Bojery - MŚ
20.02.2008.

Bojerowe Mistrzostwa Świata i Europy w  kl. DN zostały przeniesione do Czech na jezioro Lipno, które położone jest w górach. Jest to akwen dobrze znany wszystkim bojerowcom, ponieważ przed kilkoma sezonami odbyły się  na nim Mistrzostwa Europy. Pamiętam te niesamowite, nieprzewidywalne zmiany wiatru, które spadały z gór i powodowały niesamowite zmiany w klasyfikacji. Były to chyba  moje najtrudniejsze regaty w karierze, które wygrałem. Sytuacja punktowa między zawodnikami podczas całych regat zmieniała się  z wyścigu na wyścig i jedno było pewne, że każdy  może ukończyć wyścig na dalekim miejscu. W związku z tym napięcie towarzyszyło mi do przekroczenia linii mety w ostatnim wyścigu. O tytuł rywalizowałem wtedy przede wszystkim z Michałem Burczyńskim, który żeglował bardzo szybko i poprawnie taktycznie.

    Sytuacja z wiatrem jest podobna podczas tych mistrzostw. W takich warunkach wietrznych o dobrym miejscu na mecie rozstrzyga już pozycja startowa, która jest przydzielana losowo do startu w pierwszym wyścigu, a o następnych decyduje miejsce na mecie w kolejnych wyścigach. Linia startu ma mniej więcej ok. 500 metrów długości i od jej środka co ok. 8 metrów umieszczone są numery określające pozycje startową. Na prawo numery nieparzyste 1,3,5, itd., i odpowiednio na lewo parzyste. Zazwyczaj na tego typu jeziorach górskich tylko jedna strona trasy jest korzystna, co uwarunkowane jest ukształtowaniem i bliskością brzegu, w tym przypadku gór.  Często zdarza się tak, że na pierwszej halsówce przynajmniej 20 bojerów startujących z tej korzystnej strony trasy przelatuje przed dziobem prowadzącego grupę, która była zmuszona żeglować w stronę przeciwną. Będąc z tyłu, w warunkach silno-wiatrowych i bardzo szybkiej jeździe bardzo trudno jest dogonić czołówkę. Pozostaje jedynie walka o każdy metr i odrabianie strat, bo w klasyfikacji końcowej każde miejsce będzie się liczyło. Pamiętam te pościgi doskonale, kiedy okrążałem górny znak w środku stawki, ile siły one kosztowały!!!

    Pierwszego dnia tegorocznych mistrzostw złota grupa rozegrała aż 5 wyścigów przy bardzo silnym i porywistym wietrze. Lód był pokryty małymi, ale za to zmrożonymi zaspami.
Klasą dla siebie byli dwaj żeglarze amerykańscy, którym te warunki wietrzne i lodowe bardzo pasują. Matt Struble w styczniu wygrał w cuglach mistrzostwa Ameryki Północnej, jest obrońcą tytułu mistrza świata, a Ron Sherry to obok mnie jeden z najbardziej utytułowanych żeglarzy lodowych na świecie. Znakomicie w tych trudnych warunkach spisywali się bracia Zakrzewscy, którzy nadal mają szanse na medal i plasują się na miejscu 4 i 5.

Wczoraj z powodu braku wiatru nie odbyły się żadne wyścigi. Dzisiaj ostatni dzień regat i szansa na rozegranie 2 ostatnich wyścigów przy słabym wietrze i temperaturze powietrza ok. +5 stopni. W tych odmiennych warunkach może dojść do sporych przetasowań.

Pozdrowienia z Walencji,
Karol

 
Puchar Ameryki
18.02.2008.
Walencja nie przestaje zadziwiać. Jeszcze tydzień temu gazety rozpisywały się o nieoczekiwanym pojawieniu się Jamesa Spithilla, skipera włoskiego syndykatu Luna Rossa, za sterami katamaranu BMW Oracle. Dzisiaj nie jesteśmy już nawet w stanie zidentyfikować tajemniczego żeglarza, który we wtorek trenował na pokładzie katamaranu Extreme 40.

