Sezon bojerowy 2025

Uff - znowu minęło sporo czasu - mam jakąś awersję do pisania - zimy u nas nie ma - na bojerach można było polatać jedynie kilka dni w Szwecji i na górskich jeziorach w Szwajcarii i Czechach

@ Karol Jabłoński

Tydzień temu wybrałem się na dwudniowy trening na jezioro Lipno na południu Czech - prawie 1000 km w jedną stronę. Prognoza pogody była obiecująca - silnowiatrowa - a takich warunków potrzebowałem aby przetestować nową płozownicę i nowy żagiel. Dwa intensywne dni testowe z Łukaszem Zakrzewskim i Wojtkiem Baranowskim były bardzo efektywne ale zarazem bardzo wyczerpujące. Każdego dnia ,,zrobiliśmy” ponad 100 km, w krótkich wyścigach, szybkości osiągane to 95 - 105 km/h w zależności od siły szkwalistego wiatru a ta wahała się od 6 do 14 m/s. Powierzchnia lodu była chropowata co powodowało konieczność użycia większej siły potrzebnej do optymalnego ,,prowadzenia” bojera.

Było to moje ostatnie żeglowanie przed …wylotem do USA na mistrzostwa świata. TAK - podjąłem tę decyzję tak prawdę mówiąc za namową mojej żony. Stwierdziła, że jak na mój wiek jestem jeszcze w dobrej formie a taki wyjazd ,,wyrwie” mnie ze strefy komfortu, do której się trochę przyzwyczaiłem :-) . A więc nastała faza mobilizacji - tzn. zorganizowania całej logistyki, przygotowania sprzętu i formy fizycznej.

Dla lubiących statystyki - właśnie mija dokładnie 40 lat od mojego pierwszego startu w MS za oceanem. Miałem wtedy 23 lata i zająłem 5 miejsce. Bogdan Kramer wywalczył brązowy medal, pamiętam doskonale ten cały ,,wyjazd”, smak ,,wielkiej” Ameryki, ale jeszcze bardziej został mi w pamięci powrót do brutalnej rzeczywistości… Ale to już historia, może napiszę kiedyś książkę o tych różnych ciekawych sytuacjach, które przeżyłem w trakcie mojej długiej kariery sportowej - nie tylko na lodzie :-)

Mistrzostwa świata w 1985 roku rozegrane na Zatoce Barnegat w stanie New Jersey wygrał Jan Goegeon. To zdjęcie z dedykacją przysłał mi pocztą do Polski - ma ono dla mnie wyjątkową wartość nie tylko emocjonalną. On był wtedy na topie - jednym z moich idoli - a ja dopiero zaczynałem rywalizować z nimi.

Nie do wiary, że czas tak szybko płynie. I też nie mogę uwierzyć w to, że w moim wieku mogę jeszcze rywalizować z najlepszymi w tym tak wyczerpującym i skomplikowanym sporcie. Niestety odczuwam już coraz wyraźniej skutki tych wielkich obciążeń, braku czasu na regenerację, choć staram się bardzo świadomie ,,zarządzać” swoją energią - siłą - wytrzymałością podczas długich dni na lodzie.

 

Mistrzostwa świata i Ameryki Północnej odbędą się w pierszym tygodniu lutego. W USA panują dobre warunki lodowe - a nawet jest tam za zimno - mam nadzieje, że ta pogoda wykręci kółko i zjawi się jeszcze w Europie. Mistrzostwa Europy zaplanowane są na koniec lutego w Finlandii - w międzyczasie jeszcze mistrzostwa Polski ale najwyraźniej poraz kolejny za granicą - na Litwie… Sporo podróżowania ale z tym musimy się już pogodzić. Moja żona nazywa nas bojerowców - ostatnimi dinozaurami tego sportu - i niestety muszę przyznać jej rację. Ja miałem wielki szczęście i przywilej ścigania się w najlepszych latach bojerów - pod względem organizacyjnym i pogodowym - te czasy już niestety nie wrócą. Jedno jest pewne - ten piękny sport zawsze był pełen poświęceń i wyrzeczeń - warty niezliczonych godzin spędzonych na bardzo precyzyjnym przygotowaniu sprzętu i niezliczonej ilości godzin spędzonych na podróżach w poszukiwaniu idealnego lodu.

Pasja na całe życie - bojery :-)

Pozdrowienia z Majd

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.