel jachtu udzielał wielu wywiadów, co bardzo mu się podobało. Nie ukrywam, że byłem bardzo zadowolony po tym dniu. Przed regatami powiedzieliśmy sobie otwarcie, że w tak doborowej stawce miejsce w pierwszej dziesiątce będzie super wynikiem. Trzeci dzień regat zostanie mi na długo w pamięci, bo nie mógł zakończyć się lepiej. Wygraliśmy kolejne dwa wyścigi i objęliśmy prowadzenie. Niezliczone gratulacje i wielki szum wokół jachtu Early Bird. Bardzo rzadko udaje się zrobić coś podobnego. Ostatniego dnia regat rozegraliśmy dwa wyścigi przy bardzo słabym wietrze. Wiadomo, że w miarę jedzenia apetyt rośnie, a my mieliśmy wielką szansę na wygranie tych mistrzostw. Trudno było o jakieś specjalne założenia taktyczne, najważniejszy był start i swobodna żegluga w lewą stronę trasy, która miała odrobinę więcej wiatru i był tam mniejszy prąd. Warunki wietrzne nie pozwalały już na tak dowolny wybór zmian kierunku wiatru, jak w poprzednich dniach tych regat. Nasze dwa starty były bardzo nieudane, co nie pozostawiało mi praktycznie żadnych opcji taktycznych na uzyskanie dobrego miejsca. Finiszując odpowiednio na 15 i 9 miejscu, spadliśmy na 3 miejsce w klasyfikacji końcowej, które i tak jest bardzo wielkim sukcesem tej młodej załogi. Regaty wygrał brytyjski jacht Wisc a na drugim miejscu uplasował się włoski √ertigo, z taktykiem Vasco Vascotto na pokładzie.
Wspaniale było pościgać się po wielu latach na mniejszym jachcie w większej flocie, jest to zupełnie inne żeglowanie niż match racing, ale sprawia wiele satysfakcji.
W połowie czerwca wystartuję jeszcze raz z nimi na regatach Sardinia's Cup. Tam spodziewamy się silniejszych wiatrów i większej liczby wyścigów długich wokół wysp. Dlatego też planujemy niewielkie zmiany w składzie załogi.
pozdrowienia,
Karol Jabłoński |
|
|
14.05.2008. |
|
W poniedziałek Justice Cahn zdecydował, że 33 edycja regat o Puchar Ameryki dbędzie się nie wcześniej niż za 10 miesięcy. Nie ma co krywać, że z tego werdyktu zadowolony jest obrońca tytułu, szwajcarski team Alinghi, który będzie miał więcej czasu, aby lepiej przygotować się do obrony tego cennego trofeum. Na 6 miesięcy przed rozpoczęciem regat Szwajcarzy muszą podać miejsce ich rozgrywania.
Według opinii prawnika reprezentującego interesy szwajcarskiego syndykatu przed nowojorskim Sądem Najwyższym regaty te nie mogą odbyć się przed majem 2009. Ma to związek z zapisem w Deed of Gift precyzujący dokładnie miesiące, w których te regaty miałyby się odbyć (maj - październik).
Alinghi nadal będzie domagało się przed sądem sprecyzowania przez BMW Oracle danych dotyczących przepisów klasowych, według których ma być zbudowany nowy jacht. Według obrońcy Pucharu Ameryki są one niejasne i nieprecyzyjne, zostawiają zbyt dużą przestrzeń do wielu interpretacji.
Spór ten jest daleki od zakończenia, mimo tego, że teoretycznie znamy już mniej więcej termin rozgrywania 33. edycji regat o Srebrny Dzbanek - lato 2009.
Serdeczne pozdrowienia z Walencji,
Karol
|
|
|
Y3K wygrywa Pirelli Trophy w klasie Wally |
|
04.05.2008. |
|
Dzisiaj zakończyły się 4 dniowe regaty Pirelli Trophy, które zgromadziły na starcie ponad 200 jachtów. Rozegraliśmy tylko 4 wyścigi przy bardzo słabym wietrze. Z 3 zwycięstwami i jednym 4 miejscem wygraliśmy drugie regaty w tym sezonie. Wyścigi kosztowały bardzo dużo energii. Wbrew pozorom w tych warunkach wietrznych żegluje się dużo trudniej, trzeba być potężnie skoncentrowanym, aby ten 60 tonowy jacht żeglował z optymalną szybkością. Same starty były bardzo skomplikowane i strasznie ryzykowne. Trudno było znaleźć odpowiednie miejsce na linii startu, na której było ponad 70 jachtów rożnej wielkości. Na całe szczęście obyło się bez kolizji, chociaż kilka razy było bardzo “ciasno”. Wszystkie jachty żeglowały na tej samej trasie na kursie up and down (po śledziu), z tą różnicą, że mniejsze jachty miały inną górną boję, w mniejszej odległości od dolnego znaku. Na takiej trasie musieliśmy strasznie uważać, aby skutecznie unikać kolizji, a oprócz tego dokonywać właściwych wyborów taktycznych. Rozstrzygnięcie padło w ostatnim wyścigu, który wygraliśmy o 26 sekund z jachtem Magic Carpet, który zajął 2 miejsce w generalnej punktacji, finiszując na miejscach 1,3,2,2. W sumie były to bardzo skomplikowane ale jednocześnie bardzo udane regaty, które pokazały, że modyfikacje dokonane w okresie zimowym znacznie poprawiły szybkość jachtu. Do regat Rolex Giraglia Race, które odbędą się w połowie czerwca musimy dokonać jeszcze kilka drobnych optymalizacji, aby uzyskać maksimum potencjału szybkościowego. Ja jutro wracam do Walencji, gdzie na razie nie dzieje się zbyt dużo....
serdecznie pozdrawiam z Porto Fino, Karol |
|
|