Za kulisami mówi się, że BMW Oracle poszukuje drugiego sternika, ale należy potraktować to z przymrużeniem oka. Tym niemniej nie zmienia to faktu, że z działań podejmowanych przez BMW w Walencji można wnioskować, że CEO teamu amerykańskiego Russell Coutts testuje żeglarzy z profesjonalnych ekip uczestniczących w cyklach regat Pucharu Ameryki, Volvo Ocean Race i TP52. Nie można także odmówić Amerykanom systematyczności, gdyż treningi w Walencji odbywają się codziennie. Obserwując wszelkie przymiarki BMW Oracle do ścigania się na katamaranie można niemalże pozbyć się wątpliwości jak będzie wyglądała 33 edycja Pucharu Ameryki. Sędzia Justice Cahn powinien na dniach wydać finalną decyzję w tej kwestii. A przynajmniej mamy nadzieję, że finalną…

Pozdrawiam,
Zosia Truchanowicz
* źródło www.valenciasailing.blogspot.com
 
Spithill za sterem katamaranu BMW Oracle!
11.02.2008.
Jak się w piątek okazało roszady wokół Pucharu Ameryki nie koncentrują się wyłącznie na formacie regat i startujących jachtach. Dotychczasowy sternik włoskiego syndykatu Luna Rossa, James Spithill, stanął za sterem amerykańskiego jachtu Extreme 40 testując go przez kilka godzin u wybrzeży Walencji.

To z lekka niecodzienne wydarzenie widzieć „Spitfire’a” (nickname Spithilla) w barwach BMW Oracle, które to przypomnijmy poskromił 5:1 w półfinałach 32 edycji Pucharu Ameryki. Co więc Spithill robi na Extreme 40?
Oczywiście, w świetle ciągłych rozgrywek sądowych nadal nie wiemy na czym stoimy, ale wszelkie domysły pozwalają przypuszczać, że Amerykanie szykują „broń” na wyścig Deed of Gift na wielokadłubowcach, jeśli taka będzie decyzja sędziego Justice’a Cahn’a. W tym celu postanowili więc zwerbować młodego zdolnego Australijczyka w swoje szeregi.
Przed BMW Oracle intensywny sezon 2008, zarówno w Europie jak i na Środkowym Wchodzie. Po pierwsze, krążą słuchy, że drugi katamaran Extreme 40 niedługo przyjedzie do Walencji więc zapewne wkrótce możemy spodziewać się treningów obydwu jachtów.
Po drugie BMW Oracle buduje aktualnie jacht TP52, 50km na północ od Walencji, aby wziąć udział w cyklu regat Audi Mecup. Russell Coutts ponownie będzie taktykiem na szwedzkim TP52 Artmenis, do którego ściągnął wielu zawodników BMW Oracle. W rezultacie Amerykanie będą wykorzystywać do swoich treningów półtora jachtu TP52. Na zakończenie należy także wspomnieć, że zarówno Russell Coutts jak i James Spithill będą aktywnie uczestniczyć w cyklu regat klasy RC44, które zainaugurowane będę już za miesiąc w Abu Dhabi.

Nie pozostaje nam więc nic innego jak bacznie obserwować międzynarodową arenę profesjonalnego żeglarstwa!
Pozdrawiam,
Zosia Truchanowicz
*źródło: www.valenciasailing.blogspot.com

 
Puchar Ameryki, bojery i Jachtsmen roku.
08.02.2008.

Zawirowanie wokół Pucharu Ameryki wymusza na nas nieustanne rozpatrywanie wszystkich możliwych scenariuszy, które mogą zaistnieć w zależności od tego co może się wydarzyć. Opracowanie odpowiednich planów, budżetów koniecznych do ich zrealizowania, przedstawienie ich sponsorom, bez których w ogóle nie może być mowy o jakiejkolwiek aktywności, zajmują nam każdą wolną chwilę.
Wbrew pozorom, mogłoby się wydawać, że na razie wszystko zawisło w powietrzu i wszyscy czekają na rozwój sytuacji i konkretne wiadomości. Nic bardziej błędnego, każdy team planuje alternatywne działania na nadchodzący sezon, my oprócz tego podsumowujemy bardzo szczegółowo, to co zrobiliśmy do tej pory i przygotowujemy się do tzw. błyskawicznego ponownego  startu.
W przyszłym tygodniu odbędziemy  szereg spotkań z przedstawicielami obecnych sponsorów naszego teamu. Będą one trwały kilka dni i będą poświęcone dokładnej analizie scenariuszy dalszych działań. Nie ma co ukrywać, że dla takich firm jak Audi czy Porsche Consulting, zaistniała, zagmatwana sytuacja  jest czymś nowym, trudnym do ,,przerobienia’’ i wymaga od nas wielkiego wyczucia, aby przekonać te firmy do dalszego sponsorowania naszych działań. Od rezultatu tych spotkań zależą losy wszystkich osób  zatrudnionych w naszym zespole, a jest ich 75.
Obowiązki w Teamie zatrzymują mnie w Walencji i niestety nie wezmę udziału w  mistrzostwach świata i Europy, które i tak na 99.9% zostaną przeniesione do innego kraju. Sytuacja wokół Pucharu Ameryki i tak zupełnie pokrzyżowałaby moje plany związane z bojerami.

Nie będę mógł również uczestniczyć w uroczystości organizowanej przez magazyn Jachting wręczenia mi nagrody Jachtsmena 2007 roku, która odbędzie się w najbliższą środę. Jest mi z tego powodu niezmiernie przykro, ponieważ planowałem przyjazd do Polski specjalnie na to wydarzenie.
Na tej drodze chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy docenili moje dotychczasowe osiągnięcia sportowe a szczególnie mój największy życiowy sukces, którym był udział w przygotowaniach i start w Pucharze Ameryki i jednocześnie przyczynili się do przyznania mi tej zaszczytnej nagrody. Doprowadzenie hiszpańskiego teamu do półfinałów regat Luis Vuitton Cup i zdobycie 3. miejsca zostało pozytywnie skomentowane w całym świecie żeglarskim, ale ta nagroda jest i będzie dla mnie czymś szczególnym.

Serdecznie pozdrawiam,
Karol Jabłoński

 
Puchar Ameryki
03.02.2008.
Czy nieustanne przepychanki na słowa kiedykolwiek dobiegną końca? BMW Oracle i Alinghi nie przestają zasypywać opinii publicznej kolejnymi nowinkami ze świata nowojorskich sal sądowych. Poniżej przedstawiamy Wam rozmowę z Lucienem Masmejanem, głównym doradcą Societe Nautique de Geneve dot. ostatniego listu GGYC do sędziego Justice’a Cahna.

Dodamy tylko, że chodzi oczywiście o ciągnący się spór czy „wyzwanie” GGYC jest ważne czy też nie w świetle obowiązujących przepisów. Z racji toczącej się w zawrotnym tempie korespondencji co chwilę karmieni jesteśmy zarzutem jednej strony, odparciem ataku drugiej, pytaniami, odpowiedziami, tłumaczeniem się i… obieraniem nowych strategii. Jednym słowem czeski film, czyli nikt nic nie wie, a dokładniej, mało kto łapie się w aktualnym stanie rzeczy.

Sędzia Justice Cahn wyraził się jasno w zeszłym tygodniu mówiąc, że poniedziałkowe wnioski miały zamknąć sprawę nieważności certyfikatu GGYC. Tym niemniej we wtorek GGYC wywołał poruszenie korespondencją z ostatniej chwili zaniechającej ich stanowisko w kwestii „jachtu kilowego” / wielokadłubowca.
Lucien Masmejan opisuje zawartość listu i przedstawia swój punkt widzenia na motywację Amerykanów kryjącą się za jego napisaniem.
 
Czy możesz wskazać główne punkty ostatniego listu GGYC do Justice’a Cahn’a?
Lucien Masmejan: Długi list w końcu przyznaje, że GGYC nie zamierza wystartować na jachcie kilowym. Tym sposobem całkowicie porzucają swoją argumentację z zeszłej środy, która miała udowodnić, że wielokadłubowiec może być jachtem kilowym. To całkowita zmiana strategii, która ma za cel ocalenie ich wadliwego certyfikatu.

Czy możesz również nakreślić treść odpowiedzi SNG?
Podkreśliliśmy, że skoro GGYC w końcu potwierdził iż nie będzie ścigał się na jachcie kilowym, a na wielokadłubowcu, powinni skłonić się do wycofania ich „wyzwania”, które i tak jest nieważne.

Czy wniosek SNG z 28 stycznia br. nie miał być ostatnim słowem w tej kwestii?
Taka z pewnością była intencja Justice’a Cahna. Wygląda jednak na to, że GGYC podejmuje ostatnią próbę  wyjaśnienia ich dwuznacznego i sprzecznego certyfikatu.
 
Wygląda na to, że GGYC zmienia argumentację z twierdzenia, że jacht kilowy jest wielokadłubowcem, do zapewniania, że wypełnili wszystkie szczegóły wymagane od challengera przez Deed of Gift. Skąd ta zmiana na tak późnym etapie?
Zdaje się, że GGYC zrozumiał, że ich certyfikat jest niejasny w świetle Deed of Gift, szczególnie od kiedy dobrowolnie dodali odnośnik do jachtu kilowego. Deed of Gift w całości wymaga nieskazitelnego certyfikatu od challengera, a ten przedstawiony przez Ameryków daleki jest od tego modelu. Poprzez całkowite porzucenie ich zeszłotygodniowego stanowiska w trakcie przesłuchania i nagłą zmianę zdania, GGYC domyślnie zaakceptował, że nasz argument jest silny, a ich certyfikat niejasny.

Więcej wieści już wkrótce, bo z pewnością sprawa nie ucichnie, a sędzia Cahn pozbawiony został złudzeń o szybkim zamknięciu szwajcarsko-amerykańskiego sporu.

Tekst i tłumaczenie: Zosia Truchanowicz

 
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»

Pozycje :: 41 - 45 z 144